Czujemy się coraz bardziej oddzieleni od innych, więc i bardziej samotni

przez  |  Brak komentarzy

– Kiedy spotykam nowe osoby i obserwuję w sobie pewnego rodzaju dystans, niepokój, poczucie wyższości lub niższości, to w ciszy mówię do siebie: ta oto osoba jest taka sama jak ja i chce przeżywać swoje życie w pełni. Dąży do tego wszelkimi znanymi jej sposobami – pisze Ewa Panufnik, współorganizatorka rozwojowego festiwalu Progressteron, współpomysłodawczyni WZLOTu Kobiet.

Intrygująco i refleksyjnie Ewa Panufnik rozprawia się z samotnością, nieufnością, odrębnością. Z tym co nas szczypie i trochę może sprowadzać na manowce. Proponuje też kilka praktyk, które można zastosować, aby z przekonaniami o poczuciu osamotnienia popracować. A to przekłada się na rozwój, również ten zawodowy. Bo jeśli chcesz iść szybko, idź sam. Jeśli chcesz dojść daleko, idźcie razem. (tekst: Ewa Panafiuk)

      Jako uczestniczka Worldworku -międzynarodowego seminarium, podczas którego setki osób z wielu krajów zbierają się razem w potężne forum i pracują nad społecznymi, środowiskowymi oraz politycznymi kwestiami – miałam okazję obserwować spontaniczne wystąpienie mieszkańca Kenii, który szlochając i drżąc na całym ciele wykrzyczał, że chce żyć zgodnie ze swoim najwyższym potencjałem, w pełni – ale nikt go nie słucha. Do dziś nie wiem czy miał na myśli siebie, czy po prostu upominał się o uwagę świata? Jako ten reprezentant niedostrzeganych i niewspieranych osób, które w walce o godne warunki życia są pozostawione same sobie. Pewne za to jest, że jego wystąpienie poruszyło mnie bardzo głęboko. Po raz pierwszy, tak namacalnie, zdałam sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy dokładnie tacy sami. Gdzieś w głębi, pod powierzchownymi różnicami mamy prawdopodobnie takie samo pragnienie: żyć w pełni, nie musieć zajmować się tylko przetrwaniem. Chcemy doświadczać, że wykorzystaliśmy swój potencjał i po prostu nie zmarnowaliśmy życia.

W mojej świadomości mieszkańcy Afryki byli, wstyd się przyznać, zbici w jedną, walczącą z ogromnymi przeciwnościami, masę. I oprócz, znowu wstyd się przyznać, przeznaczania środków na cele mające ich wspierać w walce o przetrwanie, nie bardzo potrafiłam się wczuć w ich potrzeby. Zobaczyć ich – jako takich samych ludzi jak ja. Tutaj płynie dla mnie ważne pytanie: czy nie jest tak, że sami organizujemy sobie poczucie oddzielenia od innych – przyjmując za prawdę tylko powierzchowne i prymitywne wyobrażenia na temat innych ludzi? Może to naturalny mechanizm umysłu, ale uświadomienie go sobie daje wybór: tkwić dalej w pułapce uproszczenia i oddzielenia czy poczuć jak wiele nas łączy z każdym innym człowiekiem na świecie? Ostatnia opcja przynosi pocieszenie i znakomicie pozbawia poczucia samotności.

A może statystyki nie kłamią?

Autorka artykułu „Wolność, równość, obojętność” Ewa Wilk w „Polityce” pokazuje, że od lat coraz mniej sobie ufamy. Według badania CBOS z lutego 2014 już 75% z nas deklaruje nieufność wobec obcych. Nieufność łączy się z coraz większą atomizacją – wolny czas spędzamy głownie z partnerem lub najbliższą rodziną, coraz rzadziej utrzymujemy jakiekolwiek kontakty z sąsiadami. Z kolei w Internecie oraz innych mediach aż roi się od hejterskich wypowiedzi. Znamy to?

Ewa Wilk szuka przyczyn tego stanu, m.in. w tym, że Polakom przez ustawiczną okupację wykształciła się „kultura krzywdy”, nieufności wobec obcych, pozostałości PRL-owskiej propagandy. Wciąż są przekazywane kolejnym pokoleniom takie nieprawdy jak podział na naszych i zdrajców czy kto nie z nami, ten przeciwko nam. A w nas buzuje strach przed nieistnieniem, bo jeśli się nie wyróżnię, nie będę ważny – to zniknę, nie będę nic wart. Wszystko to w atmosferze pośpiechu, znikających miejsc pracy oraz sprawnie wyolbrzymianego przez media- poczucia zagrożenia i niedostatku. Ale nawet pełne zrozumienie przyczyn tego stanu, nazywanego przez Ewę Wilk wyuczonym autyzmem, nie przesłania faktu, że wciąż płacimy za to ogromną psychologiczną cenę, bo czujemy się coraz bardziej oddzieleni od innych, więc i bardziej samotni.

Praktyka

Zadaj sobie pytanie: jak możemy siebie nawzajem wspierać w pełnym życiu? Jak mogę wspierać innych, o których wiem, że istnieją i takiego wsparcia potrzebują?

Praktyka

Kiedy spotykam nowe osoby i obserwuję w sobie pewnego rodzaju dystans, niepokój, poczucie wyższości lub niższości, etykiety, to w ciszy mówię do siebie: ta oto osoba jest taka sama jak ja, chce przeżywać swoje życie w pełni. A do tego właśnie dąży wszelkimi znanymi jej sposobami. Chce zrealizować swoje najgłębsze tęsknoty, które na podstawowym poziomie nie różnią się od moich: chce być kochana i kochać, chce być w kontakcie z innymi, przynależeć, realizować się, odnaleźć sens życia. Już samo to wystarczy, aby odegnać uczucie samotności i oddzielenia.

Praktyka

Przynależność do wspólnoty, bycie częścią grupy, która podziela moje wartości, docenia mnie i wspiera, to jeden z najważniejszych składników poczucia sensu życia i szczęścia. To świetne remedium na samotność, ale pociąga również zrobienie kroku dalej – poszerzanie rodziny/plemienia, czyli grupy ludzi, których uważam za swoich.

Pomocne jest w tym Nonviolent Communication (Porozumienie Bez Przemocy) – metoda, która bazuje na przekonaniu, że jako ludzie dzielimy dokładnie te same potrzeby: bezpieczeństwa, akceptacji, dobrostanu fizycznego i emocjonalnego, autentyczności, przynależności, bycia widzianym, przestrzeni, samorealizacji, zaufania, otuchy, kontaktu z przyrodą i wiele, wiele innych. Różnimy się tylko, gdy dochodzi do sposobów w jakie próbujemy te potrzeby zrealizować.

Praktyka

Pomocny w poszerzaniu mojego plemienia/rodziny jest sposób, którym dzieli się Bridget Belgrave, trenerka metody Nonviolent Communication. Opisuje ona praktykę kontaktu z potrzebami. Kiedy Bridget jest w kontakcie ze swoją niespełnioną potrzebą – formułuje to tak: „tęsknię za spokojem. Jest tyle osób na świecie, które też za nim tęsknią. Niech, tak jak i ja, znajdą spełnienie tej potrzeby”.

Gdy kontaktuje się z potrzebą zaspokojoną – mówi sobie: „czuję się teraz wdzięczna i radosna, bo moja potrzeba bliskości jest spełniona. Tyle innych osób na świecie marzy o jej spełnieniu, oby im się to udało”. Bridget Belgrave bardzo ceni sobie fakt, iż w momencie, kiedy jest w kontakcie ze sobą, dzięki tej praktyce, może być jednocześnie w kontakcie z innymi i spełniać swoją potrzebę troski o innych. Uświadomienie sobie, że także wielu innych ludzi w tym momencie tęskni za spełnieniem danej potrzeby, przypomina jej o tym, że na głębszym poziomie jesteśmy tacy sami i zaspokaja tym samym potrzebę wspólnoty.

Praktyka

Dobrym wsparciem w treningu rozszerzania kręgu ludzi, których uważamy za „swoich” jest medytacja miłującej dobroci, podczas której skupiamy się na życzeniu innym, aby byli bezpieczni, szczęśliwi, zdrowi, odnaleźli spokój. Zaczynamy od siebie: „obym była bezpieczna, obym była szczęśliwa, obym była zdrowa, obym odnalazła spokój”. Stopniowo rozszerzamy grono i dodajemy bliskie osoby, ale i nieznajomych z ulicy. Kogoś, do kogo czujemy urazę, mieszkańców mojego miasteczka, kraju, wszystkich ludzi na świecie, wszystkie istoty na świecie, wreszcie wszechświat…

Praktyka

Odkryłam, że cennym sposobem na przegnanie a przynajmniej nie pogłębianie samotności jest spędzanie mniejszej ilości czasu w mediach społecznościowych. Trochę sprawę rozjaśnił mi film, który przygotował Shimi Cohen: „The Innovation of Loneliness”. Według niego samotność to najbardziej wspólne doświadczenie w dzisiejszym świecie. Sprawy nie polepsza fakt, iż potrzebując kontaktu i więzi, zwracamy się po nią do ostatniego miejsca, gdzie moglibyśmy ją poczuć – i gdzie czeka na nas jedynie jej iluzja. Mamieni złudzeniem, że będąc wciąż w kontakcie nie poczujemy się samotni. Poświęcamy wiele czasu na edytowanie, przykrawanie i dopieszczanie swojego społecznościowego wizerunku, rezygnując z prawdziwej rozmowy, w której głębia kontaktu i intymność bierze się między innymi z tego, że nie możemy do końca kontrolować tego, co za chwilę powiemy.

Praktyka

Brene Brown w książce „Z wielką odwagą” zwraca uwagę jak oddzielenie manifestuje się w przestrzeni publicznej – w naszych kontaktach z ludźmi, którzy świadczą nam rożnego rodzaju usługi: sprzedawcami, pracownikami poczty, stacji benzynowej, urzędnikami, itp. Często traktujemy ich przedmiotowo, jak element otoczenia. Nie wykorzystujemy więc okazji, by nasze spotkanie przekształcić w moment prawdziwego międzyludzkiego kontaktu. Zamiast rozmawiać przez komórkę w trakcie płacenia za zakupy, możemy przecież spojrzeć ekspedientce w oczy i powiedzieć świadomie, a nie rutynowo – dziękuję. Łączy się to z obecną silną tendencją patrzenia na innych wyłącznie przez pryzmat tego, czy i jak mogą zaspokoić nasze potrzeby. Nie obchodzi mnie co czujesz, czego pragniesz… Ważne jest co mogę uzyskać, poświęcając czas na kontakt czy budowanie relacji z tobą…

Praktyka

Naturalną ludzką reakcją jest, że gdy spotyka nas coś trudnego, to zamykamy się w sobie i swoim nieszczęściu. To pogłębia rozżalenie na niesprawiedliwość losu i samotność. Stoicy udowadniają, że pytanie: „dlaczego tylko mnie to spotkało?” praktycznie nigdy nie jest zasadne.

Piotr Stankiewicz, w książce „Sztuka życia według stoików” przywołuje słowa Marka Aureliusza: „w każdej przygodzie miej przed oczami tych, których to samo spotkało” i dodaje, że: „na każdej kłodzie, którą los nam rzuca pod nogi znajdziemy prowadzące na druga stronę ślady czyichś stóp. (…) Nic nie spotyka wyłącznie nas, zawsze już kogoś przed nami spotkało, lub dotknie kogoś po nas – zawsze możemy się rozejrzeć, żeby znaleźć kogoś, kto z czymś podobnym musiał się zmierzyć. Nie jesteśmy w swoim nieszczęściu sami (…). Świat jest po prostu zbyt duży na to, by rozmaite przygody ludzkie nie musiały się od czasu do czasu powtarzać. Zawsze znajdziemy jakąś bratnią, współudręczoną duszę, najczęściej zaś – cały legion. I świat nie będzie już musiał się walić na nasza osamotnioną głowę, bo będziemy mieć obok siebie głowy innych (…) Mocny uścisk dłoni tych, którzy mocują się dzisiaj z tym samym losem, i którzy mocowali się z nim wczoraj, doda nam otuchy i wiary, że można się ni poddać”.

Według autora współtowarzyszy niedoli możemy zatem szukać w przeszłości, w przyszłości, w literaturze, w filmie, w teatrze – w bliższym i dalszym otoczeniu. I nie chodzi o to, żeby ich naprawdę fizycznie znaleźć, a raczej o to, by mentalnie mieć wrażenie, że podobny trudny moment, który nam się przytrafił, przeżywało lub przeżywa właśnie wiele innych osób.

Praktyka

Czasami, kiedy zauważam swój oddech, uświadamiam sobie, że nabieram właśnie powietrza razem z kilkoma miliardami innych ludzi – i jak tu się czuć samotną?

Ewa Panufnik, prowadzi bloga Gdybym Dorosła. Jest współorganizatorką WZLOTu Kobiet, który odbędzie się już 18 kwietnia w Poznaniu. To wysokoenergetyczne i pełne inspiracji na życie wydarzenie rozwojowe dla kobiet. Spotkanie dla tych pań, które chcą wyruszyć w stronę swojego prawdziwie upragnionego życia. Dla tych, które pragną spotkać niesamowite kobiety, najlepszych coachów i dołączyć do społeczności ludzi, którzy wspierają się w rozwoju.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.