Szczęściarze z każdej sytuacji pechowej wyciągają wnioski i się uczą

przez  |  2 komentarze

Ile razy zdarzyło ci się skwitować kogoś sukces: Aaaa, on to ma szczęście”? Albo żyć w przekonaniu, że sukces zależy w 95 proc. od szczęścia, a w 5 proc. od umiejętności? Mówiąc tak, pozycjonujemy szczęście jako fart, czyli zjawisko, które pojawia się bez udziału czyjejś świadomej aktywności. I szczerze mówiąc jest w tym dużo racji, chociaż warto to wytłumaczyć. (tekst Agnieszka Szwejkowska).

Według badań Richarda Wisemana, profesora Uniwersytetu w Hertfordshire i psychologa, szczęściarze doskonale potrafią dostrzegać wszelkie okazje, które same z siebie pojawiają się na ich drodze. Zdolność szczęściarzy do zauważania okazji wynika z ich zrelaksowanego (przeciwieństwo zestresowanego) spojrzenia na świat. Strumień ich uwagi jest szeroki i nieskoncentrowany tylko na jednym punkcie. Są otwarci i dzięki temu widzą więcej, myślą szybciej, są bardziej kreatywni i efektywni w decyzjach i działaniu. Szczęściarze wierzą w swojego farta, a pechowcy w swojego pecha. Wszystkie badania pokazują, że szczęściarze potrafią przekształcić pecha w szczęście. Szczęściarze, według Wisemana, z każdej sytuacji pechowej wyciągają wnioski i się uczą. Jest ona dla nich wartościową informacją zwrotną, dzięki której stają mądrzejsi.

Jak ten mechanizm przekłada się na efektywność pracowników?

Szczęśliwy pracownik pracuje efektywniej, bo widzi więcej. Zauważa to, czego potrzebuje do wykonania swojej pracy szybciej. Jest otwarty na sytuacje, w związku z tym dostaje więcej informacji albo innych zasobów, które go wspierają w środowisku zawodowym. Dlatego może być skuteczny, mniej zmęczony. Będąc mniej zmęczonym może zrobić coś „ekstra”, czego jego kolega pechowiec już nie zrobi. I mało tego, szczęśliwca to „coś ekstra” po prostu bardziej uskrzydla, a zmęczony pechowiec, wtórnie, staje się jeszcze bardziej osłabiony.

Pozytywne i negatywne sytuacje są poddawane zupełnie innym procesom poznawczym i emocjonalnym. Pechowe sytuacje zapamiętujemy błyskawicznie i zostają w nas na dłużej. Szczęśliwe momenty trudniej sobie przypomnieć, bo pamiętamy tylko ogólne wrażenia, natomiast pechowe zdarzenia kolekcjonujemy ze szczegółami. Dlatego bardziej przygnębia nas krytyczna uwaga bliskiej osoby niż cieszy jej pochwała. A ponieważ pechowcy zapamiętają więcej krytyki przez swoją zniekształconą percepcję, będą bardziej obciążeni emocjonalnie, co może wpłynąć na ich mniejszą efektywność w pracy. Szczęśliwcy zaś odwrotnie.

Teresa M. Amabile oraz Steven J. Kramer przez  15 lat badali doznania psychiczne oraz wydajność osób wykonujących dla firm skomplikowaną pracę umysłową. Odkryli, że głównym motorem twórczych i efektywnych działań jest jakość we­wnętrznego życia pracownika – czyli przenikające się nawzajem, podczas dnia pracy, uczucia, motywy i spostrzeżenia. Poziom kreatywności i efektywności u ludzi rośnie, gdy ich życie wewnętrzne układa się pozytywnie, kiedy czują się szczęśliwi i wewnętrznie zmotywowani przez samą pracę oraz kiedy z optymizmem spoglądają na współpracowników i firmę. Co więcej, ludzie odczuwający takie dobre emocje są bardziej zaangażowani i skłonni do współpracy. Życie wewnętrzne i, co za tym idzie, wydajność pracownika mogą się zmieniać z dnia na dzień – czasami diametralnie. Z drugiej strony, przeżycia psychologiczne determinują jego efektywność w dniu, kiedy ich doświadcza, ale mogą również wpływać na jego wyniki następnego dnia. Badania Amabile i Kramera pokazały także, że istnieją powtarzalne sytuacje, które poprawiają lub pogarszają jakość życia wewnętrznego pracownika.

Kluczowe jest więc zadbanie o to, aby środowisko pracy i doświadczenia dnia codziennego w tym miejscu, maksymalizowały poczucie szczęścia, które dobroczynnie wpływa na efektywność pracownika i jego zadowolenie z wykonywanych zadań. Świat biznesu zdaje się to dostrzegać. Potwierdzeniem tego jest nowy zawód, o którym już sporo piszę się w zagranicznej prasie. Mowa o CHO- Chief Happines Oficer – Dyrektorze Generalnym Szczęścia.  Jego zadaniem jest kreować kulturę organizacji sprzyjającą szczęściu pracowników. Bo radosny pracownik to człowiek, który emanuje swoim szczęściem i pomnaża ilość szczęśliwych osób w firmie. Tacy pracownicy są bardziej produktywni, mniej obciążeni stresem, nie chorują i rzadziej też zmieniają pracę.

I nawet jeśli zakładamy, że my należymy do grupy pechowców, nie oznacza to, że nie możemy znaleźć się w grupie szczęśliwców. Według Wisemana, szczęście jest kompetencją, którą można i warto ćwiczyć. Wiseman twierdzi, że szczęście nie jest żadną magiczną zdolnością ani darem od bogów. Ludzie tworzą swoje szczęście i pecha poprzez swoje myśli, uczucia i działania. A CHO znając te prawidłowości dba o to, aby w środowisku pracy znajdowało się jak najwięcej warunków pozwalających doświadczać szczęścia.

Agnieszka Szwejkowska – psycholog, coach i trener. Specjalizuje się w psychologii pozytywnej i wpływie szczęścia na nasze życie. Pomaga firmom i klientom indywidualnym w realizacji ich celów biznesowych wykorzystując szczęście jako naturalny i dostępny dla wszystkich zasób.  http://agnieszkaszwejkowska.pl

<<Przeczytaj również, kto i co inspiruje Richarda Bransona, szefa Virgin Group, w realizowaniu marzeń >>

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.

  • Szczęście faktycznie zależy od naszego podejścia do życia. Nie warto skupiać się wyłącznie na negatywnych wydarzeniach, ale pielęgnować w sobie ten pozytywny pierwiastek 😉

    • Joanna Rubin

      Dorota, dziękuję za piękny komentarz! Myślę, że to szczęście mieć odpowiednie i służące nam podejście do życia 😉