Aleksandra Frątczak: jak cię widzą, tak ci płacą

przez  |  Brak komentarzy

– Panie noszą za krótkie spódniczki, zbyt intensywne makijaże, japonki. Spódnica mini, rajstopy kabaretki i szpilki zawsze kojarzą się seksualnie. Dres, bluza z kapturem – to też nie jest zestaw na spotkanie biznesowe – wylicza odzieżowe gafy Aleksandra Frątczak, osobista stylistka, personal shopper, szkoleniowiec. Autorka książki „Ubierz się w kolor. Tajniki analizy kolorystycznej”.

W naszej rozmowie rozprawia się z tym, jak wyglądamy w pracy i zdradza co chomikujemy w szafach. Daje też kilka cennych rad, abyśmy wyglądali schludnie – zgodnie ze swoją sylwetką i kolorystyką.

Joanna Rubin: “Jak cię widzą, tak ci płacą” – to prawda?

Aleksandra Frątczak: Myślę, że tak. Widząc kogoś, kto ma dobrej jakości garnitur, buty, zegarek i wsiada do samochodu znanej i cenionej marki, często zakładamy, że to ktoś ważny i majętny. Z kolei, gdy widzimy kogoś ubranego w potargane spodnie dresowe, bluzę z kapturem, możemy ocenić go jako rzezimieszka. Nasz umysł idzie na skróty – po prostu. W psychologii jest takie zjawisko, które można określić efektem “halo” albo efektem aureoli. Jeśli jakaś osoba podoba nam się wizualnie (niekoniecznie seksualnie), prawie automatycznie przyporządkowujemy jej pozytywne cechy charakteru. Ale to też działa odwrotnie. “Jak cię widzą, tak cię piszą” albo “jak cię widzą, tak ci płacą” jest z pewnością skrótowe, ale odzwierciedla rzeczywistość.

Znam prezesów w trampkach, w bluzach. Są bardzo dobrze postrzegani w biznesie.

Bo tu nie chodzi o podręcznikowy dresscode i nieśmiertelny garnitur. Teraz ludzie mieszają style i w większości branż odejście od sztywnych ram jest OK. Ubieramy się w luźniejsze spodnie, kolorowe marynarki i trampki. Nie upoważnia nas to jednak do niedbalstwa. W przypadku budowania wizerunku ważne jest to, aby te ubrania – nawet w wersji casualowej, były wysokiej jakości i dobrze do nas dobrane. Warto zwrócić uwagę na dodatki: zegarki, paski, torebki, buty. To są smaczki, w które zawsze dobrze jest zainwestować.

Żelazny dress code jest w branży ubezpieczeniowej, w bankowości, w dyplomacji, w niektórych korporacjach. Uważam, że warto jest znać zasady dresscode’u, wiedzieć kiedy i jak można z nich skorzystać lub kiedy łamać.

 Jak mamy wyglądać, aby nam dobrze płacono?

Ciężko jest uogólniać, bo wiele zależy od tego w jakiej branży pracujemy. Ale, jeśli mamy spotkanie z kadrą zarządzającą firmy, w której dresscode jest respektowany, to i my powinniśmy się dopasować i ubrać się zgodnie z tamtejszymi zasadami. Myślę, że warto zastanowić się jaka jest nasza branża, co robimy i co chcemy osiągnąć? Jaki wizerunek jest spójny z tym, co chcemy reprezentować?

Jak prowadzisz warsztaty dla biznesmenów, to jesteś ubrana w garsonkę?

Ode mnie, jako od stylistki, nikt tego nie oczekuje. Mam nawet wrażenie, że uczestnicy warsztatów chcieliby mnie zobaczyć w pióropuszem na głowie (śmiech). Wydaje mi się, że istotne jest to, aby po prostu robić dobre wrażenie. Wyglądać schludnie, zgodnie ze swoją sylwetką, kolorystyką.

Jak Polacy ubierają się do pracy?

W korporacjach jest mundurkowo i dresscodowo. Z kolei, gdy brak jest dress code’u, to czasem jest nieodpowiednio, bo panie noszą za krótkie spódniczki, zbyt intensywne makijaże, japonki. Spódnica mini, rajstopy kabaretki i szpilki zawsze kojarzą się seksualnie. Dres, bluza z kapturem – to też nie jest zestaw na spotkanie biznesowe czy rozmowę kwalifikacyjną. Jeżeli pozwalamy sobie na dowolność w firmie, to warto zwrócić uwagę na bardzo podstawowe zasady i je ewentualnie lekko naginać.

A czy pieniądze lubią powagę – w stroju?

Słyszałam o takim badaniu, w którym sprawdzano reakcję klientów na dwóch pracowników działu obsługi klienta w banku. Jeden z nich był ubrany zgodnie z dresscodem, a drugi był bez krawata. Klienci rzadziej go wybierali – jako swojego konsultanta. I to jest ciekawe.

Dlaczego tak jest?

Powodem jest myślenie obrazkowe. Nasza podświadomość jest pełna obrazków, nie słów. W tym wypadku do kompletnego obrazu profesjonalnie wyglądającego mężczyzny zabrakło krawata. Widocznie chodzi po prostu o to, że skoro czegoś brakuje w wyglądzie, nasz umysł zakłada, że może zabraknąć i kompetencji.

Ale też garnitur, takie pełne umundurowanie budzi większy dystans.

Garnitur budzi dystans. Uszyty jest ze sztywnych materiałów, a koszulę nosi się zapiętą na ostatni guzik, do tego zawiązuje się ją jeszcze krawatem. Garnitur robi pewną sztywność na spotkaniu – to pewne. To jest też być może powód, przez który mężczyźni rzadziej noszą już takie zestawy. Raczej kompletują lżejsze wersje: koszulę i marynarkę bez krawata i z luźniejszymi spodniami.

Biznes wychodzi z biur. Chętniej uczestniczymy w konferencjach, imprezach networkingowych. Jak mamy wyglądać podczas takich spotkań?

Profesjonalnie i schludnie. To oczywiście nie oznacza garnituru. Jestem za tym, aby w biznesie kobiety nosiły sukienki. Nie przebierały się za mężczyznę w garniturze. I jeśli wybieramy się na spotkanie z klientem wieczorem, to sukienka powinna pozostać biznesowa, ale możemy pozwolić sobie na wyższy obcas i na biżuterię, która jest bardziej strojna. A sukienka biznesowa to taka, która ma dekolt pozwalający na się schylić, ale nie pokazując przy tym krągłości. Najlepsza długość sukienki to taka, która sięga 5 cm pod lub nad kolano. Warto zwrócić uwagę na tkaninę, która nie powinna być błyszcząca. To nie wesele ani potańcówka. Oczywiście, możemy pozwolić sobie na kolor, np. butelkową zieleń, bordo, jasny granat, odcienie brązu czy szarości.

A mężczyzna?

Dobrze, gdyby mężczyzna wieczorem wybrał garnitur, jeżeli i klient będzie w garniturze. Jeżeli wiemy, że klient tak się nie ubierze, to wystarczy koszula, marynarka i spodnie. Krawat może być, ale na przykład wełniany zamiast jedwabnego. Można również zdecydować się na zestaw klubowy, czyli granatowe spodnie, szarą marynarkę i białą koszulę.

Jak powinniśmy wyglądać na szkoleniu, które jest organizowane w weekend?

W przypadku, gdy idziemy na szkolenie jako reprezentant swojego biznesu czy jako pracownik firmy, powinniśmy przestrzegać zasad business casual. Tak jest najbardziej bezpiecznie. Nadal mamy do czynienia z elegancją biznesową, ale możemy pozwolić sobie na odrobinę swobody z materiałem lub kolorem. Najgorsze opcje to zbyt sztywny, zbyt sportowy czy zbyt wieczorowy wygląd.

Jakie błędy jeszcze popełniamy?

Moje oko przykuwa najbardziej to, że kobiety mylą elegancję biznesową z elegancją wieczorową. Na zaproszeniach na warsztaty, szkolenia czy konferencje najczęściej napisana jest informacja jaki strój będzie odpowiedni. Warto z tego skorzystać. Nawet Google podpowie nam co ubrać.

Jakiś przykład?

Kiedyś uczestniczyłam w 3 dniowym szkoleniu i na zaproszeniu było napisane, aby być w stroju biznesowym, ale swobodnym. Kobiety niesamowicie zinterpretowały tę informację. Niektóre były w mini, w szpilkach, a do tego jeszcze w kabaretkach. Ale były też i takie, które przyszły w dresie i czapeczce z daszkiem. Z kolei panowie – od garniturów z krawatem po dżinsy i bluzy.

Wydaję mi się, że na takie spotkanie warto zrezygnować z czegoś, co nam się kojarzy bezpośrednio z imprezą: sweterki z błyszczącymi nitkami, kabaretki, cekiny, zbyt luźne fasony. To pewnie jest jakieś rozwiązanie na wieczór, ale prywatny. Na szkoleniu też budujemy markę osobistą, wymieniamy się wizytówkami, kontaktami. Jesteśmy trochę w pracy i powinniśmy dać to też odczuć innym.

Kto więc korzysta z rad stylistki?

Na przykład te osoby, które chcą coś zmienić w swoim wizerunku, ale nie wiedzą jak. Jestem wielką fanką, aby takie zmiany traktować ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Nie robić drastycznych transformacji, bo wiem, że rewolucję się gorzej przyjmuje.

Czyli?

Na przykład chłopak skończył studia, na których biegał w jeansach i bluzie – a teraz jest w takiej sytuacji, że poszukuje pracy w korporacji. Musi lekko zmienić swój strój, bo nawet jeśli jego przyszły pracodawca nie będzie wymagać noszenia garnituru, to powinien wyglądać profesjonalnie. Taka osoba z dnia na dzień nie będzie wiedziała jaką koszulę kupić, jakie spodnie pasują, co to poszetka i jak dobrać skarpetki. Nie dziwię się, bo przez całe życie chodził w jeansach. Dla niego kupienie spodni z innego materiału niż jeans, to już jest coś nienaturalnego.

Na początku więc kupujemy spodnie np. chinosy w spokojnym kolorze. I dopiero później, jak nasz klient się przyzwyczai, to próbujemy dodać do stylizacji kolor. Kupujemy spodnie butelkowo-zielone, aby pozbyć się popularnego granatu czy szarości. Idziemy po kolei, krok po kroku. A po czasie taka zmiana w ubiorze nie jest odczuwalna jako coś niesamowitego, czego można się obawiać. Zaczyna być to właśnie …naturalne.

Co zyskamy, jeśli dobrze dobierzemy kolor do stylizacji?

Wyróżnik. Mało osób decyduje się na kolor w ubiorze. Jeżeli pokombinujemy z kolorami, będzie ciekawie, to przyciągniemy spojrzenie innych. Ubranie będzie wyrażało to „coś”.

Często przeglądasz szafy swoich klientów. Co Polacy w nich trzymają?

Zaskakuje mnie chomikowanie. Mężczyźni może podchodzą bardziej do ubrań użytkowo. Jeśli zniszczy się ich ubranie, to je po prostu wyrzucają. Z kolei kobiety kolekcjonują rzeczy sprzed 20 lat. Największą zmorą jest to, że trzymają rzeczy zniszczone i uważają, że to będzie ich odzież tzw. “po domu”. Uważam, że w domu też powinniśmy ładnie wyglądać. Wygodnie, ale ładnie. Dres, który pamięta czas studiów, gdy jesteśmy po 30-stce powinien być wyrzucony. Wybierajmy rzeczy miękkie, wygodne i luźne, ale ładne.

Ile ubrań wyrzucasz ze swoimi klientami?

Czasami nawet 70%. Co ciekawe, klienci ich braku nie odczuwają, bo i tak chodzą tylko w tych 30%, które zostawiamy. Cała reszta leży. Nie wyrzucamy ich, bo jest nam po prostu szkoda. Szczególnie pieniędzy, które na nie wydaliśmy.

Szczerze? Wyrzucanie nie jest łatwe i dla mnie.

Dla wielu z nas nie jest to łatwe, ale trudno odgruzować coś, nie robiąc czystki. I myślę, że osoby, które mnie zapraszają do siebie mierzą się na początku z dużym dyskomfortem – bo pokazują obcej kobiecie to, co mają w szafie. A ta kobieta wyrzuca im 70% ubrań. Z pewnością wychodzą ze strefy komfortu. Podziwiam je.

Co powinniśmy w szafie mieć, aby dobrze wyglądać w pracy?

Ciężko jest zrobić taką listę, chociaż widzę, że są na rynku poradniki, które próbuję to uczynić, np. 10 must have… Uważam, że takie listy są ryzykowne, bo ludzie mają różną osobowość, potrzeby i co innego chcą wyrazić.

Myślę, że dobrze jest, jeśli kobiety w szafie mają 2 lub 3 bluzki, które są jasne: blady róż, biel, jasnoniebieski. Może to być top, koszula albo bluzka jedwabna, która będzie stanowić bazę do zestawu ze spódnicą czy ze spodniami. Warto mieć coś takiego, co uznajemy za eleganckie i coś, co możemy nosić na co dzień. Nie chcę wskazywać, że ma to być spódnica ołówkowa czy spodnie cygaretki. Należałoby do tego dołożyć marynarkę lub sweterek typu kardigan. Oczywiście jeansy. Na koniec przydadzą się dobrej jakości buty, płaszcz, torebka.

A jakie rady masz dla mężczyzn?

Myślę, że każdy mężczyzna w swojej szafie powinien mieć chociaż jeden garnitur. Choćby na wigilijną firmową kolację.

Dobrze byłoby, aby panowie na co dzień nie chodzili tylko w jeansach. Jest teraz naprawdę duży wybór materiałów o ciekawych strukturach. Polecam zacząć od chinosów. Do spodni można dobrać koszule czy t-shirty. Jest wiele ciekawych marynarek codziennych czy nawet sportowych, które mogą zastąpić sweter czy bluzę. Naprawdę ciężko wskazać podstawy garderoby, nie dopasowując jej do klienta. Ubranie ma pasować do naszego życia, podkreślać charakter, być spójne z tym, kim jesteśmy.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra Frątczak, osobista stylistka, personal shopper, szkoleniowiec. Autorka książki „Ubierz się w kolor. Tajniki analizy kolorystycznej”. Prowadzi bloga o stylizacji kobiet i mężczyzn: www.aleksandrafratczak.pl

Z wykształcenia psycholog biznesu i coach. Ukończyła szkolenia z makijażu w The London School of Beauty and Make-up. Analizy kolorystycznej i stylizacji uczyła się od najlepszych specjalistów w kraju. Z pasji do ubrań i ludzi została osobistą stylistką. Wie, że wygląd wpływa na samopoczucie i na to, jak jesteśmy odbierani przez otoczenie. Jej misją jest, aby ludzie czuli się świetnie z tym, jak wyglądają. Zawsze. Na zakupach jest profesjonalnym doradcą i szczerą koleżanką, która wie jak podkreślić atuty i ukryć niedoskonałości sylwetki. Zakochana w kolorze, potrafi wykorzystać jego siłę w budowaniu wizerunku. Prowadzi szkolenia z zakresu budowania wizerunku i dress code’u. Pomaga firmom budować wizerunek osobisty pracowników.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.