Ania Kruk: czas jest ogromną wartością

przez  |  Brak komentarzy

– Często miałam wrażenie, że zrobię jakieś zadanie szybciej i lepiej. Za dużo brałam na siebie. W efekcie jest to dla firmy gorsze, ponieważ twój czas jest ogromną wartością i należy go spożytkować tam, gdzie twoje umiejętności są najbardziej potrzebne, kluczowe dla firmy. Ciągle się tego uczę, żeby nie tracić z pola widzenia tego, co najważniejsze i na tym koncentrować swoje siły – mówi Ania Kruk, dyrektor kreatywna marki stworzonej przez rodzinę Kruków.

Ania Kruk uzależniona od podróży, warsztatów, konferencji, kursów i festiwali, bo twierdzi, że ciągle pojawia się coś nowego do nauczenia. W rozmowie opowiada o wyzwaniach jakie czekają na młodych przedsiębiorców w sektorze kreatywnym.

Joanna Rubin/ Którą swoją biżuterię lubi Pani najbardziej i jakie projekty tworzą harmonię z charakterem firmy?

Ania Kruk: Harmonię tworzą wszystkie projekty. Taka jest właśnie moja rola jako dyrektor kreatywnej marki ANIA KRUK: czuwam nad spójnością wizerunku, produktu i komunikacji.

Inną sprawą jest, że nasza marka stawia na różnorodność, zabawę formą i materiałem – w konsekwencji wachlarz naszych produktów i stylistyki, w których się poruszamy są szerokie. Zdecydowanie szersze niż tych marek, które stawiają na jeden produkt i tylko jedną grupę klientów.

Skąd pomysł na taką strategię?

To była świadoma decyzja, którą podjęliśmy zakładając firmę. Chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie każda kobieta znajdzie coś dla siebie: oryginalną biżuterię do noszenia na co dzień i na wieczorne wyjście. To, co łączy nasze produkty, to pewna zadziorność i charakter. Chcemy zaskakiwać, łączyć, mieszać różne wzory i style. Przekonać Polki do zabawy biżuterią.

Gdzie lokuje Pani siłę Waszych projektów?

Duży potencjał tkwi już w samej marce oraz ludziach, którzy ją tworzą. Pracujemy z autentyczna pasją i to widać.

Do naszych butików, co miesiąc lub nawet częściej trafia nowa kolekcja. Klientki zaglądają do nas regularnie, ciągle pytają: „co nowego?”. Gromadzą wzory z różnych kolekcji, dokupują sobie nową bransoletkę i dokładają do poprzednich. Kiedy do butików trafiła kolekcja SPRING, czyli pierścionki i bransoletki ze stalowych sprężynek, powtarzał się komentarz „takie fajne rzeczy, to tylko u Was można znaleźć!”.

Siłą naszych produktów jest ich różnorodność. W każdym sezonie czymś zaskakujemy. Na pewno klientów przyciąga możliwość personalizacji, modułowość wielu wzorów.

Tak jak w przypadku kolekcji CREATE?

Tak, w kolekcji CREATE wymyśliłam bransoletki, do których doczepia się łańcuszek i w ten sposób można nosić je również jako naszyjnik. Na silikonowe bransoletki REBELS nakłada się specjalne szlufki z doczepianymi zawieszkami lub kryształem Swarovskiego.

Lubię zostawiać naszym klientkom pole do samodzielnego kreowania biżuterii. W kolekcji MIX-and-MATCH mają zupełnie wolną rękę: wybierają zawieszki, niektóre dodatkowo personalizowane poprzez wybijany na zamówienie napis, z których tworzą jeden wyjątkowy wisiorek.

Pokazujemy jak zestawiać ze sobą pierścionki: obrączki PASTELOVE wyglądają najlepiej noszone po trzy naraz!

Takie zestawianie i miksowanie nie grozi u nas bankructwem. Staram się, żeby nasza biżuteria miała na tyle dobre ceny, żeby można było mieszać wzory, kupować kilka projektów naraz. Sam moment zakupu biżuterii ANIA KRUK to pewien rytuał, bo nasze projekty pakujemy w różowe filcowe etui i w błyszczącą torebeczkę w kolorze fuksji, która już stała się naszym znakiem rozpoznawczym.

Czy decyzja o tworzeniu firmy sygnowanej swoim imieniem i nazwiskiem, którą każdy może publicznie ocenić, skrytykować przychodzi z łatwością?

Oczywiście, że nie. Dla mnie osobiście, to była bardzo trudna decyzja. Długo rozważałam wszystkie za i przeciw. Szczerze mówiąc, z mojej perspektywy, więcej było argumentów „przeciw”.

Od małego byłam przyzwyczajona, że nasze nazwisko jest rozpoznawalne, że w jakimś sensie jesteśmy osobami publicznymi. Tata, Wojciech Kruk, jest twórcą sukcesu marki W.KRUK, a oprócz tego przez 3 kadencje był senatorem, więc sesje zdjęciowe, wywiady stały się częścią naszego życia. Nie planowałam takiej przyszłości dla siebie. Wiedziałam, że ludziom łatwo przychodzi bezpodstawne ocenianie i krytykowanie, przekręcanie słów, anonimowe komentarze w Internecie.

foto Krzysztof Kuczyk / www.cukry.com.pl

Co skłoniło Panią po podjęcia wyzwania?

Przeważyło jednak poczucie odpowiedzialności za rodzinę, firmę, historię. Jesteśmy z Wojtkiem, moim bratem, chyba najdziwniejszym przykładem sukcesji, w najstarszej firmie rodzinnej w Polsce. Za nami stoi prawie 200 lat rodzinnej tradycji jubilerskiej, którą kontynuujemy. Teraz jako marka ANIA KRUK.

Skąd pomysł, aby firmę nazwać właśnie Pani imieniem i nazwiskiem?

Mimo, że firmę budujemy z Wojtkiem wspólnie, postawiliśmy na moje imię i nazwisko, ponieważ to ja stoję za częścią kreatywną. Pode mną jest produkt, marketing, media, a to zawsze bardziej atrakcyjny, ciekawszy temat dla odbiorcy. Projektant, artysta…ciągle na nowo mnie zdumiewa, jaką te słowa roztaczają wokół siebie magię. Od początku jestem główną projektantką naszej marki.

Skończyłam Wzornictwo Przemysłowe na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, studiowałam też w Lyonie i Barcelonie. Pracowałam jako grafik, projektowałam kroje pisma na zlecenie Google. Później odkryłam w sobie pasję do tworzenia biżuterii i szerzej, do tworzenia marki. Odnajduję się w roli dyrektor kreatywnej. Na co dzień przeplatam projekty stricte produktowe, z grafiką, e-commerce, strategiami marketingowymi i social media. To moja pasja. Mimo, że to słowo staje się już trochę oklepane,to tak jest faktycznie, bo komu inaczej chciałoby się pracować do wieczora i w weekendy…?

Tylko tym, którzy kochają swoją pracę. Jak więc bezpośrednia aktywność w Internecie, dzięki której buduje Pani relacje z Klientami, wpływa na osobistą satysfakcję z pracy, realizacje celów, czy nawet powstawanie nowych projektów?

Nasza obecność w internecie biegnie dwutorowo. Z jednej strony są kanały oficjalne marki ANIA KRUK: strona internetowaprofil na Facebooku.

Z drugiej strony uzupełniają je kanały półoficjalne: Instagram oraz właśnie blog, który prowadzę osobiście. Mam na taką aktywność coraz mniej czasu, ale uważam, że te działania są ważne. Pokazują, że nasza marka nie powstała jako efekt sztywnej marketingowej kalkulacji, tylko wyrosła z prawdziwej historii, prowadzą ją prawdziwi ludzie, których można poznać, wejść z nimi w interakcję.

To działa w dwie strony: daję się poznać moim klientkom, ale też za pomocą Instagrama i ich publikacji, ja również mogę je podglądać. Cieszę się z każdego zdjęcia oznaczonego jako #aniakruk. To naprawdę bardzo inspirujące widzieć jaką radość sprawia nasza biżuteria, jak dziewczyny ją zestawiają. Niektóre robią naprawdę świetne zdjęcia!

Czy klientki mają szansę poznać Panią osobiście? Można spotkać Panią w butikach, czy woli Pani wchodzić w interakcję tylko poprzez internetowe kanały komunikacji?

Często bywam w butikach – rozmawiam z pracownikami, doglądam ekspozycji biżuterii, podpytuję klientki, co najbardziej im się podoba, czego szukają. W naszym najnowszym butiku zlokalizowanym przy Mokotowskiej, najmodniejszej ulicy Warszawy, stworzyliśmy nawet miejsce spotkań. Zawsze można do nas wpaść i siedząc na wygodnej kanapie porozmawiać o modzie.

Szczególnie ważny jest dla mnie czas przed Świętami Bożego Narodzenia, kiedy zgodnie z tradycją mojej rodziny, przez lata pielęgnowanej w firmie W.Kruk, stajemy za ladą naszych butików i doradzamy klientom w wyborze gwiazdkowych prezentów. To szalenie istotne!

Pracując w studiu, czasami zapomina się jak różni są ludzi, jak różne są ich gusta. W ten sposób łatwo można zamknąć się tylko w jednej estetyce. Rozmowy z klientami są bardzo inspirujące: obserwuję jak odbierają nasze wzory, jak je zestawiają, noszą, komentują. Na nowo uświadamiam sobie, jak wyjątkowa jest nasza branża, ponieważ biżuterię kupujemy osobom, które kochamy i za jej pomocą wyrażamy nasze uczucia. Dlatego istotny jest każdy szczegół. To niesamowite, widzieć jak klient poprzez moje projekty wyraża własne emocje.

Jaki model zarządzania firmą jest najbliższy Pani wartościom?

ANIA KRUK to firma rodzinna, ze wszystkimi tego plusami i minusami. Na pewno jest to biznes z duszą, w który wkładam 200% siły i energii. Nie może być inaczej, kiedy firmujesz wszystko własnym nazwiskiem. Rodzice nauczyli mnie i mojego brata, że najważniejsi są ludzie. Do ludzi trzeba podchodzić z szacunkiem: zarówno do pracowników jak i do klientów.

Nasza struktura jest dość płaska, staramy się nie budować zbędnej hierarchii i dystansu, wszyscy mówimy sobie po imieniu. Ostatnio obserwowałam zabawne różnice między naszą filozofią, a rytmem pracy w korporacji. U nich piętrzyły się „blokady” komunikacyjne: nie możesz powiedzieć czegoś bezpośrednio osobie zainteresowanej, rozmawiasz przez milion pośredników, żeby została zachowana odpowiednia hierarchia. Aż strach myśleć jak bardzo zniekształcona jest informacja, która trafia do ostatecznego odbiorcy…

Na co więc stawiacie?

Zdecydowanie stawiamy na otwartość, bezpośredni kontakt, nie tylko w studiu czy biurze. To odnosi się również do załogi butików ANIA KRUK, która nie boi się do mnie napisać, zadzwonić. Oczywiście, do sprawnego zarządzania potrzebne są pewne struktury i procedury, inaczej zapanowałby chaos. Ale wolę raczej budować wspólne poczucie odpowiedzialności za projekt, tłumaczyć przyczyny zmian lub decyzji, niż wydawać polecenia i czekać na ich realizację z zegarkiem w ręku. Sposób zarządzania wynika też z charakteru. Ci, którzy mnie znają, nie wyobrażają sobie, żebym miała chodzić po firmie i krzyczeć na ludzi. Są inne rozwiązania.

Jakie cechy i umiejętności według Pani musi posiadać szef, aby mógł rozwijać własny biznes i to na tle tak mocnej konkurencji w branży jubilerskiej?

A w innych branżach jest łatwiej? (z uśmiechem)

;)!

Myślę, że cechy, które rozwija w sobie szef, albo jeśli jest szczęściarzem – posiada w sobie od urodzenia, są dość uniwersalne.

Bardzo sobie cenię ciekawość, niezaspokojony głód wiedzy i nowych doświadczeń. Uważam, że to jest motor, który popycha ludzi do przodu, sprawia, że chcą widzieć i wiedzieć więcej, zmieniać świat.

Schodząc na ziemię, w sferze operacyjnej postrzegam rolę szefa jako koordynatora działań firmy, który musi trzymać rękę na pulsie i umieć spiąć wszystkie procesy. W sferze strategicznej, jako wizjonera, który popycha rzeczy do przodu, szuka nowych rozwiązań i mówi: – „a dlaczego nie zrobić tego w ten sposób?”. Sprzeczność? Może, ale uważam, że oba pierwiastki są konieczne. W dużych firmach to mogą być dwie różne osoby, w małych często nie stać nas taki luksus.

Jakie zdolności są jeszcze szczególnie potrzebne?

Na pewno potrzebne są zdolności przywódcze, wiara we własne siły, bo jeśli ty w siebie nie wierzysz, jak mają uwierzyć inni?

Potrzebna jest pewna doza podejścia „ja wiem lepiej”, żeby nie bać się podejmować decyzji. Ale nigdy „ja i tylko ja mam rację”, bo wtedy zamykamy się na inne sposoby myślenia, inną perspektywę, z której można spojrzeć na problem. Trzeba umieć ludziom zaufać i nauczyć się delegować zadania.

Jak odnajduje się Pani w kierowaniu ludźmi?

Początki były dla mnie trudne. Często miałam wrażenie, że zrobię jakieś zadanie szybciej i lepiej. To właśnie to moje „ja wiem lepiej”, więc za dużo brałam na siebie. W efekcie jest to dla firmy gorsze, ponieważ twój czas jest ogromną wartością i należy go spożytkować tam, gdzie twoje umiejętności są najbardziej potrzebne, kluczowe dla firmy. Ciągle się tego uczę: nie tracić z pola widzenia tego, co najważniejsze i na tym koncentrować swoje siły.

Jakie umiejętności są na Pani wagę złota, z jakimi pracownikami chętnie rozpoczęłaby Pani współpracę?

To złożone pytanie, na które nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Każde stanowisko to inne kompetencje, inny typ człowieka, który się na nim sprawdzi. Skorzystam, że nie ma z nami mojego brata  i powiem: lubię pracować z kobietami.

To pewne uogólnienie, bo oczywiście zdarzają się wyjątki w obie strony, ale uważam, że kobiety mają silnie rozwinięte poczucie odpowiedzialności. Za projekt, za zadania, za skończenie czegoś na czas. Nie chowają się przed zadaniami, których nie lubią. Wiedzą, że jeśli one tego nie zrobią, nikt inny ich w tym nie wyręczy. Tak nas kształtuje społeczeństwo.

Ostatnio, na spotkaniu Wielkopolskiej Loży Kobiet Biznesu, jedna z Pań opowiedziała w formie anegdoty, że przy całym zaangażowaniu kobiet w życie rodzinne, nigdy nie zdarzyło jej się usłyszeć od żadnej współpracowniczki, że jest nieprzygotowana na ważne spotkanie z powodu choroby dziecka. A od mężczyzn i owszem, wiele razy…

A jak ocenia Pani aktualny rynek pracy?

Jeśli mam się pokusić o jakąś refleksję na temat rynku pracy, to niech to będzie taka uwaga, ze na skutek zmian w rolach społecznych, uwolnił się ogromny kapitał. Wcześniej nie w pełni wykorzystany, w postaci inteligentnych, ambitnych kobiet, które realizują się zawodowo. I to warto wykorzystać.

Jakie wyzwania mają przed sobą młodzi przedsiębiorcy w sektorze kreatywnym?

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że własna linia produkcyjna, a własna sieć dystrybucji to dwa różne tematy. Łatwiej jest się skoncentrować na jednym z nich: albo produkować i wtedy szukać kanałów dla swoich produktów na zewnątrz, licząc się z marżą narzucaną przez sprzedawców. Albo skupić się na dystrybucji, a kolekcje i produkty pozyskiwać od różnych dostawców. Tak działa większość butików modowych, concept store’ów lub platformy multibrandowe.

Dlaczego?

Produkcja to trudny temat. Jeśli podejmiesz to wyzwanie, to na ciebie spadną wszystkie problemy technologiczne, opóźnienia, nieudane prototypy, ciągłe zmagania na linii jakość–cena.

Produkcja na małą skalę kosztuje, więc twoje produkty już z wejścia będą drogie, szczególnie jak sieci dystrybucyjne narzucą na nie swoją marżę. Dlatego trzeba dobrze przemyśleć czy na rzeczy, które proponujesz znajdziesz klienta. Czym mają się wyróżniać? Czy klienta, do którego je adresujesz, będzie na nie stać?

W projektowaniu jest o wiele więcej czynników biznesowych niż na początku się wydaje. O czym czasem zapominamy, zwiedzeni magiczną otoczką słowa ‚projektant”, „artysta”.

A co z dystrybucją?

Tworzenie własnej sieci dystrybucji jest bardzo kosztowne. To duża inwestycja na otwarcie, a potem comiesięczne zobowiązania: czynsz, pensje.

Rozwiązaniem na pewno jest prężnie rozwijający się biznes e-commerce w Polsce. Tutaj koszty założenia sklepu nie są aż tak wysokie. Ale, z drugiej strony, trzeba ponieść większe nakłady na promocję. Przypadkowy przechodzień wejdzie do twojego butiku, zachęcony produktem na wystawie. Przypadkowy internauta sam nie znajdzie twojej strony. Konieczne tu są dodatkowe zabiegi, takie jak odpowiednie pozycjonowanie, reklama, publikacje na innych portalach.

Jakie powinny więc być pierwsze kroki osób, które również jak Pani myślą o własnej linii produkcyjnej w sektorze kreatywnym? 

Powinny spojrzeć na swój produkt z perspektywy klienta. Nie z perspektywy twórcy i projektanta. To trudne, ja się z tym zmagam cały czas. Ale nie można zamykać oczu na rzeczywistość. Często nasz klient to zupełnie inna osoba niż to sobie pierwotnie wyobrażaliśmy.

Musimy zadać sobie pytanie: gdzie jest mój klient? W dużych miastach? A może to osoba, która wszystkie zakupy robi online? Czy klient kupuje moje produkty raz na rok, z jakiejś okazji, czy jest to raczej zakup cykliczny? Jak powinnam mówić do klienta, jakim językiem? Jakie wartości powinna komunikować moja marka, żeby klienta przyciągnąć? Ekskluzywność? Bunt? Przynależność do pewnej grupy?

Trzeba pamiętać, że przeciętna Polka wchodzi do sklepu przyciągnięta czerwoną sukienką na witrynie, a wychodzi z szarym sweterkiem. Wszyscy tak działamy! Ważne jest, żeby uwzględnić w linii produktów i te, które mają nadać marce charakter, przyciągnąć uwagę, których sprzeda się mniej, a może żaden. Oraz te szare sweterki i czarne spodnie, które głównie będą na nas pracować.

Może mamy taki produkt i taką grupę odbiorców, że z definicji mówimy: tylko taka estetyka, tylko ci ludzie. I to też jest OK.! Tylko wtedy automatycznie ograniczasz się do bardzo wąskiej grupy i musisz to wkalkulować w swoją strategię.

Dużo filozofii, dużo pytań i dużo różnych czynników, które na siebie wpływają. Ale w gruncie rzeczy, najważniejsze to nie stracić z oczu faktu, że celem istnienia każdego z naszych produktów jest to, żeby ktoś go kupił. Projektowanie rzadko bywa sztuką dla sztuki.

bardzo dziękuję Pani Aniu za rozmowę.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.