Dominika Staniewicz: regularnie podkopujemy zaufanie

przez  |  Brak komentarzy

Dominika Staniewicz, ekspert Business Center Club ds. rynku pracy, mediator przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej uważa, że największym wyzwaniem na rynku pracy jest zwiększanie świadomości ekonomicznej pracowników i świadomości społecznej pracodawców. Ale dodaje zaraz kolejne, czyli to, że regularnie podkopujemy zaufanie. Dlatego nasz rynek jest dynamiczny, ale niestabilny. – Brakuje ludzi, którzy racjonalnie patrzą na świat i wiedzą czego chcą – nawet na krótkim dystansie życia zawodowego -mówi.

Joanna Rubin: Jak ocenia Pani rynek pracy w Polsce? 

Dominika Staniewicz: Moim zdaniem mamy niedouczone wszystkie strony. Nawyki i stereotypy bardzo nam przeszkadzają. Z jednej strony wpaja nam się nadal wizerunek złego pracodawcy, czyli tego który wyzyskuje. A z drugiej strony pracodawcy oczekują geniuszy – potrafiących wszystko za przysłowiowe 1000 pln. Każda ze stron ma oczywiście swoje powody takich działań. Jednak na ten moment nie widzę, aby te różnice zaczynały się zacierać.

Młodzi ludzie potrzebują jeszcze wiele doświadczeń, zanim będą mieli pozycję negocjacyjną. Niestety wizja, że skończymy studia i znajdziemy od razu pracę jest iluzją. Może i znajdziemy, ale na samym dole tej drabinki, a wspinanie wymaga dużo wysiłku. Pracodawcy szczególnie w małych firmach, a jak wiemy takich mamy przewagę w Polsce, szukają kogoś podobnego do nich.

Co to oznacza?

Mniejszy przedsiębiorca musi się znać na wszystkim – od finansów po marketing, i takich ludzi do pracy szuka. A pracownik dlatego jest pracownikiem, bo m.in nie chce znać się na wszystkim i ponosić pełnej odpowiedzialności za biznes. To nie jest też jakoś szczególnie zadziwiające, ale nie pomaga w normalizacji rynku.

Jakie mamy jeszcze wyzwania?

Moim zdaniem największym wyzwaniem jest zwiększanie świadomości ekonomicznej pracowników i świadomości społecznej pracodawców. Kolejne to zaufanie, które tak dzielnie podkopujemy regularnie. Polski rynek pracy jest dynamiczny i niestabilny. To w dużej mierze wina przepisów prawa, które z jednej strony mają zabezpieczać pracowników, a z drugiej strony są bardzo kosztogenne i często niesprawiedliwe dla pracodawców. Jak na razie nie znaleźliśmy złotego środka. Nawet nie zbliżamy się do potrzeb obu stron. Ale tak naprawdę, to kluczowe są rozsądniejsze przepisy prawa pracy –  niekoniecznie mniej restrykcyjne, ale bardziej elastyczne i mniej kosztogenne.

A co z naszą przedsiębiorczością?

Wolałabym nie dopowiadać na temat przedsiębiorczości pracowników, bo tu moje doświadczenia mogłyby mieć wydźwięk dość cyniczny. Większość pracowników, z którymi miałam do czynienia – pewnie parę tysięcy, jak nie więcej – akceptują, aby decydowano za nich, ale chcą mieć możliwość małego negocjowania. Ot tak, dla własnej satysfakcji. Brakuje ludzi, którzy racjonalnie patrzą na świat i wiedzą czego chcą – nawet na krótkim dystansie życia zawodowego.

To jaki obraz Polaków maluje się po przeprowadzonych przez Panią rekrutacjach? 

To zależy od statusu. Ostatnio klaruje się podział. Młodzi z jednej strony chcą mieć życie prywatne, od razu spełniać swoje oczekiwania. Ich minimum jest znacznie wyższe niż poprzednich pokoleń, a niekoniecznie bardzo się angażują.

Następnie mamy ludzi z doświadczeniem 4-6 letnim. Ci już bardziej realistycznie podchodzą do życia. Są spokojniejsi i bardziej skłonni aby krok po kroku realizować swoje cele. Na koniec mamy ekspertów i menadżerów. To zazwyczaj najdziwniejsza grupa. Wielu z nich uważa że już wszystko umie, oczekuje więc wysokich, naprawdę wysokich wynagrodzeń. Umknęło im jedynie, że stawki się bardzo obniżyły.

A work life balance jest dla nas ważny?

Nie jest tajemnicą chyba dla nikogo, że nasze życie prywatne wpływa bezpośrednio na nasze życie zawodowe. Stres rodzinny zawsze odbije się na pracy. A nadmiar obowiązków nie pozwoli nam oderwać się i odpocząć. Tu znowu niestety albo stety – pojawiają się nasze wartości i wyobrażenia, o tym jak to powinno wyglądać, a życie znowu pisze własny scenariusz.

Co motywuje więc ludzi do pracy? 

Odpowiem tak trochę naukowo. Motywację dzielimy na wewnętrzną i zewnętrzną. I w zależności, która jest częścią naszej osobowości (zazwyczaj jedna widocznie dominuje) tak będziemy motywowani. Oczywiście byłoby idealnie, aby we wszystkich tych modelach była pasja do wykonywanego zawodu. Wtedy rodzaje motywacji będą wzmocnieniem zachowań i jakości pracy, a nie bezwzględną koniecznością, która odpowiada za motywacje w 100%.

Wewnętrzna motywacja, mówiąc najprościej, dotyczą ludzi, którzy sobie sami planują i stawiają cele. Z tyłu głowy zawsze mają „ja chcę”. Oczywiście, ci także lubią być w większości chwaleni. Zewnętrzna motywacja to właśnie te stanowiska, premie, samochody itd. Jednak badania pokazują, że ten rodzaj motywacji jest mało trwały.

Dlaczego?

Bo jeśli dostaniemy podwyżkę, odczuwamy przypływ gotówki przez miesiąc, dwa może trzy. Potem przyzwyczajamy się. I efekt motywacyjny zanika. Jeśli miałabym sugerować, to motywujmy pozafinansowo – choć to też kosztuje. W pracy z ludźmi nie istnieje coś takiego jak: zawsze albo wszyscy. To co nas motywuje jest bardzo indywidualne, choć są pewnego rodzaju trendy i schematy jakie podpowiadają nam, którą drogę wybrać.

Czego brakuje firmom,  aby dobrze mogły spełniać swoją rolę?

Tu akurat odpowiedź jest prosta. Brakuje strategii.

A pracownikom?

Najpoważniejszy błąd to samozachwyt i brak pokory. Nie mówię tu o byciu usłużnym czy wycofanym, ale np. umiejętności przyznania się do tego, że się czegoś nie wie. Taka odwaga cywilna. Kolejny element to przyzwyczajenie do status quo. Nic nie jest przecież na zawsze, a jedyna pewna rzecz to zmiana. Często powtarzam naszym gwiazdom, że jedyna pewna rzecz w naszym życiu, to to, że umrzemy. A i nawet to, przy obecnym postępie medycyny, przestaje być pewne. Dodatkowo, większość z nas jak już osiągnie sukces i ma wrażenie, że nic nowego się nie nauczy – zaczyna żyć powtarzalnie. Przychodzi kryzys zawodowy i wtedy stajemy jak dzieci we mgle, bo nie mamy pojęcia co dalej.

To jakie umiejętności powinniśmy w sobie rozwijać już na początku drogi zawodowej?

Zaczęłabym od zadania sobie pytania: czego chcę? Co lubię i czego jeszcze muszę się nauczyć? To taki wstęp do swojej własnej strategii. Nie powtarzajmy frazesów typu: chcę się rozwijać… Gdy padnie pytanie doprecyzowujące, np. czyli co dokładnie będziesz rozwijąć?, to możemy polec. Nie wystarczy chcieć się szkolić. Trzeba wiedzieć, z czego i po co. Zlecam też młodym ludziom nauczenia się jak pisać maile, jak odbierać telefon, jak planować czas i jak się komunikować i bezwzględnie uczyć się języków obcych. Najlepiej z sukcesem.

Co składa się na sukces zawodowy?

Praca, praca, praca! Upór, wiedza, szanowanie swojego nazwiska, nie rzucanie słów na wiatr, odwaga cywilne i trochę szczęścia.

Dziękuję za rozmowę!

Dominika Staniewicz, Minister rynku pracy w BCC, członkini komisji trójstronnej oraz zespołu dialogu społecznego i prawa pracy, mediator przy Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, wykładowca akademicki i współwłaściciel Adore HR www.adorehr.pl

Sama o sobie pisze tak:”Jestem kobietą z rocznika 75. Optymistką zarażającą innych entuzjazmem, nadzieją i pasją do życia. Jestem również mamą. Nie bez kozery najpierw przedstawiam się ze strony prywatnej. Głęboko wierzę, że to kim jesteśmy jako ludzie poza pracą ma ogromny wpływ na to, jacy jesteśmy w biznesie”.

 

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.