Ewa Foley: ludzie szukają zawsze tego samego

przez  |  3 komentarze

Ewa Foley jest cenioną promotorką pozytywnego życia, charyzmatycznym trenerem rozwoju osobistego, ekspertem od wypalenia zawodowego. Z Joanną Rubin rozmawia o tym, jaką rolę w życiu pełni sposób myślenia, szczególnie wtedy, gdy jest się w drylu korporacyjnym. 

Joanna Rubin/ Jaki sposób myślenia Ciebie wspiera w życiu i jak porządkujesz swoje myśli, że z Twoich książek kipi informacja, że kochasz to swoje życie?

Ewa Foley: To bardzo interesujące pytanie, chociaż odpowiedź jest prosta. Jest to kwestia decyzji i koniec. Dzisiaj postanawiam kochać swoje życie, jutro postanowię kochać swoje życie i tak każdego dnia. Otwieram oczy i mówię – „dobra, dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia”. Wytłumaczę zaraz, o co mi chodzi. Bliska mi jest filozofia „carpe diem”. Jestem taką „łapaczką chwil”. Każdego dnia świadomie postanawiam kochać ludzi, kochać moje życie i być najlepszą osobą jaką mogę być. Idę drogą pozytywności. To duże słowo. Poznałam osobiście ojca psychologii pozytywnej prof. Martina Seligmana w Sydney w roku 2012. Seligman jako prezes Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego w 1998 roku wystąpił do psychologów z apelem, aby swój tradycyjny szlachetny cel – walkę z cierpieniem – uzupełnili o cel nowy: badanie tego, co nadaje życiu głęboki sens oraz tworzenie warunków, które pozwolą ludziom osiągać życiowy dobrostan.

Nazwał to nowe podejście psychologią pozytywną i chwyciło. Więc, gdy na warsztacie z prof. Seligmanem poznałam ćwiczenia z psychologii pozytywnej, to pomyślałam: – well, big deal. No wielkie mi halo!? Ja, tego uczę od 30 lat! (Ewa  uśmiecha się i puszcza do mnie oczko). Wdzięczność. Pozytywność. Dobre relacje. Sens życia. Wybaczanie.

I chyba byłam pozytywna od zawsze… To bardzo mi się przydało w drylu korporacyjnym, w którym funkcjonowałam bardzo długo, a którego wyszłam dopiero kilkanaście lat temu, gdy założyłam w Polsce swoją firmę inspirującej edukacji życiowej, czyli Inspiration Seminars International.

Czyli przyszedł moment, w którym chciałaś nauczyć się, jak polepszać swoje życie?

Moje życie jest dobre. Celem nigdy nie było polepszanie życia, bo moją filozofią było i jest, że życie jest w porządku. Takie jakim jest. Wierzę, że wszystko w życiu – sposób myślenia, postawa życiowa jest kwestią świadomego wyboru. Zatem możemy wybrać świadome życie, zatem mamy wybór reakcji na wydarzenia w naszym życiu. Czy ktoś ma muszki w nosie, czy ktoś cię skrytykuje, czy wyrzucą ciebie z korporacji, czy partner cię zostawi. Na wiele rzeczy nie masz wpływu. Trzeba zadać sobie pytanie: na co mam wpływ? Co leży w moich rękach? I tu przyłożyć dźwignię do zmiany.

Możemy kształtować swoje postawy względem świata, życia?

Absolutnie tak. Myślę, że największym odkryciem mojego pokolenia było zrozumienie faktu, że ludzie mogą zmieniać swoje życie poprzez zmianę stanu swego ducha.

Nawiążę jeszcze raz do koncepcji prof. Martina Seligmana. Mówi się, że optymista widzi szklankę do połowy pełną, a pesymista – do połowy pustą. Optymista patrzy przez szybę i zachwyca się, jakie piękne słońce widzi, a pesymista widzi na tej szybie brudne ślady. Mają inne filtrowanie rzeczywistości.

To właśnie prof. Seligman powiedział kluczowe słowa, które były brakującym elementem w psychologii. Mianowicie, że dzieci nie rodzą się pesymistami, że pesymizm jest wyuczonym nawykiem. Dobra wiadomość jest taka, że skoro pesymizm jest wyuczonym nawykiem, to i optymizmu można się nauczyć. To jest również tytuł wspaniałej książki o postawie życiowej prof. Seligmana, którą zresztą bardzo polecam. Czasami mam wrażenie, że zapominamy, że możemy przeuczyć nasze nawyki, zmienić ograniczające przekonania, wyjść ze schematów, porzucić negatywność, niepewność i brak wiatry… Jak? Po prostu przestać coś robić. Tak, nasze postawy zdecydowanie możemy kształtować.

Jakie jeszcze nurty Ciebie interesują?

Wierzę że, Bóg uczy nas w szkole życia tylko jednego przedmiotu: Szczęście.
Bóg ma dziennik, pyta z poprzedniej lekcji, robi kartkówki i powtórzenia i można ze „Szczęścia” nie zdać do następnej klasy, jeśli zbyt dużo się wagaruje. Często przypominam ludziom, że nie jesteśmy tu – na Ziemi – za karę tylko na ochotnika.

Jeszcze jeden element mojej układanki pojawił się, kiedy przeczytałam „Filozofię wieczystą” Aldous Huxley’a. Niewiele z tej księgi filozoficznej zrozumiałam, ale uderzyło mnie jedno zdanie…

Co to było za zdanie?

Doświadczenie to nie jest to, co ci się przydarza. Doświadczenie to jest to, co robisz z tym, co ci się przydarza.”

Czyli, jak reagujesz na to, co ci się przydarza, bo przecież w życiu wydarzają się różne rzeczy. One się dzieją na zewnątrz nas. Natomiast reakcja na te doświadczenia jest wewnętrzna. I to jest właśnie moja filozofia życiowa – mam wpływ na moje reakcje i moją postawę wobec tego, czego doświadczam w życiu.

Od zawsze miałaś taką filozofię?

Pewnie nie, byłam bardzo zakompleksioną nastolatką. Ale jako młoda kobieta zaprzyjaźniłam się z wciąż mało popularnym słowem: odpowiedzialność. Jak ja odpowiadam na rzeczywistość, którą życie mi serwuje? W słowie „odpowiedzialność” jest zaklęta „odpowiedź”. A w życiu mamy różne, często trudne lub niewygodne, doświadczenia.

Czyli miałaś własną filozofię życia, którą umiałaś zaimplementować nawet do korporacyjnego drylu?

Myślę, że stąd mój sukces zawodowy i błyskotliwa kariera, bo zaczęłam pracę w korporacji, gdy miałam 23 lata. Najpierw jako szkoleniowiec, potem marketingowiec, a potem jako dyrektor HR. W swoim systemie wartości miałam silnie zakorzenioną obowiązkowość, użyteczność, pozytywność, szacunek do drugiego człowieka i odpowiedzialność – o której już wspominałam. Takie cechy w korporacjach się ceni, bo mają je naturalni liderzy. Czyli osoby, za którymi inni chętnie idą i modelują ich postawę.

Z jakimi tematami do przepracowania przychodzą ludzie na Twoje warsztaty?

Przez ostatnie kilkanaście lat w Polsce prowadzę w ramach Instytutu Świadomego Życia z filiami w wielu miastach, weekendowe otwarte dla wszystkich warsztaty rozwoju osobistego. Nazywam ten program rocznym seminarium.

To przedsięwzięcie stworzyłam z moją wspaniałą przyjaciółką, Małgorzatą Bojanowską, w połowie lat 90-tych. Miałyśmy wspólną pasję uczenia się i podawania dalej zdobytej wiedzy, tego co już zrozumiałyśmy na temat życia. Chwyciło! Ludzie nazwali nasz Instytut Szkołą Życia – i działa do dzisiaj. Program jest na mojej stronie internetowej. Często teraz przychodzą do nas terapeuci i psychologowie, lekarze i pielęgniarki, studenci i emeryci. Ostatnio sporo nauczycieli. Wiekowy przedział to 19-76 lat. Łatwo sobie wyobrazić, że każda z tych osób przychodzi z zupełnie innym zakresem doświadczeń życiowych i z innym tematem.

Czego zatem szukają? Ludzie szukają zawsze tego samego: szczęścia, spełnienia, dobrostanu, realizacji swojego wewnętrznego potencjału, satysfakcji, godności osobistej. Przeczuwają, że mają potencjał, którego w pełni nie realizują. To osoby poszukujące. I zawsze zadaję im to samo pytanie: gdybyś przestał/a poszukiwać, a zaczęła/zaczął znajdować?

I jak reagują?

Zdziwieniem. Wiec mówię: dzisiaj umów się ze sobą, że już znalazłaś to, czego szukasz. Że wszystkie zasoby są w tobie i nie masz żadnego deficytu. Bóg nie robi bubli! Jednak ludzie często realizują swoje poczucie deficytu przez relacje, czyli traktują innych instrumentalnie, by dostać od innych tego, czego im brakuje.

Co jeszcze robimy?

Nie lubię tego słowa, ale nie znajduję na tę chwilę innego. Często słyszę od uczestników, że mają niskie poczucie własnej wartości, że im się nie należy, że nie zasługują, że nie potrafią, nie mogą… Narzekają i tracą sens życia.

Czasami w takich sytuacjach okazuje się, że moje zajęcia nie są dla nich i wysyłam ich na terapię. Zajęcia z rozwoju osobistego nie nadają się dla osób z depresją i na lekach psychotropowych, antydepresantach. Takie osoby potrzebują psychologa, psychiatry, albo solidnej psychoterapii. A ja psychoterapeutką nie jestem. Jestem trenerem rozwoju osobistego.

Czym jest w takim razie rozwój osobisty?

Jest wiele definicji rozwoju osobistego. Dla mnie rozwój osobisty to między innymi umiejętność generowania stanów emocjonalnych adekwatnych do sytuacji. Na początku pracy nad sobą. Ścieżka dostępu do tych stanów nie jest „wydeptana”. Trzeba się w tym rozćwiczyć. Na warsztatach rozwoju osobistego skupiamy się na zadawaniu sobie pytań zaczynających się od „jak?”.

Możesz podać kilka przykładów takich pytań?

np. jak realizować swoje marzenia? Jak żyć godnie i dobrze? Jak stać się lepszą osobą, lepszą matką, żoną, siostrą? Jak zbudować zdrowe poczucie własnej wartości? Jak podnosić jakość mojego życia i relacji? Jak żyć dalej mimo tego, co mnie spotkało? Jak realizować swój potencjał? Jak sobie poradzić w tej sytuacji? Jak inaczej mogę w tej sytuacji zareagować? Jak zaplanować swoje cele, swoje życie?

Takie pytania kierują naszą uwagę na rozwiązanie i na przyszłość. A w końcu, to w przyszłości spędzimy resztę swojego życia.

Ewa, jak nauczyć się nie narzekać?

Swoim wszystkim studentom proponuję ćwiczenie, w którym przez 21 dni świadomie przestają narzekać, obwiniać, plotkować i marudzić. Pytają mnie wtedy: To, o czym będziemy rozmawiać?

Trzeba się monitorować, a w tym pomaga gumka recepturka, założona na nadgarstek. Jeśli korci nas, aby narzekać, zwalać winę na drugą osobę, to strzelamy gumką w nadgarstek. Uczysz wtedy mózg, że tego typu negatywne zachowania i nawyki bolą. Nie są dla nas korzystne, bo czujemy się coraz gorzej. Pamiętaj, zawsze masz więcej tego, na czym skupiasz uwagę. Skupisz uwagę na problemie, masz więcej problemu.

Jak skupisz się na rozwiązaniach, to ich też jest więcej.

Oczywiście, że tak. Jeśli zadasz sobie pytanie: jak rozwiązać ten dylemat moralny, czy daną sytuację? Od razu przyjdzie ci do głowy jedno rozwiązanie, zaraz przyjdzie drugie, potem trzecie i czwarte. Bo to tak, jak nieszczęścia chodzą parami – rozwiązania chodzą tłumem. I później możesz na spokojnie się zastanowić, które z tych rozwiązań będzie optymalne. Tu wchodzi też temat optymalizacji swoich decyzji. Mamy specjalne szkolenie w tym temacie: „Sztuka podejmowania decyzji”.

Jesteś mówcą motywacyjnym zapraszanym przez zarządy firm. Jakie mają wobec Ciebie oczekiwania?

Jestem ekspertem od wypalenia zawodowego, syndromu chronicznego zmęczenia i radzenia sobie ze stresem, więc na ogół prowadzę treningi rozwojowe dotyczące kształtowania postawy pracowników i pokazuję techniki relaksacyjne i oddechowe. Tematy te zgłębiam od 30 lat. Lubię uczyć ludzi zaprzyjaźniania się ze stresem.

Dlaczego ludzie sobie nie radzą ze stresem?

Bo się boją stresu, a ze stresem trzeba się zaprzyjaźnić, a nie z nim walczyć, czy uciekać. Nie można uniknąć czegoś, wobec czego jesteś w opozycji. Zresztą nie zadaję sobie pytania dlaczego?, bo powodów może być mnóstwo. Dla mnie sprawa jest prosta. Albo mam kompetencje zarządzania sobą, czyli moimi reakcjami w stresie też, albo nie mam tych kompetencji.

W jaki sposób uczyć się tych kompetencji?

Tak samo jak w tym kawale: jak zjeść słonia?

?

Kawałek po kawałku – Asiu.

Na przykład na rocznym programie rozwoju osobistego, czy na wyjazdowych tygodniowych treningach antystresowych, które prowadzę raz w roku w sierpniu na Mazurach. Albo przez regularną pracę z nagraniami relaksacyjnymi. Czyli jest to systematyczna, konsekwentna praca.

Jest też pewna magia przebywania z grupą, uczestniczenia w jednym weekendzie przez miesiąc, przez rok, bo na jednym weekendzie zdobędziesz kompetencje emocjonalne, na kolejnym mentalne, a na następnym lingwistyczne. Później neuro-lingwistyczne, na następnym somatyczne i oddechowe. I w modelu holistycznym, który propaguję, zadajesz sobie pytanie: jakich kompetencji mi brakuje? Czego teraz muszę się nauczyć? Jeśli masz najniższe kompetencje w np. radzeniu sobie ze stresem, to warto przypomnieć sobie powiedzenie, że … łańcuch jest tylko tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo.

To właśnie określamy na pierwszym seminarium w ćwiczeniu, które nazywam Koło Życia. Gdzie teraz muszę skierować swoją uwagę? Co mogę zrobić, aby podnieść swoje kompetencje w danym obszarze? Żeby cały łańcuch mojego życia był silny.

Jaki model jeszcze jest Tobie bliski i Ciebie wspiera?

Mam taki model postrzegania rzeczywistości i człowieka, który przyszedł do mnie darem łaski prawie 30 lat temu. Mieszkałam wtedy w stolicy Australii, w Canberra, gdyż kilka lat wcześniej zostałam „żoną dla Australijczyka”. Wyszłam za mąż za australijskiego dyplomatę. Wróciłam do pracy w korporacji. Miałam wtedy sporą nadwagę, chorobę wrzodową, mnóstwo stresów i było we mnie dużo lęków. Nie radziłam sobie ze sobą, z życiem, z emocjami, z macierzyństwem, z małym dzieckiem. Moje małżeństwo nie przeszło próby czasu.

A było coraz gorzej. Nowa kultura i otoczenie, samotność i tęsknota za rodziną i przyjaciółmi. Któregoś dnia w desperacji poszłam na lekcję hatha jogi. Joga do dziś jest moją ścieżką, miłością i pasją. Moja pierwsza nauczycielka jogi, Pamela Brown, miała wtedy ponad 70 lat. A wyglądała cudownie, miała prosty kręgosłup, pogodny wyraz twarzy i … emanację. Taką poświatę zdrowia i zadowolenia. Coś niezwykłego. Pomyślałam sobie, że jeśli taka starość jest możliwa, to ja taką właśnie starość poproszę.

Miałam wtedy trzydzieści dwa lata, a czułam się jak staruszka. Teraz mam 62. I tak zaczął się mój rozwój. Na tej pierwszej lekcji jogi padły ważne słowa. Pamela pod koniec spotkania powiedziała o jakimś hinduskim przysłowiu. Do dziś nie wiem, czy to jest hinduskie przysłowie, ale powtarzam to, co usłyszałam 30 lat temu. To jedno zdanie zmieniło totalnie moje życie.

Ewa, no powiedz – jakie to przysłowie.

Posłuchaj! Człowiek jest jak dom o czterech pokojach – jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha. Mądry człowiek codziennie odwiedza każdy pokój, a przynajmniej każdy przewietrza.”

Pomyślałam o sobie tak: ciało bardzo zaniedbane, umysł rozszalały, emocje niekontrolowane, a o duchu to w ogóle nie mam pojęcia. Pamela dodała jeszcze, że to jest właśnie model holistycznej tożsamości człowieka. I to było to, czego chciałam się uczyć.

Zapisałam się do collegu i zaczęłam studiować medycynę holistyczną.

To może przejdźmy się po tym domu.

Psychika, czyli umysł każdego z nas, zarządza zachowaniami, działaniami. Ten obszar jest na ogół dobrze rozpoznawany i każdy z nas wie, że potrzebujemy impulsu nerwowego, aby otworzyć oczy, podnieść się lub usiąść, postawić nogę, aby postawić krok itd. Dobrze też wiemy, że to umysł, czyli psychika zarządza zachowaniami wewnętrznymi takimi jak utrzymanie temperatury ciała, jego wilgotności, rośnięciem włosów i paznokci, trawieniem i wydalaniem. Do tego wszystkiego potrzebne są impulsy nerwowe.

A myślenie? No, to też są impulsy nerwowe. Zbieranie informacji, czyli percepcja zewnętrzna angażuje umysł. Musimy skupić na czymś uwagę, aby to porównać, skojarzyć i zapamiętać. Musimy skupić uwagę, aby to, co spostrzegamy nazwać. Nazywanie jest ważnym etapem myślenia. Dopiero wtedy można nadać znaczenie.

Teraz uczucia. Emocje to sprawa psychiki, czyli umysłu. To nasze receptory czuciowe tworzą te wszystkie uczucia ciepła, lekkości, radości lub przeciwnie: ciężaru w klatce piersiowej, skurczu w żołądku, obezwładniającego lęku.

Pozostaje duchowość. Czyżby ta bardzo abstrakcyjna sfera naszego życia także podlegała prawom neurologii? Nie będziemy tu cytować badań w czasie, których naukowcy wywoływali mistyczne doznania u ludzi, których mózgi poddane zostały bardzo specyficznej stymulacji. Po prostu pomyśl, w co wierzysz, co jest dla ciebie ważne, co najważniejsze i zaobserwuj jak twój umysł nadaje znaczenie pewnym ideom. Jakim ideom ty nadajesz duże znaczenie emocjonalne?

Tak, więc obeszłyśmy wszystkie cztery pokoje, którymi włada twój umysł, czyli psychika. Pamiętaj, to w co wierzysz zamieniasz w czyn, myśląc o tym przywiązujesz się emocjonalnie i twoja wiara umacnia się. Tak działa samospełniająca się przepowiednia i tak my sami programujemy swój los.

Bardzo ciekawa koncepcja. Czy możesz polecić jakąś literaturę na ten temat?

Mogę. Sama szukałam dobrej literatury o tym modelu. Nie znalazłam. To ją napisałam. http://foley.com.pl/old/index.php?dz=6&Kt=13 Książka nosi tytuł „BĄDŹ ANIOŁEM SWOJEGO ŻYCIA – jak oczyszczać i wzmacniać energię życiową”. Podzieliłam ją na 4 części: pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha. Czytając kolejne rozdziały odwiedzamy kolejno wszystkie „pokoje” swojej tożsamości. Książka ta spłynęła na mnie darem łaski jak uzdrawiająca muzyka życia, gdy siedziałam skupiona przy kole garncarskim w Medyni Głogowskiej pod Rzeszowem w czerwcu roku 2003.

Ten subtelny podszept anielskiej inspiracji był absolutnym objawieniem i sama się nim zachwyciłam jak małe dziecko, które właśnie dostało nową zabawkę. Natychmiast zaczęłam pisać III tom mojej trylogii życia, wyszło 350 stron. Ta książka jest też dostępna w formie audiobooka, który czytam ja autorka przez 12 godzin.

Od dawna nosiłam się z opublikowaniem wspierającej proces transformacji żartobliwej opowieści-metafory o przygodzie ziemskich aniołów. W książce jest to prolog i epilog, taka klamra. Od dawna też zamierzałam spisać praktyki oczyszczania psycho-fizycznego, których uczę na programach holistycznego odtruwania organizmu. W trakcie tego programu przedstawiam powyższą holistyczną koncepcję tożsamości człowieka.

Prowadzisz też warsztaty detoksykacyjne dla kobiet w Polsce na wiosnę i na jesieni. Są one związane z Twoimi doświadczeniami?

Oczywiście, że tak. Procedurami detoksykacyjnymi wyleczyłam się ze wszystkiego, m.in. z choroby wrzodowej i problemów hormonalnych. Zamierzam zdrowo się zestarzeć i zdrowo umrzeć.

Na zdjęciach z tych warsztatów widziałam wiele kobiet, w różnym wieku. Co je sprowadza do Ciebie?

Chęć podniesienia jakości swojego życia przez lepsze zdrowie i dobre samopoczucie. To są warsztaty profilaktyki zdrowia. Nie przyjmuję osób chorych. Przyjeżdżają więc kobiety, które chcą się toksyn pozbyć, bo rozumieją ich szkodliwość dla organizmu. W Polsce detoksykacja stała się trendy ok. 10 lat temu. W Australii detoksami zaczęłam się zajmować 30 lat temu, mam duże doświadczenie w tym temacie. Na warsztatach zajmujemy się całym domem, w modelu holistycznym.

Co robicie na takim spotkaniu?

Przez 7 dni detoksykacji cała grupa: oczyszcza ciało fizyczne. Ćwiczymy jogę, chodzimy na długie spacery brzegiem morza, stosujemy różne formy odnowy biologicznej – masaże, pulsing, refleksoterapia, przyjmujemy specjalne oczyszczające i leczące zioła, pijemy świeże soki owocowe i wodę glinkową oraz regularnie płuczemy jelito grube.

Doskonalimy umysł, czyli medytujemy, rozwijamy wyobraźnię, uczymy się kontroli umysłu, czytamy literaturę rozwojową, zdobywamy nową wiedzę, uczymy się pozytywnie myśleć i działać w zgodzie ze swoim mózgiem.

Uczymy się mądrze zarządzać swoimi emocjami. Teraz modnie nazywa się to inteligencją emocjonalną. Budujemy kompetencje osobiste, czyli te które determinują stopień, w jaki radzimy sobie ze sobą. Mam na myśli świadomość emocjonalną, poprawną samoocenę, wiarę w siebie, samokontrolę, sumienność, akceptację, motywację, proaktywność, zaangażowanie. Budujemy kompetencje społeczne, czyli te, które determinują stopień, w jaki radzimy sobie z innymi: empatia, porozumienie, inspirowanie, doskonalenie i użyteczność dla innych, katalizowanie zmian, tworzenie więzi, współpraca, umiejętności zespołowe.

Wzmacniamy ducha, bo przebywamy w ciszy, kontemplując swoją relację z Bogiem i wszechświatem, rewidując swój światopogląd, pracujemy z żywiołami, modlimy się, praktykujemy sztukę świadomego oddychania, budujemy nowy system wierzeń.

Uczestniczki wyjeżdżają kryształowo czyste na wszystkich poziomach: fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym. Są po tym programie mądrzejsze, silne, zadowolone, napełnione pozytywną energią, pełne witalności, radości życia i entuzjazmu. Zapraszam!

Serdecznie dziękuję Ewo za rozmowę.

Ewa to również autorka książek zwanych trylogią życia: „Zakochaj się w życiu” – podręcznik małych i dużych kroków dla poszukującej duszy, „Powiedz życiu TAK” – poradnik dobrostanu oraz „Bądź aniołem swojego życia – jak oczyszczać i wzmacniać energię życiową. Stworzyła i prowadzi treningi rozwijające inteligencję duchową i emocjonalną, motywujące do zdrowego, twórczego i odpowiedzialnego życia. Jest znana z poczucia humoru, pogody ducha i wewnętrznej siły. Odkąd wróciła do Polski na stałe w 1994 roku – po kilkunastu latach mieszkania i studiowania w Australii – jest inspiracją dla ludzi szukających nowych dróg i możliwości życiowych. Założycielka Instytutu Świadomego Życia i firmy Inspiration Seminars International.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.

  • Mnie również za każdym razem uderza zdanie: „Doświadczenie to nie jest to, co ci się przydarza. Doświadczenie to jest to, co robisz z tym, co ci się przydarza.” Warto je sobie regularnie przypominać.

    Piękny wywiad. Aktualnie czytam książkę Pani Ewy „Zakochaj się w życiu”. Pozdrawiam ciepło 😉