Ewa Voelkel-Krokowicz: Wolność to akceptacja tego, że się różnimy

przez  |  Brak komentarzy

– Sytuacja społeczna, obserwowanie i uczestniczenie w protestach, inspirowanie się mądrymi, świadomymi kobietami i ruchami jakie zakładają, obudziło we mnie nutę feministki. Zastanawiam się nad rolami jakie pełnimy, oczekiwaniami społecznymi, schematami w jakie my, kobiety, wchodzimy. Zmieniłam się też jako matka – mówi. W naszej rozmowie dla Onet opowiada też czego nauczyła się podsłuchując swoja ojca, Piotra Voelkela, współzałożyciela Grupy Kapitałowej VOX czy Uniwersytetu SWPS, od lat znajdującego się na liście najbogatszych Polaków.

  • – Zawsze chcieliśmy być w drodze, poznawać nowych ludzi. Na przykład na Grenlandii pół dnia spędzaliśmy z rybakiem i hodowcą husky zadając im masę pytań o to jak żyją, skąd wzięli się na Grenlandii, co jest dla nich w życiu ważne, jak wygląda ich historia. Proste rzeczy, a jednak bardzo otwierające głowę, inspirujące – wspomina Ewa Voelkel-Krokowicz
  • Kobiety wnoszą do biznesu bardzo dużo emocji, intuicji, instynktu i humanistycznego myślenia, spojrzenia od strony potrzeb człowieka. Od mężczyzn możemy uczyć się, jak być bardziej stanowczymi, radykalnymi, bezpośrednimi w wyborach
  • Kobiety chcą się wyzwolić od przypisywanych im stereotypowych ról. Dlatego należy zacząć od samych siebie i swojego najbliższego otoczenia. – To wymaga też naszej pracy jako matki, córki, żony, partnerki – mówi Ewa Voelkel-Krokowicz

Joanna Rubin: Co tak naprawdę myślisz o kobietach?

Ewa Voelkel- Krokowicz: Lubię kobiety. Znam wiele fantastycznych, przebojowych, twórczych, z zasadami i własnym zdaniem, czułych i przyjaznych. Ale też widzę, że bardzo dużo biorą na siebie, chcą się wykazać, udowodnić sobie i wszystkim wokół, że są w stanie zrobić absolutnie wszystko. Są bardzo ambitne, ale też niedowartościowane. Myślą, że muszą zrobić trzy razy więcej niż mężczyźni, żeby móc uznać, że są już na poziomie, którego się od nich oczekuje, lub który same sobie narzucają.

Na przykład?

To są moje refleksje ze spotkań, różnych paneli dyskusyjnych, czy kongresów. Kobiety rzadziej się odzywają, kiedy są w grupie. A już na pewno tego nie zrobią, jeśli nie czują się przygotowane i kompetentne na 200%. Faceci po prostu wstają i mówią. Nie zastanawiają się. Dla kobiet istotne jest, co powiedzą, mężczyznom wystarcza, że zabiorą głos.

Bo może mężczyźni wchodzą w swoją rolę tego, który musi być samcem alfa?

Może tak, chociaż to przecież wyuczone schematy zachowań, które kształtują nas od dzieciństwa. Dziewczynki mają być grzeczne, siedzieć cicho i bawić się lalkami, a faceci są rozbójnikami, krzyczą i bawią się w zdobywanie nowych lądów i wygrywanie. Pokazuje się im zakres wolności, na pewne rzeczy w przypadku dziewczyn się reaguje, a u chłopców nie.

I co teraz?

Największy sens widzę w łączeniu i wzajemnej wymianie.

Czyli?

Parytety są takie ważne właśnie z tego powodu, że kobiety wnoszą do biznesu bardzo dużo emocji, intuicji, instynktu i humanistycznego myślenia, spojrzenia od strony potrzeb człowieka. Od mężczyzn możemy uczyć się, jak być bardziej stanowczymi, radykalnymi, bezpośrednimi w wyborach. Im bardziej połączymy nasze siły, otworzymy się na siebie nawzajem, tym później jest ciekawiej.

Ciekawiej? Gdzie?

Wszędzie. Wierzę, że łączenie się różnych grup daje lepszy efekt. O ile oczywiście po drugiej stronie są ludzie otwarci na to, by coś zaczerpnąć, dać coś od siebie, poszukać kompromisów. Bo jeśli ostatecznie celem ma być to, że każdy mówi swoje i nie szuka pól do współpracy, to nie zajdziemy daleko. Marcin Fabjański, filozof, mówi, że jak wychodzi ze spotkania, na którym wszystkich przekonał do swoich poglądów, to czuje się przegrany. Rozumiem to tak, że w sumie najciekawsze są takie zderzenia, kiedy ktoś próbuje cię przekonać, że racja może być gdzie indziej. I to dopiero nas zmusza do jakiegoś wysiłku intelektualnego. Z tego wychodzą najciekawsze projekty – takie, gdzie budujesz siebie na nowo, gdzie jesteś w procesie myślenia, wychodzisz ze strefy komfortu.

Skąd Twoja otwartość na nowe, na inne?

W moim domu rodzinnym zawsze stawiało się na rozmowę, nie było tematów tabu. Dzięki temu, że mój ojciec – Piotr Voelkel, wizjoner, twórca wielu rentownych biznesów, ma takie a nie inne życie, dotykaliśmy wielu środowisk. Rodzice bardzo interesowali się sztuką, mieli wielu przyjaciół artystów, którzy nas odwiedzali. Do długich nocnych godzin wszyscy ze sobą dyskutowali, a my, dzieciaki, siedzieliśmy na dywanie i się temu przysłuchiwaliśmy. To niezwykle inspiruje, daje pogląd na świat. Z drugiej strony od kiedy pamiętam, zawsze chcieliśmy być w drodze, poznawać nowych ludzi. Na przykład na Grenlandii pół dnia spędzaliśmy z rybakiem i hodowcą psów husky zadając im masę pytań o to jak żyją, skąd wzięli się na Grenlandii, co jest dla nich w życiu ważne, jak wygląda ich historia. Proste rzeczy, a jednak bardzo otwierające głowę, inspirujące.

Czego się jeszcze nauczyłaś, np. podsłuchując ojca?

Nieoczywistości, która jest w życiu. Nie wszystko jest takie ciosane wprost, czarne lub białe, że są rożne perspektywy, jest wiele wrażliwych ludzi obok nas. Każdy może patrzeć na świat inaczej i to jest ciekawe. Wręcz fascynujące jest to, że czasami się ze sobą nie zgadzamy. Właśnie może dlatego tak bardzo nie lubię formułek, sztucznych postaw, a zawsze stawiam na prawdziwość relacji. Możesz spojrzeć komuś w oczy i czujesz, że to jest on, a nie postać, którą kreuje.

Nigdy się nie kreowałaś, nie chroniłaś wizerunkiem dziewczyny z bogatego domu?

Wręcz przeciwnie. Już w szkole podstawowej, a później w liceum i na studiach byłam buntowniczką. Przechodziłam przez różne subkultury, poznawałam i obcowałam z ludźmi innymi niż ci z mojej klasy czy grupy. Mama była załamana, jak znosiłam do domu kolejne sprane koszule z lumpeksów i wiszące w kroku skate’bordowe spodnie. Do dziś zresztą moje ulubione.

Myślisz, że ludziom dobrze się dziś z Tobą współpracuje?

Tak. Planując działania mojej firmy Concordia Design, wiele lat temu zastanawiałam się jakie miejsce chciałabym stworzyć. Dla kogo ma być, jakich ludzi chcę tutaj zaprosić. Również poszukując osób do pracy, rekrutując na poszczególne stanowiska szukałam profilu osoby, z którą sama będę się dobrze czuła. Myślę, że dominuje w pewnym sensie jakiś etos pracy, który bardzo szanuję u innych i którego wymagam od siebie. Pełnego zaangażowania, odpowiedzialności, koncentracji na celach. A jednocześnie bawienia się tym, żeby nie było tak strasznie poważnie.

Czy mając know how i pieniądze nie było Ci łatwiej rozwijać biznes?

Buduję biznes, który jest nasycony wartościami, humanistycznym podejściem, otwartością na drugiego człowieka. Wierzę, że można zrobić coś pozytywnego, dobrego, co przyniesie długofalowe korzyści wszystkim, również finansowe. Siedem lat temu zaczęliśmy żywiołowo, etapowo. Musieliśmy być bardzo uważni na to, co wychodzi, jakie rozwiązania będziemy kontynuować, co odcinamy, a co pogłębiamy.  Potrzeba więc uważności, samoświadomości i umiejętności uczenia się, bez względu na to, na jakiej pozycji jesteś i jaką rolę pełnisz.

Czyli nie było łatwiej?

Nie. Dużo się dzieje, każdy rok jest inny, niesie wyzwania, sukcesy i porażki.  Mówię tu i o rozwoju samej firmy, ale też o tym, jak rozwija się zespół Concordii, no i ja sama. Uczę się zarządzania i biznesu na własnej skórze, ponieważ nie mam wykształcenia ekonomicznego. Jestem po socjologii, może to jest też zaletą. Cenię sobie niezależność, ale ona bywa też kłopotliwa.

Dlaczego?

Bo bywa tak, że jestem w trudnych sytuacjach sama. Ale taki efekt Zosi samosi przynosi też dużo radości, jak się powiedzie i jest ogromna satysfakcja.

Co jeszcze sprawia Ci radość?

Miksowanie różnych grup buduje poczucie wspólnoty, bycia razem, inspirowania się, interesowania się sobą. Bardzo to lubię i zawsze tworzę taką przestrzeń – i emocjonalnie, i fizycznie. W Poznaniu między naszym Bałtykiem, który niedawno otrzymał nagrodę Bryły Roku 2017, a Concordią jest przestrzeń publiczna poświęcona sztuce. Ludzie się kręcą i słuchają poznańskich kompozytorów. Mogą obejrzeć wystawę Sylwestra Ambroziaka. Za chwilę ruszamy z wystawami fotograficznymi. To daje możliwość poznania czegoś, co jest z różnych bajek. Człowiek się wtedy otwiera.

A kiedy Ty otworzyłaś się na siebie?

Myślę, że było wiele kluczowych momentów. Był czas, kiedy czułam się jak strzała, którą ktoś wypuścił z łuku. Leciałam szybko, do jakiegoś celu. Jak biegniesz szybko, ciągle nie masz na nic czasu, to tym bardziej trzeba się zatrzymać. I ja to zrobiłam, aby móc zastanowić się, o co mi właściwie chodzi, czego chcę? Byłam i wciąż jestem uważna na to, jakie sygnały do mnie płyną.

Skąd płyną?

Z ciała, ze zmęczenia, z wewnętrznego poczucia, że robię to, co na pewno chcę, czego pragnę, zgodnie z moimi wartościami. Dzięki temu żyję tak, by zbliżać się do spełnienia.

Chodzi o poczucie wolności?

Tak, również o to. O przekonanie, że wszystko zależy od ciebie, że nikt i nic nie będzie mnie w niczym ograniczał. Nie mam tu na myśli egoizmu, egocentryzmu, wręcz przeciwnie. Bardzo buduję mnie bliskość z ludźmi, ale ona jest tak naprawdę możliwa, jak człowiek jest sobą. Jest w zgodzie z tym, co mu mówi serce.

Tak też wychowujesz swoich synów, do wolności właśnie?

Tak, próbuję, staram się. Muszę powiedzieć, że sytuacja społeczna, obserwowanie i uczestniczenie w protestach, inspirowanie się mądrymi, świadomymi kobietami i ruchami jakie zakładają, obudziło we mnie nutę feministki. Zastanawiam się nad rolami jakie pełnimy, oczekiwaniami społecznymi, schematami w jakie my kobiety wchodzimy. Zmieniłam się też jako matka.

Co masz na myśli?

Postawiłam na to, aby od moich trzech synów więcej wymagać, nie dać sobie wejść na głowę. Często matki za swoje dzieci, a szczególnie synów, robią wszystko, są za bardzo narzucające. Ingerują w każdą sferę ich życia: mycie, ubieranie, relacje z kolegami, jedzenie, czas wolny, naukę. Chcą mieć nad wszystkim kontrolę i we wszystkim wyręczać. U nas w domu są oczekiwania, konkretne reguły gry i wyjaśnianie, że dom jest dla wszystkich, a nie tylko dla dzieci, które zawłaszczają sobie wszystkie pomieszczenia od kuchni przez duży pokój po sypialnię rodziców. Co nie oznacza, że nie ma miłości, troski, bliskości.

Jakie masz wymagania wobec synów?

Moi synowie są w wieku 14, 8 i 6 lat. Sprzątają po sobie, sami się ogarniają, pakują do szkoły i na wyjazdy, pamiętają o swoich rzeczach sami. Mają obowiązki w weekendy, sprzątają w domu. Jestem zasadnicza.

To gdzie jest ta wolność?

Wolność to akceptacja tego, że się różnimy, mamy inne pragnienia i potrzeby. Wolność to zrozumienie i przyjaźń. Wolność to dla mnie nauka odpowiedzialności za własne decyzje. Jeśli będę wszystko robiła za synów, to nie nauczą się czym może być sukces a czym porażka. Ale też nigdy nie dotrą do tego, czego sami chcą. Dużo się mówi o kobietach, które chcą się wyzwolić od przypisywanych im stereotypowych ról. Może dlatego należy zacząć od samych siebie i swojego najbliższego otoczenia. To wymaga też naszej pracy jako matki, córki, żony, partnerki. Z jednej strony stoję na manifeście i strajkuję, a z drugiej strony muszę zadać sobie pytanie: Co robię, żeby ten konkrety problem nie pojawił się za kilkanaście lat? Jakich przyszłych mężów, partnerów sama chcę wychować?

***

Ewa Voelkel-Krokowicz >> Prezes spółki Pro Design i właścicielka Centrum Designu i Kreatywności Concordia Design w Poznaniu – pierwszego w Polsce prywatnego centrum designu, które inicjuje szereg działań dla biznesu, dorosłych i dla dzieci. Ewa Voelkel Krokowicz prowadzi również autorską restaurację Concordia Taste, w której łączy design z dobrą kuchnią i oryginalnym wystrojem. Odpowiada też za projekty związane z promocją kultury i sztuki w ramach działającej przy Concordii Przystani Sztuki oraz teatralne i muzyczne w Auli Artis. Jest w trakcie realizacji nowego projektu we Wrocławiu, gdzie w zabytkowej kamienicy na Wyspie Słodowej 7 powstanie Concordia Hub mająca wspierać biznesowo start-upy. Obecnie koordynuje projekt rewitalizacji i rozbudowy obiektu z międzynarodowymi i polskimi pracowniami architektonicznymi oraz równolegle tworzy strategię nowego miejsca. Ewa Voelkel-Krokowicz działa w kilku stowarzyszeniach i organizacjach m.in.: Fundacji Liderek Biznesu, Wielkopolskiej Loży Biznesu, Radzie Programowej Teatru Polskiego, FBN Polska, w Radzie Powierniczej Uniwersytetu SWPS. Prywatnie mama trzech synów: Jędrzeja, Aleksego i Piotra.

Dziennikarka współpracująca z wieloma redakcjami. Blogerka (www.nakawie.pl), zawsze zaciekawiona przedsiębiorczością. Autorka książki "Twarze polskiego biznesu. Rozmowy Na Kawie" z wywiadami z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Współorganizatorka popularnonaukowej konferencji TEDxPoznań. Blisko 10 lat była zawodowo związana z instytucjami finansowymi, m.in mBank i GRENKE.