Joanna Wągiel: kilkuletni Franek mówi tak: żeby żyć, trzeba istnieć. Ale, żeby istnieć, nie trzeba żyć

przez  |  Brak komentarzy

– Kiedy skończy się świat? To są pytania, które na co dzień sobie nie zadajemy, a dzieci owszem. Bardzo się cieszę z tego, bo dzieci nie idą na skróty i to widać też w historii rozmów o przemijaniu. Pewien chłopiec miał taką myśl, że jak nie będziemy myć zębów, to one wypadną i przeminą… – opowiada Joanna Wągiel, pomysłodawczyni i twórczyni pierwszego w Polsce takiego projektu filozoficznego, Pracownia Filozoficzna Eureka.

W rozmowie dzieli się kolejnymi złotymi myślami swoich małych filozofów oraz tłumaczy, jak filozofowanie w dzieciństwie wpływa na nasze poczucie wartości w życiu dorosłym.

Joanna Rubin: Wiesz, że miałam wrażenie, że to Ty wymyśliłaś filozofowanie z dziećmi?

Joanna Wągiel: Uśmiecham się, bo był taki moment, w którym i ja tak myślałam. Ale w trakcie moich poszukiwań zawodowych napotkałam na profesora M. Lipmana, który już w latach 60 w USA zaczął filozofować z dziećmi. Zresztą Lipman spopularyzował filozofowanie do tego stopnia, że w przedszkolach, w szkołach jest ono na porządku dziennym. Jak w-f czy rytmika.

Z kolei w Polsce mało osób się tym zajmuje. A już na pewno nie biznesowo, tak na co dzień. Kiedyś zadzwonił do mnie nawet doktor z uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i poinformował mnie, że obserwuje moją działalność i jest zdania, że moja Pracownia Filozoficzna “Eureka” jest pierwszą w naszym kraju.

Czym jest w ogóle filozofowanie?

Na pewno nie jest nauką doktryn, nurtów, czy definicji. Jest za to okrywaniem świata poprzez zadawanie dzieciom bardzo prostych pytań, najczęściej zaczynających się od “dlaczego?” I to też jest zupełnie naturalne, bo w fazach rozwoju dzieci właśnie to pytanie jest przecież na porządku dziennym: dlaczego coś jest, a czegoś nie ma? dlaczego jest tak, a nie inaczej? dlaczego i dlaczego? One tak ciągle pytają!

I Lipman poszedł tym tropem. Jego pomysł na współpracę jest taki, że dzieci same proponują temat rozmowy, a on idzie bardzo ich torem myślenia. Zresztą podobnie i ja działam.

OK., ale mogą być też takie sytuacje, w których usłyszysz ciszę jak makiem zasiał. Dzieci nie chcą rozmawiać. I co?

I to też mi się zdarzyło. Przyznam, że to trudne doświadczenie, bo dzieci absolutnie mnie nie słuchały, nie reagowały na żadne proponowane zagadnienie. Jedyne co robiły, to w kółko zadawały pytanie: “A, kiedy będziemy rysować?”. I po kolejnym pytaniu “a kiedy to będziemy rysować?” odpowiedziałam: “OK., – rysujcie!”

Wyobraź sobie, że one rozsiadły się przy stolikach, zajęły się rysowaniem i wtedy stało się coś, co mnie wprawiło w osłupienie. Zaczęły rozmawiać ze mną i wystartowały z filozofowaniem…

Czyli Ty dałaś im przestrzeń, a one obdarowały Ciebie swoją uwagą?

Może… Chociaż myślę, że dzieciom w ogóle jest bardzo ciężko się skoncentrować, a w tej sytuacji być może kłopot ten był bardziej nasilony. Zajęły ręce, ale i uwolniły głowę i myślenie. Dlatego, jak rozmawiam z dziećmi, to zawsze daje im pole do działania.

W oparciu o jakie metody pracujesz?

W oparciu o metodę wcześniej wspominanego profesora Lipmana oraz metodę wspólnoty dociekającej. Różnica między obiema metodami jest taka, że w pierwszej dzieci dyskutują między sobą na temat, który jest dla nich najbardziej interesujący. W drugiej, czynią to wraz z nauczycielem i wtedy ten temat z reguły jest znany. Obie metody trochę zmodyfikowałam wraz z nabywanym doświadczeniem. I choć celem jest dyskusja lipmanowska, to nie zawsze udaje się ją przeprowadzić. Zależy to naprawdę od wielu czynników.

Masz już swoją autorską metodę?

Wydaję mi się, że metodę Lipmana dostosowałam do naszych warunków. Generalnie, to co jest dla mnie ważne, to to, aby iść za dziećmi. Nie trzymać się sztywno schematów. Z kolei autorska metoda jest w przygotowaniu. Od lutego 2015 planuję wprowadzić logikę dla dzieci i młodzieży. Właśnie trwają prace nad projektem. Myślę, że to będą niezwykle rozwijające zajęcia.

Jak wygląda scenariusz spotkania?

Zajęcia mają formę warsztatów, konwersatorium i trwają 45 minut. Ich głównym celem jest umożliwienie każdemu wypowiedzenia się.

Wszystko zależy, czy pracuję z dziećmi cyklicznie, czy jest to nowa grupa. Generalnie, zawsze zaczynam od wprowadzenia, czyli rozmawiamy o tym, czym jest filozofia, z czym się kojarzy. Zależy mi na atmosferze otwartości, aby każdy mógł powiedzieć coś, co jest dla niego ważne. I czasami jest tak, że dzieci mówią, że kompletnie z niczym żadnego zagadnienia nie są w stanie połączyć. A nagle się okazuję, ze jedno dziecko z grupy coś powie i wszystkie głowy zaczynają pracować. Padają kolejne skojarzenia, które pobudzają innych do myślenia. To tytułem wstępu w ramach pierwszych zajęć.

Na tych kolejnych zawsze mam też przygotowany tekst, który czytam. Jest on dostosowany do wieku dzieci. Uwielbiam Bogusława Michalca, a to taki współczesny Brzechwa i Tuwim. Ale, gdy prowadzę filozofowanie u starszych wiekiem dzieci, to proponuję im różne teksty współczesnych filozofów do wyboru. Chodzi o takie utwory, które mają ich zainspirować do dyskusji.

Co dzieje się dalej?

Po takim wprowadzeniu idealną sytuacją jest, gdy dzieci dyskutują między sobą. Nie jest to takie łatwe, bo najczęściej ze swoimi przemyśleniami zwracają się do mnie. Dopiero po jakimś czasie przechodzą na dyskusję w grupie. Dla mnie bardzo ważne jest to, aby dzieci wiedziały, że mogą wzajemnie rozmawiać, mówić o swoich przekonaniach szanując przy tym opinię innych. Ważne jest też to, aby pokreślić, że możemy się pomylić. Jestem zawsze pod wrażeniem, jak wielką wiedzę dzieci mają, jak chcą się nią dzielić.

Kończymy zawsze jakimś esejem, plakatem, ulepieniem czegoś. Tak, aby dzieci wyszły ze spotkania z poczuciem posiadania czegoś. Jakąś pracą w ręku.

Masz poczucie, że gdyby dziecięce filozoficzne dysputy były na porządku dziennym – jak rytmika – to w życiu zawodowym, w dorosłym świecie byłoby im łatwiej?

Absolutnie tak. Dorośli mogliby się od dzieci uczyć otwartości w wypowiadaniu własnego zdania. Kwestionowania rzeczywistości, faktów. Chodzi o sprawdzanie, testowanie, podważanie i nie przyjmowanie wszystkiego od tak – bo trzeba. Bez refleksji.

Jakiś przykład?

Na polu zawodowym zawsze starałam się traktować współpracowników jak partnerów. Dlatego prosiłam o informacje zwrotne, o ich odczucia do wdrażanych projektów. Mówiłam: “Proszę, podzielcie się swoimi sugestiami. Co możemy zrobić, aby coś działało lepiej?” I nie zawsze dostawałam odpowiedzi. Do życia dorosłych wkrada się konformizm. A dzieci cechują się postawą nonkonformistyczną. One po prostu zadają pytania, bez ważenia konsekwencji. Mówią, co myślą. Niestety, przełom następuje w wieku 13-14 lat. Wtedy zaczynają ważyć słowa, oczekiwać akceptacji. Widać lęk przed oceną.

Mnie nie chodzi o to, aby każdy dorosły ryzykował i stawiał na szali wszystko. Ale wtedy, kiedy trzeba – zadał pytania, albo powiedział to, co naprawdę myśli. A rzadko w ogóle możemy obserwować osoby, które mają odwagę wyrażać swoje zdanie po to, aby zwrócić uwagę na jakąś sprawę. I przez to też tracimy. Jako grupa, jako zespoły w firmach, jako społeczeństwo.

joanna wagiel 3

A podaj proszę jakiś przykład z rodzinnego podwórka?

Aktualnie jesteśmy w tracie rozwoju ekonomicznego, dokładnie takiego samego jak w USA w latach 60. To okres olbrzymiej ekspansji, wpływu mediów – również na dzieci. Punktów rozproszenia jest naprawdę sporo. A my biegniemy, często bez refleksji. I na przykład nie zastanawiamy się, dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje, tylko kupujemy dziecku kolejną nową zabawkę. Nie rozmawiamy, a przez to relacje się rozluźniają.

Dla mnie filozofowanie jest sposobem na odbudowanie relacji rodzic – dziecko. Nie trzeba przy tym mieć gruntownej wiedzy filozoficznej. Po prostu można skorzystać z magii rozmowy i zadania sobie pytania: dlaczego?

Czy na poczucie wartości ma wpływ jakość rozmów, które przeprowadzaliśmy w dzieciństwie?

Tak. A to, że człowiek w ogóle się wypowie na forum ma wpływ na jego poczucie wartości. I na moich zajęciach też to widzę – bo to wielkie doświadczenie, jak ktoś przezwycięży nieśmiałość. Naprawdę, jest w tym odwaga myślenia. I jeśli taka osoba zostanie doceniona, pochwalona, to aż drży z radości, z dumy. Autentycznie!

Warto takimi spotkaniami, rozmowami wzmacniać poczucie wartości swoich dzieci. Dobrze wiemy przecież, jak brak pewności siebie może odbijać się w dorosłym świecie. Jak wyglądają relacje ludzi, którzy nie czują się docenieni, wartościowi, którzy myślą, że nie mogą zrobić wiele…

Zwróć jeszcze uwagę, że często żałujemy, że czegoś nie powiedzieliśmy, że wstyd, czy strach był doradcą. To może wynikać też z tego, że wcześniej nie przekraczaliśmy barier. Nie mówiliśmy głośno swojego zdania. Dzieciom pokazuję, że można to robić i to jeszcze w kulturalny sposób. Nie musimy nikogo obrażać, żeby wyrazić siebie.

To pewnie długoterminowa korzyść z filozofowania w dzieciństwie. A jaką dostrzeżemy szybciej?

Moje zajęcia nie są spektakularne, bo my nie pokazujemy czegoś namacalnego, np. pozy baletowej. Czuję, że takie filozofowanie jest po prostu inwestycją w dziecko. W życiu dorosłym na pewno widoczną. W krótkim terminie też są korzyści, bo dzieci się wyciszają. Zdarzają mi się telefony od rodziców, którzy są pod wrażeniem, że ich dzieci rozmawiają na tak życiowe tematy. Podoba im się to. Patrz jak świat się zmienia.

A pamiętasz takie szokujące stwierdzenia, że dzieci i ryby głosu nie mają?

A dzieci mają tak niesamowite przemyślenia na różne tematy. Ich dylematy są naprawdę ciekawe. Ostatnio zapytana zostałam dlaczego Jezus ma na imię Jezus? Mimo, że unikam jak ognia tematów wiary, to odpowiedziałam, że to po prostu imię, które wybrała dla niego mama. Tłumaczę: „Ty jesteś Ola, a Jezus jest Jezus. Joanna, gdybyś widziała jej wielkie, niebieskie oczy. Nie mogła uwierzyć, że to po prostu imię. Zachwycające!

Masz jeszcze jakieś przykłady dylematów?

Proszę, kolejny dylemat. Kiedy skończy się świat? To są pytania, które na co dzień sobie nie zadajemy, a dzieci owszem. Bardzo się cieszę z tego, bo dzieci nie idą na skróty i to widać też w historii rozmów o przemijaniu. Bo pewien chłopiec miał taką myśl, że jak nie będziemy myć zębów, to one wypadną i przeminą…

Jakie filozoficzne odkrycia dzieci najbardziej chwytają Ciebie za serce?

Mikołaj lat 8 mówi, że jeśli nasz świat jest do czegoś podobny, to znaczy, że gdzieś inny świat istnieje. A jeśli nie, to oznacza, że świat jest wyjątkowy. 11 letni Kuba z kolei uważa, że “nic” nigdy nie zaczyna się i nigdy nie kończy”. A to, co ciekawe, to Kuba wcale nie był przekonany do zajęć z filozofowania. A tu takie piękne myśli wydobywa z siebie.

Joanna, a teraz uważaj, bo Matylda, która ma lat 8 zastanawia się nad czymś takim: “A, jeśli jesteśmy tylko złudzeniem?”. Myślę, więc filozofuję, to teoria Alexa, który jest pięciolatkiem. Wartością jest to, co jest ważne – mówi Masza, lat 6 lat. Amelia przekonuje, że uwielbia być filozofem! A Adam na pytanie kim będzie w przyszłości odpowiada: “Piłkarzem, a na emeryturze: filozofem!

Mnie też zachwycają dziecięce przemyślenia o życiu i śmierci. Na przykład Franek mówi tak: “żeby żyć, trzeba istnieć. Ale, żeby istnieć, nie trzeba żyć. To zupełnie inaczej jest jak 1+4=5 i 4+1=5.”

Jak na takie mądrości reagujesz?

Zajęcia dają mi tyle satysfakcji, radości. Nawet, jeśli jestem danego dnia zmęczona, bo oprócz prowadzenia warsztatów zajmuje się przecież w swojej firmie wszystkim – to praca pobudza mnie do działania. Mimo licznych obowiązków takie filozoficzne dyskusje sprawiają, że mój umysł jest świeży, lekki. Bo te myśli są inspirujące.

Joanna wagiel 4

Nie zawsze filozofowałaś. Byłaś związana z branżą HR. Skąd zmiana kierunku zawodowego?

Zachorowałam. A to sprawiło, że przewartościowałam wiele rzeczy. Chciałam robić coś, co będzie dawało mi maksymalną radość. Poprzednia pracę lubiłam, była OK., ale nie zawsze było tak, że witałam każdy dzień z radością. W trakcie dochodzenia do zdrowia uznałam, że należy w życiu robić to, co daje satysfakcję. A pracowałam w HR przez 13 lat. Zakończyłam zawodową karierę w tym obszarze na stanowisku dyrektora personalnego.

I wiedziałaś, co chcesz robić, tak od razu?

Nie… Chyba nigdy tak nie jest. Na początku powstał pomysł, który testowałam. Miałam potrzebę pracy z dziećmi ze względu na rozmowy z moim synem. Nazwałam to, co wspólnie robimy. Nasze rozmowy były czymś w rodzaju filozofowania. Byłam szalenie zdumiona tym, że kilkuletnie dziecko zaczyna pytać o rzeczy, które są w kręgu zainteresowań wielkich filozofów. Taki dialog był dla mnie gigantyczną inspiracją.

Zmiana była wyzwaniem?

Była, bo to ryzykowna decyzja. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Ale poobserwowałam moją drogę zawodową, przeanalizowałam swoje potrzeby, również w zakresie rozwoju mentalnego i zaczęłam działać. Zadałam sobie pytanie, co mogę robić unikalnego. I po kolejnej rozmowie z moim dzieckiem uznałam, że to filozofowanie jest bardzo wartościowe. Może warto spróbować.

Co Ciebie w tym projekcie wsparło?

Myślę, że ważnym momentem było napisanie wniosku o dofinansowanie. Ale nie tylko chodziło o pieniądze, bo wydaję mi się, że kluczowym elementem było samo posegregowanie myśli, założeń. Zrobienie biznesplanu i ustalenie strategii. Przelanie tego na papier. To na pewno wspiera biznes. U mnie akurat stało się to w czasie, w którym było ciężko, bo zmagałam się z chorobą. Oderwałam się jednak od spraw, które były związane ze mną, a skupiłam się na własnej działalności. Zrobiłam pierwszy krok i ruszyłam.

Jak rozkręcałaś swój biznes?

Zaczynałam od pracy za darmo. W Polsce filozofowanie z dziećmi nie jest takie znane. Zdecydowałam, że chcę klientom pokazać, co jest ważne, na jakich płaszczyznach możemy skorzystać z tej formy. Przygotowywałam spotkania, warsztaty i dzieliłam się metodami pracy.

Teraz współpracuję ze szkołami, przedszkolami, bibliotekami, teatrami. A moim klientem jest tak naprawdę dziecko, które być może o filozofowaniu nie słyszało, ale dzięki pewnym metodom jego umiejętności myślenia się rozwiną. Filozofowanie jest elitarne, unikatowe. Zresztą zawsze było. Zobacz, nie każdy mógł być filozofem. A ja chcę upowszechnić dyskusje, rozmowy, myślenie.

Co jest największym biznesowym wyzwaniem?

Moja firma jest na razie jednoosobowa. Przygotowuję więc wszystko sama. Tworzę warsztaty, ale też je sprzedaję. Opiekuję się całą oprawą marketingową, co zresztą sprawia mi dużą przyjemność. Współpracuję tylko z biurem rachunkowym.

Jakie masz cele na rok 2015?

Chcę powołać do życia Fundację Filozoficzną, której zadaniem będzie nie tylko promowanie filozofowania z dziećmi, lecz po prostu promowanie filozofowania – jako takiego. Czuję, że ludziom trzeba wytłumaczyć, co to jest filozofia, aby przestali się jej bać, żeby przekonali się o jej wartości. Jednym z pierwszych projektów Fundacji ma być wydanie książki z tekstami polskich autorów, które będą inspirować rodziców do rozmowy z dziećmi. Mam też w planach projekt, który realizuję z osobami dojrzałymi. Od lutego ruszamy z warsztatami z logiki. No i jest jeszcze coś, czego na razie nie chcę zdradzać. To na prawdę wielka rzecz. Mam marzenie, które zamierzam zrealizować.

Trzymam kciuki i serdecznie dziękuję za rozmowę!

Joanna Wągiel. Jest absolwentką Filozofii Teoretycznej w KUL oraz Zarządzania w Politechnice Gdańskiej i w SGH. Pasjonatka rozmów z dziećmi, muzyki klasycznej oraz ziołowego ogródka. Ma dwoje dzieci: 7 -letniego Wojciecha i 4-letnią Olę. Po 13 latach pracy dla biznesu jako dyrektor personalny i konsultantka HR, postanowiła powrócić do źródeł filozoficznych i urzeczywistnić marzenie o pracowni filozoficznej. W Pracowni Filozoficznej Eureka! uczy jak, a nie co myśleć.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.