Maciej Bennewicz: jeśli rodzą się wątpliwości – mów „nie”

przez  |  Brak komentarzy

W wielu organizacjach i korporacjach, a także systemach, dominuje przekonanie, że lepiej jest coś zrobić, niż nie zrobić nic. Czynienie sobie ziemi poddanej stało się domeną współczesnej ludzkości. Tymczasem po latach, kiedy nasza wiedza wzrasta, sami od siebie dowiadujemy się, że bezpowrotnie zniszczyliśmy pewne gatunki – opowiada Maciej Bennewicz, dyrektor Norman Benett Academy. A w naszej rozmowie zatrzymuje się również przy coachingowych zabawach i kosmitach.

Joanna Rubin: “Kosmici, czyli indywidualiści, mają w sobie innowacyjnego ducha, są niesłychanie kreatywni, choć często źle przystosowani do wymagań społecznych.” To cytat z Pana książki “Życie na Ziemi. Poradnik dla kosmitów.” Jakie wymagania społeczne miał Pan na myśli?

Maciej Bennewicz: Kultura wytwarza wzorce, które przez pewien okres czasu są dość bezkrytycznie realizowane przez większość ludzi, nawet jeśli do pewnego stopnia nie pozawalają zrealizować im własnych potrzeb, dążeń czy też własnej drogi do sukcesu.

Proszę podać przykład.

Dobitnym przykładem jest marginalizowana przez całe stulecia rola kobiet, dyskryminowanie środowisk gejowskich, czy też różnego rodzaju mniejszości. W tym znaczeniu osoba inna od przyjętych standardów obowiązującego obyczaju często stawała się outsiderem. Współcześnie mamy więcej szans na ekspresję własnej odmienności bez narażania się na ostracyzm.

Co proponuje Pan zrobić z tym złym przystosowaniem do wymagań społecznych?

Proponuję uczynić z niego atut.

Nawet jeżeli czasami inność zachowań, poglądów, potrzeb związana jest z frustracją zachęcam do tego, by uczynić z niej swego rodzaju siłę. Na przykład poprzez działania twórcze, przez poszukiwanie myślących podobnie lub też komunikowanie swojej odmienności. Zazwyczaj wielkie dzieła artystyczne powstawały właśnie w ten sposób, podobnie jak kampanie społeczne polepszające jakość życia w wielu krajach.

W jakich obszarach widzi Pan różnicę między kosmitami a ludźmi?

Kosmici, rzecz jasna w metaforycznym znaczeniu, to osoby, które z najróżniejszych powodów nie podzielają społecznie uznawanych wartości lub zachowań. Nie mam tu na myśli hipsterów lub pozerów, wyznawców skrajnych poglądów społecznych lub politycznych.

Chodzi mi na przykład o osoby, które w dobie wszechobecnego kultu seksualności prowadzą życie singli, dlatego że tak wybrały. Chodzi mi o osoby, które w dobie powszechnej eksploatacji zwierząt stają się świadomymi weganami, dlatego by zmniejszyć cierpienie zwierząt. Słowem o wszystkie osoby, których poglądy są odmienne od swoistej bezkrytycznej masy.

Z kolei w swojej książce “Kry-Zysk. Zmień kryzys w zysk” napisał Pan tak: „Jeśli to, co robisz odnosi dobry skutek – rób tak dalej. Jeśli to, co robisz napotyka opór, natychmiast przestań! Jeśli nie wiesz, co zrobić – nie rób nic”. Co zrobić, aby skrócić opcję: nie robię nic?

W wielu organizacjach i korporacjach, a także systemach, dominuje przekonanie, że lepiej jest coś zrobić, niż nie zrobić nic. Czynienie sobie ziemi poddanej stało się domeną współczesnej ludzkości. Tymczasem po latach, kiedy nasza wiedza wzrasta, sami od siebie dowiadujemy się, że bezpowrotnie zniszczyliśmy pewne gatunki. Że chemiczne opryski owadów trwale zatruły środowisko, lub że na przykład elektrownie atomowe nie są tak bezpieczne, jak sądziliśmy.

W skali życia człowieka jest podobnie. Czasem decydują sekundy, dokonany lub zaniechany wybór. Dlatego sugeruję, że w sytuacjach braku pewności jest lepsze zaniechanie, gdyż bieg wydarzeń niekiedy przynosi najlepsze rozwiązania bez naszego udziału. Jak skrócić ten proces? Mój przyjaciel mawia: jeśli masz wątpliwości, jeśli w przypadku jakiejś decyzji czujesz niespójność, mów „nie”, natychmiast.

Jak Pan sądzi, jakie są czułe punkty w myśleniu ludzi o rozwoju?

Rozwój bardzo często budzi lęk, dlatego że wynik jest nieznany. Żyjemy w złudzeniu kontroli i gdy tylko wydaje nam się, że jesteśmy w stanie przewidzieć skutki, gotowi jesteśmy nawet zrezygnować z polepszenia sytuacji w zamian za złudną pewność, przewidywalność.

Rozwój wymaga zatem odwagi po pierwsze w nazwaniu obszarów, które funkcjonują źle lub mogłyby lepiej. Po drugie, w sposobie zmiany tego obszaru, po trzecie w wyjściu ze strefy komfortu. Strefa komfortu to kolejne złudzenie, wynikające z faktu, że my ludzie jesteśmy istotami nawykowymi. A nawyk nas uspokaja, a zmiana powoduje wzburzenie. Kto zatem ceni sobie tak zwany święty spokój za wszelką cenę w naturalny sposób staje się przeciwnikiem rozwoju i gotów będzie powtarzać stare wzorce i schematy, nawet jeżeli ich skuteczność dawno się wyczerpała.

Co zainspirowało Pana do napisania książki “Coaching, Kreatywność, Zabawa“?

Poszukiwanie uniwersalnych scenariuszy gier i zabaw, dzięki którym będzie można coachom, menedżerom, rodzicom dostarczyć prostą metodę pobudzania kreatywności. Jako nauczyciel coachingu często spotykam się ze studentami, którzy znakomicie opanowali teorię, lecz nieco gorzej idzie im ze stroną praktyczną, prowadzeniem sesji indywidualnych lub grupowych.

Kiedy powstały pierwsze gry okazało się również, że korzystne będzie napisanie książki o często niedocenianej sile zabawy i kreatywności, dzięki której słabnie opór przed zmianami, o którym mowa była wcześniej. Zabawa pozwala bowiem bezinwazyjnie wprowadzać tak zwane trudne tematy, a jednocześnie szybko przechodzić do wniosków i rozwiązań. Tym samym metoda przestaje być tylko zabawą a staje się zmianą samą przez się.

Jaką zabawę coachingową może Pan zaproponować osobie, która wiecznie narzeka, użala się nad sobą, mówi o tym, czego nie ma i czego jej jeszcze brakuje do szczęścia?

Taka zabawa zaczyna się od pytania: czego chciałbyś w zamian? Dla osób silnie kontrsugestywnych, gdyż w taki sposób możemy nazwać osobę bardzo narzekającą, bywa początkowo niesłychanie trudne, gdyż łatwiej jest powiedzieć, czego chciałbym uniknąć, niż o tym co chciałbym osiągnąć.

Jednak wraz z odkryciem, że lepiej jest być zdrowym, niż nie chorować, lepiej jest bezpiecznie dojechać, niż unikać wypadku, lepiej jest dużo zyskać, niż mało stracić, pojawia się nowy stan, czyli podjęcie odpowiedzialności za własne życie.

Często kończę lub zaczynam swoje sesje coachingowe tego rodzaju zabawą: wymień co najmniej piętnaście rzeczy w zamian tego, czego nie chcesz. A teraz spośród nich wybierz wszystkie, które są w zakresie przynajmniej częściowego twojego wpływu. Skuteczną zabawa dla osób kontrsugestywnych jest też zaproszenie ich do odwagi rozwijania swoich marzeń. Mózg musi nauczyć się wyświetlać swoje potrzeby, żeby potem wiedzieć, co ma realizować w praktyce. Pierwszym krokiem w tym procesie może być wizualizowanie, rysowanie, kreowanie swoich marzeń. Choćby na początku wydawały się one bardzo odległe.

Co można takimi zabawami osiągnąć?

Nasz genialny mózg, który przecież jest biologicznym organem, w niewytłumaczalny sposób tworzy umysł z jego samoświadomością i potrzebami. Jednym z najważniejszych pytań współczesnej nauki jest odpowiedź na pytanie: w jakiś sposób mózg, czyli biologiczna tkanka tworzy umysł, czyli pewien ulotny stan. Jedno jednak nie ulega wątpliwości, że zarówno mózg jak i umysł podlegają treningowi. Takie osiągamy efekty, jakiego rodzaju ćwiczenia realizuje codziennie nasz układ nerwowy.

Jeżeli powtarzamy sobie negatywne, ograniczające wzorce, umysł się w nich utwierdza. Jeśli ćwiczymy się w zabawie, kreatywności, tolerancyjności umysł poszerza swoje perspektywy, a tym samym możliwości wykonawcze.

Ale wspomina Pan również w jednej ze swoich książek, że narzędzia coachingowe mogą być używane w niecnych celach. Jakie przypadki ma Pan na myśli?

Zdarzają się sytuacje, w których wyszkolony coach, psycholog skieruje swoje umiejętności na bliskich członków swojej rodziny lub swoich przyjaciół. Intencje tego rodzaju działań, chociaż z pozoru mogą być dobre, w efekcie powodują opór i rozdrażnienie.

Brat, siostra lub partner krzyczy wtedy: nie kołczuj mnie, nie poddawaj swojej indoktrynacji i mają rację, gdyż siłą coachingu jest dystans coacha wobec swojego klienta. Również dość częstym przypadkiem jest manipulacja, czyli używanie różnego rodzaju metod i trików nie po to, żeby drugiej osobie lub grupie pomóc, ale żeby bez udziału jej świadomości skłonić ją do podjęcia korzystnych działań dla tego, który manipuluje.

Trzecią sytuacją niegodnego wykorzystania metod rozwojowych jest egoizm tych, którzy posiedli takie umiejętności, sprawiający że w pierwszym rzędzie budują oni swoją karierę i poczucie wyższości, nie zaś dobrostan swoich klientów.

Jak rozpoznać takie sytuacje? Jak na nie reagować?

Warto zadawać sobie pytanie, czy proponowane rozwiązania rzeczywiście służą moim potrzebom. Po drugie, czy zachowana jest ekologia, czy w wyniku proponowanych przez coacha działań i zmian czuję się spójnie, czy też pojawia się niepokój, rozdarcie lub, co gorsza, silne poczucie winy lub krzywdy.

W coachingu podstawową zasadą, w moim rozumieniu, jest pytanie o użyteczność zmiany. Czy to, co robię dotychczas jest dla mnie użyteczne, czyli czy w wyniku dotychczasowego stylu życia czuję się tak, jak bym chciał się czuć. Identyczne pytanie o użyteczność warto sobie zadać w sytuacji zmiany, czy w wyniku proponowanych metod, zastosowanych technik czuję się tak jak chciałbym się czuć, czy osiągam zamierzone rezultaty.

Jak mówiliśmy wcześniej, jeśli rodzą się wątpliwości – mów „nie” i bardzo uważnie przyjrzyj się intencjom tego, kto nakłania cię do zmiany.

A cele? Trzeba je sobie stawiać i jeszcze w dodatku osiągać?

Cele nadają konieczny kierunek naszemu myśleniu, a potem działaniu. W proponowanym przeze mnie modelu pracy coachingowej cele jednak nie są wystarczającym elementem. Wraz z celami należy uświadomić sobie efekty, które wraz z nimi mają się pojawić. Dopiero połączenie kierunku zmiany z oczekiwanymi rezultatami powoduje, że chce nam się chcieć.

Może Pan podać przykład?

Plany urlopowe – jako cel, wydają się całkiem zachęcające. Jednak dopóki nie odpowiemy sobie na pytanie, jak chcemy odpoczywać, co konkretnie robić, po czym rozpoznamy satysfakcję z urlopu, wydane pieniądze i zaplanowany czas – mogą zostać zmarnowane. Dlatego ludzie narzekają na złe towarzystwo, niedobrą pogodę, zbyt męczącą podróż, gdyż wcześniej nie zadali sobie pytania, jak chcą się czuć, kiedy będą osiągać swoje cele?

Proszę zaproponować czytelnikom Na Kawie chociaż jeden warsztat, który tematycznie jest bliski Pana sercu.

Art coaching jest warsztatem, w którym spotykają się różnego rodzaju aktywności. Wykorzystujemy talent i ekspresję, od zabawy farbami po naukę świadomego używania słów, pisania opowiadań, a nawet krótkich form poetyckich.

W czasie tego warsztatu nie tylko uwrażliwiamy się na muzykę, ekspresję teatralną, muzyczną, ruchową, lecz również uczymy się tworzenia sytuacji zabawowych i kreatywnych, dzięki którym szybciej, łatwiej i przyjemniej można dochodzić do spodziewanych rezultatów. Metody te nie są one zarezerwowane wyłącznie dla osób z „rozpoznanymi” predyspozycjami artystycznymi.

Gdzie jeszcze takie metody zastosować?

Można je stosować w projektach korporacyjnych, wówczas okazuje się, że wystarczy umiejętnie zaproponować czas i przestrzeń do zabawy, aby wykreować nowe rozwiązania. Wiele projektów, które realizuję, zawiera w sobie komponentę Art Coachingową, począwszy od głównej idei gier, a skończywszy na Coachingtravel, czyli zmianie osobistej w czasie podróży do zjawiskowych miejsc na świecie.

Dziękuję Panie Macieju za rozmowę.

Maciej Bennewicz. Coach, pisarz, socjolog po Uniwersytecie Warszawskim. Psychoterapeuta w latach 1989 – 2000. Wykładowca coachingu również na SGH, ALK i w WSM w Warszawie. Autor poradników „Bogactwo i szczęście”, „Coaching tajemniczy dar kosmitów dla ludzkości”, „Coaching kreatywność zabawa”.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.