Rafał Żak: mówienie ludziom, że mogą wszystko jest bzdurą

przez  |  2 komentarze

– Każdy biznes, w tym biznes rozwoju osobistego, zawsze wygląda tak, że są na nim rzeczy wartościowe i mniej wartościowe. Wszystko będzie w porządku, jeśli odbiorcy usług będą umieli stosować kryteria oceny poszczególnych propozycji. Warto znać się na rozwoju osobistym. Warto nauczyć się rozwijać – mówi Rafał Żak, trener, konsultant specjalizujący się w pracy z grupami wysokiego potencjału.

Rafał Żak w naszej rozmowie twierdzi, że w tym co robi zauważa granicę pomiędzy rozwojem, który ma sens, a rozwojem, który jest celem samym w sobie. Wymienia też swoje ulubione bzdury rozwojowe, np. coaching płodności, szkolenia, w których konie są trenerami, albo taśmy magnetofonowe, które mają poprawić zdolność słyszenia u osób…niesłyszących.

Joanna Rubin: Rynek rozwoju osobistego w Polsce eksplodował. Z kolei Ty dołożysz kolejną cegiełkę, bo w tym miesiącu masz premierę swojej książki “Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi“. Potrzebujemy takiej instrukcji?

Rafał Żak: Moim zdaniem tak. Po pierwsze rozwój osobisty jest rzeczywiście bardzo popularny, a 15 lat temu rzadko kto wiedział, że istnieje rynek szkoleń. Prócz pewnie szkoleń BHP… Dzisiaj taka wiedza jest powszechna. W Polsce ta popularność wiąże się z pojawieniem się funduszy z Unii Europejskiej. Dzięki nim zaczęto organizować przestrzeń szkoleniową na tak dużą skalę, choć to oczywiście nie jedyny powód. Żyjemy też w takich czasach, w których nikt nie jest pewny swojej pracy i dalszej kariery, więc rozwijanie kompetencji ma być elementem budowania przewagi konkurencyjnej. Tej popularności nie towarzyszy wzrost świadomości odbiorców usług rozwojowych, a każda popularność powoduje, że wśród rzeczy wartościowych pojawią się i bzdury.

Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie, aby zgłębić temat, który odnosi się do ograniczeń czy właśnie bzdur rozwojowych. Mam na myśli takie sytuacje, które są nazywane rozwojowymi, ale tak naprawdę niekoniecznie nimi są. I to też nie jest tak, że chcę po prostu wylać z siebie jakąś złość na temat tych wydarzeń, które są po prostu kiepskie. Bardziej zależało mi, aby dać może jakąś instrukcję obsługi rynku rozwojowego, pokazać kryteria wyboru, nakłonić do refleksji.

Masz swoje ulubione bzdury rozwojowe?

O tak, mnóstwo (śmiech)! Lubię coaching płodności, lubię szkolenia, w których konie są trenerami, lubię wszystkie działania rozwojowe oparte o myślenie, że jeśli czegoś chcesz, to cały wszechświat sprzyja twemu pragnieniu. Nadrabiamy pewnie lata, w których rozwoju osobistego w Polsce nie było, choć i tak udało nam się uniknąć wielu bzdur, które działy się w USA.

Na przykład?

Były grupy wsparcia, bardziej terapeutyczne niż rozwojowe, które reklamowały się hasłem:, np. grupa wsparcia dla tych, którzy pomimo starań nie wiedzą od czego są uzależnieni. Były firmy, które sprzedawały taśmy magnetofonowe, dzięki którym osoby niesłyszące mogły rozwijać swoją zdolność słyszenia. Myślę, że ten poziom absurdu nas ominął.

Skoro w Polsce nie ma aż takich absurdów, to co opisujesz w książce?

Piszę o propozycjach merytorycznie niesprawdzonych, a popularnych. Piszę o tym, skąd się wzięła fascynacja rozwojem osobistym i dlaczego niektórzy się od tego obszaru życia uzależniają. Piszę o tym, w którym momencie kończy się rozwój a zaczyna się realizacja zupełnie innych interesów, najczęściej zarabianie pieniędzy. Ale przede wszystkim piszę o tym, jak rzetelnie podchodzić do swojego rozwoju. Opisuję na czym rozwój polega, co mamy w nim do dyspozycji i jak sprawdzać to, czy się rozwinęliśmy. Piszę jak dobierać metody do swoich celów i jak te swoje cele rozwojowe wyznaczać.

Jak wyznaczać cele?

Ustalenie celu nie powinno być na poziomie: “chcę lepiej sprzedawać”. Bo wtedy każde wydarzenie rozwojowe, luźno nawet związane ze sprzedażą, będzie się wydawało realizować nasz cel. Tu chodzi o to, aby dowiedzieć się jakie konkretne umiejętności muszę nabyć, jaka ma być moja postawa. A dopiero potem dobierać wydarzenia rozwojowe w taki sposób, aby wpisywały się w moje cele.

Reasumując, kryterium wyboru dla osoby, która chce rozwijać swoje umiejętności sprzedażowe nie powinna być konferencja, która tylko z nazwy komunikuje, np. “Sprzedawaj lepiej, szybciej i więcej”. W pierwszej kolejności trzeba sprawdzić, czy to co się wydarzy na tym spotkaniu (prelegenci, ich doświadczenie) pasują w ogóle do moich celów, zwiększenia umiejętności, postaw. Moim zdaniem tutaj właśnie brakuje zaangażowania ludzi – w nawyku nazywania i formułowania celów rozwojowych.

A czy to nie jest tak, że rozwój jest po prostu modny i jest celem samym w sobie?

Być może. Może chodzi o to, że ludzie, którzy są takimi ćpunami konferencyjnymi chcą pochwalić się swoim znajomym, że rozwój jest dla nich ważny, że identyfikują się z wydarzeniami, w których biorą udział? Czują się wtedy lepiej. Myślę też, że kanały social media wzmacniają chęć pokazania, że się tym rozwojem osobistym interesujemy. Dziś zalewa nas fala motywacyjnych i inspiracyjnych cytatów na tablicach facebokowych naszych znajomych (mój ulubieniec z ostatniego tygodnia to cytat „Miłość jest siłą, która przemienia i doskonali duszę światą”). I to daje takie wrażenie masowości takich działań. Zauważ, że kiedyś, kiedy człowiek wieszał sobie nad biurkiem taki motywacyjny plakacik, to tylko wąskie grono znajomych miało do niego dostęp. Dziś siła oddziaływania takich haseł, zamieszczanych na facebooku jest znacznie większa.

Bo ludzie szukają drogi do sukcesu. Na ile rozwój bierze się właśnie z chęci czerpania z doświadczeń osób, którym taki sukces udało się osiągnąć?

Złośliwi twierdzą, że największy sukces ludzi rozwoju osobistego to opowiadanie innym, jak osiągnęli sukces. Że sukces budują opowiadając innym, jak budować sukces. Na rynku rozwojowym jest wiele szkoleń, prelekcji, kursów opartych tylko o doświadczenie tej jednej osoby, która prowadzi spotkanie. I ta opowieść sprowadza się do tego, że skoro tej jednej osobie udało się odnieść sukces, to i inni też mogą po to sięgnąć, robiąc dokładnie to samo. Skoro mnie się udało, to Tobie, słuchaczu, uda się również. Ba… są tacy, którzy publicznie twierdzą, że są na tyle zdeterminowani, że są w stanie osiągnąć sukces w dowolnej dziedzinie, którą dzisiaj mieliby się zająć. Jasne, że to podnosi autorytet prowadzącego! Ale jakie znaczenie dla realnej wartości słów, które padają podczas takich szkoleń ma ilość kilogramów, które w trakcie życia zrzucił prowadzący, albo osobiste historie trudnych relacji rodzinnych? Żadnego. I wychodzi na to, że moja osobista ścieżka jest też drogą dla innych- niezależnie od miejsca, w którym każdy z nas się znajduje. To tak, jakby ktoś palił papierosy do 90 roku życia i czułby się wspaniale, a inni na tej podstawie wyciągaliby wniosek, że palenie jest OK.

Brakuje odpowiedzialności za słowa kierowane do tłumu?

Moim zdaniem, jeśli naszą wartością jest odpowiedzialność, to nijak się ma do tego przekazywanie komuś wiedzy, która płynie tylko z własnego doświadczenia. Co ciekawe, na rynku jest wielu takich mówców czy trenerów, którzy swoich programów wystąpień czy programów szkoleń nie oparli na merytoryce, a i tak mają rzeszę fanów.
Kolejny przykład braku odpowiedzialności ludzi rozwoju osobistego to działania, które zbudowane są na mglistych teoriach, nie mających pokrycia w nauce. Wiele razy usłyszymy jeszcze o prawie przyciągania, o tym, że w komunikacji treść jest ważna tylko w 7 %, a reszta to mowa ciała, o tym, że ludzie dzielą się na lewo i prawopółkulowców, a osobowość ma swoje kolory. Brak merytoryki wpływa na to, jakiej jakości jest rynek rozwoju osobistego w Polsce.

Myślę, że za pierwszym razem można czegoś nie wiedzieć i kupić bilet na wydarzenie ładnie brzmiące, ale bez pokrycia w nauce. Nie do końca rozumiem, dlaczego jednak ludzie na takie spotkania wracają…Szczególnie to widać w obszarach tzw. „7 kroków, aby zostać milionerem lub 15 sposobów, aby wykreować siebie”.

Steve Salerno, autor świetnej, krytycznej książki na temat rozwoju osobistego (Sham: How the Self-Help Movement Made America Helpless) twierdził, że sukces wracania ludzi na takie wydarzenia polega na tym, żeby powiedzieć ludziom, że mają jakieś ograniczenia, z którymi trzeba walczyć. Chodzi o przekonania czy podświadomość, która ich blokuje. Logika jest taka, że muszą kupić konkretną książkę, pójść do kogoś na konferencję, a wtedy taki guru motywacyjny pomoże im stoczyć walkę. Taka konstrukcja powoduje, że nawet jeśli uczestnik wydarzenia się zaangażuje, ale nie odniesie tego obiecanego sukcesu, to zawsze można powiedzieć: “Jeszcze nie wygrałeś tej walki. Musisz kupić kolejny poradnik, iść na kolejne wystąpienie – po to, aby walczyć z ograniczeniami mocniej“. I ludzie wracają…

 

No dobrze, a co myślisz o odwrotnym podejściu, o takich sloganach “uwierz!“ i “możesz wszystko!“?

Fajnie, że pytasz. Często słyszymy o takim założeniu, że wszystko jest możliwe, tylko musisz uwierzyć. O tym też pisze Salerno i pokazuje, że to drugi, genialny mechanizm pozwalający na wracania klientów. No bo jak nie osiągniesz sukcesu, to mówcy, trenerzy, coachowie powiedzą ci, że widocznie za mało wierzyłeś w siebie, w powodzenie swoich planów. Musisz znowu iść na jakieś wydarzenie rozwojowe, żeby uwierzyć mocniej (śmiech).
Żeby było jasne – samo budowanie motywacji jest OK. Z kolei mówienie ludziom, że mogą wszystko jest bzdurą. Przecież nie można wszystkiego i mamy na to brutalne dowody. Możesz wiele, ale nie wszystko. Na tym polega życie. Dziecku w USA wmawia się, że może zostać nawet prezydentem, że wszystko jest w jego rękach. To nieprawda! Takie dziecko może jedynie kandydować, ubiegać o urząd. Wszystkie pozostałe działania są poza jego strefą wpływu.

Chcesz walczyć z wiatrakami?

Absolutnie nie, każdy biznes będzie się zawsze tak rozwijać, że będą na nim rzeczy wartościowe i mniej wartościowe. Mnie chodzi o to, aby uczciwie opowiedzieć o prawdziwych interesach i celach różnych działań rozwojowych. Ale też dać kryteria wyboru. Książka jest pomyślana właśnie jako poradnik. Ma dać czytelnikom podpowiedzi jak podjąć rzetelną decyzję. Jeśli ktoś chce iść na duże wydarzenie rozwojowe, gdzie jest tysiąc osób, to niech idzie. Ale niech traktuje ten spęd raczej jak rozrywkę, jak koncert. Pobędzie w miłym towarzystwie, usłyszy sympatyczne słowa na swój własny temat i tyle.

Jaka jest więc główna myśl, z którą chciałbyś zostawić czytelnika?

Znaj się na rozwoju osobistym. Naucz się rozwijać. Znaj kryteria wyboru określonych działań. Przy świadomych klientach, wątpliwe merytorycznie koncepcje znikną same.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Żak. Zajmuje się rozwojem ludzi i organizacji. Robi to w czterech rolach: trenera, mówcy, coacha i autora tekstów. Jako trener lubi pracę z grupami wysokiego potencjału, czyli osobami, które swoimi codziennymi działaniami przyczyniają się do rozwoju całych organizacji. W roli mówcy stara się łączyć atrakcyjność przekazu z zawartością merytoryczną, której niewiele można zarzucić. Jest członkiem Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców i zwycięzcą konkursu na najlepszą mowę biznesową 2014 roku. Jako coach (akredytacja ICF) pracuje głównie z menedżerami w zakresie business coachingu. W roli autora publikuje teksty dotyczące rozwoju kompetencji, prowadzi też bloga poświęconego temu, jak w kulturze masowej prezentowany jest świat biznesu. Pracuje głównie na rzecz menedżerów, głównie na rzecz klienta korporacyjnego. Fascynuje go temat granic rozwoju i jego kulturowych uwarunkowań. Nieco bezczelnie twierdzi, że w tym co robi zauważa granicę pomiędzy rozwojem, który ma sens, a rozwojem, który jest celem samym w sobie. Autor książki “Rozwój osobisty. Instrukcja obsługi“/ wyd. MT Biznes.

Więcej na stronie www.rafalzak.com

Zobacz wystąpienie Rafała na TEDxRawaRiver >> tutaj.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.