Równouprawnienie nie oznacza, że jesteśmy tacy sami

przez  |  1 komentarz

Z różnic możemy czerpać, inspirować się nimi, zamiast się upodobniać i rywalizować – przekonuje psycholożka Violetta Nowacka w naszej rozmowie. (Cały wywiad dostępny jest na portalu Sukces Pisany Szminką)

Joanna Rubin: Zacznijmy stereotypowo, ale sytuacją z życia wziętą. Wchodzi kobieta do salonu z ekskluzywnymi samochodami, ale żadna osoba z obsługi nie rzuca się, aby sprzedać jej auto. Ona czeka, czeka i nic. Dlaczego?

Violetta Nowacka: Tu można byłoby zastanowić się nad kilkoma kwestiami. Dlaczego oni nie podchodzą i dlaczego ona sama nie poprosi o pomoc, a tylko sobie czeka? Ale na pewno płcie są różnie traktowane. I gdybyśmy na tym się tylko koncentrowały to i teraz, ale i 100 lat wcześniej znajdziemy wiele takich historii. Tylko co to da? To jest jakiś stan rzeczy. Możemy się na to wkurzać, denerwować, podkreślać nierówność i zmierzać do równości. I co? Będziemy żyć z przeświadczeniem, że kobiety mają źle? I do tego źli są też ci, którzy nas tak traktują? Moim zdaniem rozważanie nad czymś takim da nam jedną frustrację więcej.

Co więc proponujesz?

W tej sytuacji z samochodem w tle, po prostu podeszłabym do sprzedawcy, powiedziała: „Dzień dobry” i poprosiła o pomoc w wyborze auta. Koniec. Może poszukałabym w sobie odpowiedzi, dlaczego w ogóle dałam się złapać w jakiś stereotyp myślenia, że sprzedawca nie chce mnie obsłużyć, bo jestem kobietą, a oni wolą klientów-mężczyzn. Jednak tak globalnie to zastanawiajmy się nad poczynaniami ludzi wokół nas. Tylko później trzeba przemyśleć to, jakie inne reakcje, my kobiety, możemy zastosować, aby było nam na tym świecie dobrze. Zawsze było tak, że feministki się denerwowały, podsycały to roszczeniem, buntem, mówieniem: „Ale jak ta można?”.

Czyli ani nie siedzieć cicho, ani nie biadolić?

Mamy mądrze działać.

Jak?

Zająć się sobą. Trzeba na to spojrzeć z lotu ptaka i zastanowić się, co kobiety zrobiły nie tak, na co się zgadzały, w jakie role wchodziły i po co, że czasami doświadczają nierówności, braku szacunku, ale i w wielu sytuacjach mniej zarabiają.

Co zrobiłyśmy nie tak?

Badam od wielu lat temat pochodzenia i roli płci, szczególnie źródeł poszukuje w wiedzy starosłowiańskiej. Uważam, że plemiona starosłowiańskie były bardzo zbliżone do mądrości wszech świata, do idei boga rozumianego jako współpraca przyrody i człowieka. Tam była głęboka mądrość, która później została zabita przez chrześcijaństwo, które w dużej mierze oparte jest na lęku i strachu. Wcześniej jednak byliśmy zżyci głęboko z naturą, ale też tą, która dotyczy płciowości. I myślę, ze warto wracać do tamtejszej wiedzy, do tego, że kluczowa jest harmonia. Ważna była miłość człowieka, ale samego do siebie. Bo jeśli kochasz samego siebie, to możesz podać tą miłość dalej. Kobiety i mężczyźni znali swoją naturę. Wiedzieli do czego zostali stworzeni, znali przeznaczenie swojej płci i korzystali z tej wiedzy. Nie przebierali się za siebie. Po prostu.

Bo nie bez przyczyny płcie się od siebie różnią.

Świat materialny jest dychotomiczny, dualny. W ramach dwóch biegunów toczy się rytm życia. Tak jak jest wdech i wydech. Przypływ i odpływ. Dzień i noc. Narodziny i śmierć. To są naturalne rytmy i bez jednego- nie ma drugiego. Tak samo jest z płcią. Jest kobieta i mężczyzna, co oznacza, że oni nie mogą działać tak samo i nie mogą być tym samym. To byłoby sprzeczne z naturą, bo te płcie są komplementarne. I teraz po co zrównywać dzień z nocą? I czy to w ogóle jest możliwe? Na tym polega sens, żeby zauważyć, że i jedno i drugie jest potrzebne i że różnica odrywa właśnie bardzo dużą rolę. Żeby żyć, potrzebny jest i wdech i wydech. Aby utrzymać się na Ziemi trzeba akceptować i narodziny, ale i śmierć. Idąc do naszego tematu, i męskość i kobiecość jest po coś, prawda? Chodzi o próbę zrozumienia szerokiej koncepcji świata…

Jak do tego ma się równouprawnienie?

W kontekście szacunku do płci – ma się bardzo. Ale to nie oznacza, że jesteśmy tacy sami. Z różnic możemy czerpać, inspirować się nimi. Wziąć pełną odpowiedzialność za swoją część, swój obszar działania w kontekście tego, do czego stworzona jest nasza płeć. Zamiast się upodobniać, rywalizować i zrównywać. A w wielu dyskusjach przewija się taka nasza zaborczość, żeby zwiedzać inne płcie, a nawet dążyć do bycia inną płcią. Po co? Co to wnosi? Czy dzień musi wiedzieć czym jest noc? Męskość i żeńskość to dwa bieguny, które nie mogą bez siebie istnieć. Są równe w swojej ważności, ale żeby tą ważność w pełni czuć, muszą czerpać energię i radość z tych różnić. Żeby się wzajemnie zasilać i uczyć się od siebie. Czyli kobieta daje to, co w niej jest kobiece, a mężczyzna dzięki temu uruchamia męskość. Każdy ma wielką mądrość w ramach swojej płci. Nikt tu nie jest gorszy, do nikogo nie trzeba się upodabniać ani rywalizować. Wszystko jest istotne, ale i ma przypisaną do siebie rolę. Te różnice należy szanować i pielęgnować, aby odwieczny rytm życia trwał niezaburzony.

Co się dzieje, jeśli płcie się do siebie upodobniają?

Następuje stagnacja, nie ma przepływu. Jak zaczynamy myśleć, że musimy się do kogoś upodabniać, to można to zobrazować czymś takimi, jak zatrzymywanie oddechu. Udusimy się.

To dlaczego się upodobniamy na przykład w zawodowych obszarach?

To wynika z braku miłości, akceptacji i takiego zaufania do siebie, swojej płci. Kobiety myślą, że jak przebiorą się za mężczyznę, to wygrają. Będą lepiej negocjować, zarządzać, sprzedawać, analizować. A co daje nam kopiowanie innych?

Może nie chodzi o kopiowanie, ale uczestniczenie na tym samych warunkach w danej przestrzeni.

Te same warunki to na przykład wzajemny szacunek. Z kolei ja mówię o narzędziach, z których korzystamy, a które w wielu przypadkach w ogóle do nas nie należą. Posługując się nimi nie zrealizujemy swoich marzeń, pragnień, celów, np. kobieta, która jest emocjonalna, czuła a udaje supermana. To nie przejdzie. W pradawnych czasach, np. u Słowian kobiety wiedziały, że są fantastycznymi istotami w swojej naturze. Kochały się i były pewne, ze to wystarczy, aby dostawać od życia szczęście. Tym zresztą inspirowały mężczyzn.

Czym dokładnie?

Miłością do swojej kobiecość. I to się aktualnie wynaturzyło. A miłość, jako uczucie, jest dominującą rolą, przejawem kobiety na świecie. To kobiety zasilają mężczyzn w miłość, a nie odwrotnie.

A co robią mężczyźni?

Działają, ale wtedy kiedy dostają miłość.

Już widzę te komentarze: „Kobiety też przecież działają. Pracują, harują!”.

Pewnie, że tak. Tylko trzeba ułożyć sobie jakiś harmonijnym plan wartości, bez których nie ruszamy się z miejsca. Bez których nie czujemy się ani ważni, ani szczęśliwi. Każdy z nas chce przetrwać (czysto materialnie), ale w przypadku kobiet nie może to być pragnienie ustawione na pierwszym miejscu.

Co masz na myśli?

Niestety to, co widzę w gabinecie terapeutycznym. Zobacz jak wygląda samoocena kobiet i ich przekonanie o kobiecości. I teraz pytanie co było pierwsze, czy jajko czy kura? Czy kobiety przestały kochać swoją kobiecość, bo zaczęły być źle traktowane przez mężczyzn? Czy mężczyźni zaczęli je źle traktować i stąd porzucenie kobiecości?Proces porządkowania, uzdrawiania, polepszania trzeba zacząć od siebie. Być może w jakimś momencie, w tej całej ewolucji dziejowej kobiety musiały pomyśleć, że są niewystarczające. Gdzieś zdarzyło się tak, że kobiety zaczęły wierzyć, że kobiecość jest słaba, płacząca, zbyt emocjonalne, nieprofesjonalna, banalna. A może lepiej jest być mężczyzną, czyli silnym, mocnym, polującym?

Gdzieś, czyli gdzie?

Może usłyszały to od swoich matek, babek… Niestety, ale nie istnieje coś takiego, że dzieje się coś w nas bez naszego udziału. Niska ocena kobiet w ich własnych oczach od lat degradowała. Zamiast kwitnąć, to opadała. To co się dzieje teraz jest w ogóle trudne do pojęcia.

Co kobiety o sobie myślą?

Większość kobiet, klientki gabinetów psychologicznych, to takie osoby, które łączą kobiecość z jakimś cierpieniem i bólem. Mówią, że mężczyźni mają lepiej, bo leżą sobie wygodnie na kanapie, a więcej zarabiają i są prezesami. Mówią o tym, że bycie kobietą jest gorsze. I tak w kółko. Wiele wyzwań społecznych (również to, że kobiety mniej zarabiają), zaczęło się od zdegradowania poczucia, że jako człowiek i kobieta, w pakiecie, jestem OK. To się wynaturzyło przez lata.

>> (czytaj więcej na portalu Sukces Pisany Szminką)

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.

  • Anita

    Nigdy nie czułam się dyskryminowana jako kobieta, ale jako czytelniczka takich wywiadów bądź artykułów „coachingowych” to i owszem. Dla osób, które je piszą istnieje tylko świat korporacji i biznesu, a są jeszcze ludzie, którzy pracują w fabrykach. Oni też chcą się rozwijać i zmieniać swoje życie. Kiedy na Tedx zobaczyłam tytuł „Możesz zacząć wszystko od nowa „, to pomyślałam, że to coś dla mnie, ale niestety nie jestem młodą kobietą z wyższym wykształceniem, która pracowała w korporacji i nie spotkałam na swojej drodze wspaniałej pani psycholog i niestety w tym momencie nie mogę również zostawić pracy za 2 tysiące brutto.
    Może napiszcie coś dla takich osób. Jakie mają szansę rozwoju i dokształcania, a później zaistnienia na polskim rynku pracy. Tylko nie wiem, czy to nie jest zbyt duże wyzwanie i za mało prestiżowe, a jeszcze mniej opłacalne.