Wojciech Eichelberger: niewiele osób ma takie szczęście, aby praca była jednocześnie pasją

przez  |  4 komentarze

– W dzieciństwie nie idziemy za tym co warto, co należy, co powinniśmy, co się opłaca, lecz śmiało marzymy o tym, co wiąże się z naszym talentem, potencjałem – tłumaczy już w naszej pogawędce Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i pisarz.

Joanna Rubin: Ciągle słyszę, że ktoś chce pracować z pasją. O co chodzi w tym trendzie?

Wojciech Eichelberger: To popularne głównie wśród ludzi, którzy nie mają wewnętrznej zgody na to, co robią w swoich firmach, nie czują się w nich komfortowo, bo reguły gry i cele firmy są w konflikcie z ich poczuciem sprawiedliwości, moralności czy życiowej misji. Stąd silna potrzeba znalezienie w życiu czegoś, w co mogliby się angażować – bez żadnych wątpliwości.

W ogóle praca z pasją jest możliwa?

Jak najbardziej – jeśli zaistnieje zgodność celów i wartości realizowanych przez firmę z naszym, uwewnętrznionym systemem wartości, z naszymi przekonaniami.

A jeśli zgodności nie ma, to co może nas wesprzeć w dążeniu do posiadania pracy z pasją?

Żeby się udało coś ważnego w naszym życiu zmienić, to trzeba mieć odwagę i determinację. Determinacja pomaga znieść niedogodności, które towarzyszą negatywnym zmianom, np. w wymiarze materialnym. Bywa, że dodatkowo zmieniamy radykalnie miejsce zamieszkania i środowisko – bo tak bardzo chcemy spełnić nasze marzenia. To sytuacje skrajne, gdy poczuliśmy całym sobą, że musimy zrobić kompletną rewolucję. Bo sposób w jaki żyliśmy do tej pory szkodził naszemu życiu.

Ale większość z nas z różnych powodów nie decyduje się na takie radykalne kroki. Szukamy więc ulgi i rozwiązania w pasjach, które realizujemy w czasie wolnym od pracy. To przynosi ogromną ulgę i daje poczucie satysfakcji, którego w samej pracy nie znajdujemy.

Czyli to możliwe, że ktoś stacjonuje przez 8 godzin w miejscu, którego tak naprawdę nie lubi, a ratuje się, np. łowieniem ryb – po 16?

To jest możliwe. Wielu ludzi, a szczególnie ci młodzi z pokolenia Millenium albo Y, w taki sposób organizuje sobie życie. Pracę traktują jako zło konieczne i źródło pieniędzy, które umożliwiają im realizację pasji. Pasja, zainteresowania, kontakty towarzyskie są dla nich ważniejsze od pracy. Nie angażują się duszą, ciałem i sercem w obowiązki zawodowe. Wychodzą z pracy punktualnie, nie biorą nadgodzin i nie dostarczają tzw. wartości dodanej, której szefowie oczekują.

Ale jak nie spełnia się oczekiwań szefów, to…

Tacy pracownicy nie zostaną zwolnieni, bo mamy kryzys demograficzny. Nowych, młodych kadr pracowników z upływem czasu będzie coraz mniej. Ta okoliczność spędza sen z powiek HR’owcom i rekruterom.

Coraz mniej jest ludzi, którzy ślepo angażują się w cele firmy, po to tylko, aby zarobić możliwie najwięcej pieniędzy. Coraz mniej takich, którzy w pracoholicznym transie stawiają wszystko na jedną kartę. Z kolei coraz więcej ludzi swoje cele życiowe realizuje poza pracą i nie daje się wkręcić w błędne koło pt. zarabiaj dużo i wydawaj szybko. To ciekawe zjawisko generujące społeczną zmianę. I z czasem wymusi zmianę w wartościach i celach firm, w sposobach motywowania i zarządzania pracownikami.

Czyli?

Firmy będą musiały prawdziwie troszczyć się o zdrowie i potrzeby rozwojowe pracowników. Coraz bardziej popularna stanie się kultura pracy zwana na zachodzie corporate wellness.
















(fot. Łukasz Król)

Co jeszcze w tym procesie jest ważne?

Szczególnie ważne są pracujące w korporacjach młode kobiety, którym trzeba pomóc w pogodzeniu pracy zawodowej z macierzyństwem, np przez organizację przedszkoli czy nawet żłobków w miejscu ich pracy. Bo 70% pracowników korporacji to kobiety. Także istotne jest organizowanie szkoleń z zakresu kompetencji miękkich, które wpływają na ogólną jakość życia pracowników, takich jak: zarządzanie stresem i energią życiową, zarządzanie relacjami z ludźmi, mindfulness, zarządzanie wartościami czy uważne rodzicielstwo. Takie szkolenia pomagają firmom związać młodą załogę lojalnością, podnoszą ich ogólną kondycję i poziom satysfakcji z życia. W efekcie firma zyskuje pracowników bardziej lojalnych, wydajnych i kreatywnych.

Instytut Psychoimmunologii IPSI specjalizuje się w takich szkoleniach od ponad 10 lat. A partnerska firma Positive Life produkuje dla klientów korporacyjnych i indywidualnych tego typu szkolenia on-line.

Czy widzi Pan, że menedżerowie interesują się szkoleniami, dzięki którym nauczą się zarządzać, i wartościami, i celami?

Takie szkolenia są ważne, bo dzięki temu będą umieć komunikować się z pokoleniem Y. Obserwuję od jakiegoś czasu większe zainteresowanie szkoleniami umiejętności miękkich. To jest dobry i ważny kierunek w rozwijaniu oferty szkoleniowej dla pracowników. Prawdopodobnie po części wymuszony przez potrzeby pokolenia Y. Odpowiadanie na ich potrzeby z pewnością poprawi też komunikację z nimi.

Wróćmy więc do pasji. Natknęłam się na książki, które sprowadzają się do tego, aby nauczyć ludzi pasji. Ma to sens?

To, że takie oferty się pojawiły wskazuje, że jest jakaś potrzeba, że ktoś będzie tym zainteresowany. Coraz więcej ludzi jest sfrustrowanych i zmęczonych dotychczas dominującą korporacyjną kulturą wyścigu szczurów. Zarządzanie, przywództwo i kultura firm muszą się dźwignąć na wyższy poziom i zacząć uwzględniać ważne potrzeby pracowników. Inspirowanie do poszukiwania pasji, a nawet w pewnym zakresie robienie na to miejsca w kulturze firmy, to z pewnością dobry pomysł. Ale i szkolenia, wyjazdy czy gazetki firmowe też mogą pomóc.

Większość z nas jest kształcona i formowana w duchu dostosowywania się do wymogów otoczenia i upodobniania się do innych. Dlatego często trudno nam odnaleźć indywidualną pasję, ale to nie powinno nas zniechęcać do poszukiwań. Wręcz przeciwnie. Pamiętajmy, że każda droga do poszukiwania pasji może wiele wnieść. Warto sobie przypomnieć o czym marzyliśmy, gdy byliśmy dziećmi, jakie mieliśmy wzorce osobowe, np. z literatury, filmu, z naszego otoczenia. To mogą być bardzo ważne wskazówki, w poszukiwaniu własnej pasji.

Od czego jeszcze takie poszukiwania można zacząć?

Przede wszystkim wygospodarować sobie czas wolny, by móc korzystać zarówno z szerokiej jak i koneserskiej oferty kultury. Czytać, szukać w sieci, na wszelkie sposoby budzić i rozwijać nasze zainteresowania. Wtedy- wcześniej czy później – nasz pasja ujawni się i rozwinie.

Czyli mamy już dwa wyzwania. Odnalezienie pasji, ale i posiadanie czasu wolnego. Żyjemy przecież szybko, z milionem zadań w kalendarzu.

To prawda. Ale pasja ma szansę ujawnić się wtedy, kiedy damy sobie jednak na nią czas. Dlatego wiele młodych pracowników już na rozmowie rekrutacyjnej, stawia warunek, że chcą pracować do określonej godziny i mieć dużo czasu dla siebie. To staje się powszechnym zjawiskiem.

Myślałam, że pasja, to coś naszego, co czujemy, co jest z nami już od dzieciństwa. I to coś może też być naszą pracą. 

Ale niewiele osób ma takie szczęście, aby praca była jednocześnie pasją. Najwyżej 10% ludzi jest w takiej sytuacji. Głównie ludzie z kręgów sztuki i mediów, artyści. Także osoby pracujące w usługach dla ludzi, np. w branży edukacyjnej, medycznej, w szkoleniach, w psychoterapii. Tego typu zawody nawet muszą się wiązać z pasją. Z pewnością jest też wielu takich ludzi wśród projektujących budujących autostrady, budynki, miasta. Także dizajnerzy samochodów i odzieży – i wielu innych.

Najlepiej mają ci obdarzeni talentem, który się ujawnił w dzieciństwie i nie został zaprzepaszczony. Bo w dzieciństwie nie idziemy za tym co warto, co należy, co powinniśmy, co się opłaca, lecz śmiało marzymy o tym, co wiąże się z naszym talentem, potencjałem.

(fot. Łukasz Król)

Zaprzepaszczony?

Tak. Bo bywa utracony przez nieuwagę lub niechęć otoczenia, w którym młody człowiek dorasta. Ci, którzy go uchronili – rozwijają swój talent i całe ich życie staje się pasją.

Jakie są Pana obserwacje tego zjawiska, ale w gabinecie terapeutycznym?

W gabinetach terapeutycznym widać coraz więcej klientów, którzy mają 30-40 lat i uprawiają zawód, który nie jest ich pasją ani zainteresowaniem. Prawdopodobnym powodem tego jest to, że dzieci już na poziomie gimnazjum muszą decydować o swoim dalszych kształceniu i zawodzie. W wieku 14 lat decydują właściwie o tym, co będą robić przez całe życie. Czy pójdą w kierunku humanistycznym, czy ścisłym, czy artystycznym, czy biologicznym?

To za wcześnie.

Tak, za wcześnie. Z tego mogą wynikać życiowe pomyłki, a czasami nawet tragedie.

A czy to nie rodzice powinni zaprosić swoje dzieci do tego, co tym dzieciom jest najbliższe?

Powinni, ale to rzadko się to zdarza. Często rodzice mają swój gotowy projekt na to, co ich dzieci powinny robić w życiu.

Czyli jesteśmy raczej na utartych ścieżkach? A potem siedzimy i płaczemy?

Na szczęście nie wszyscy. System, w którym żyjemy wymaga szybkich rozstrzygnięć dotyczących kariery. Zanim dojrzejemy i rozeznamy się w sobie, to zaczyna się wyścig. W rezultacie wiele naszych decyzji jest nieprzemyślanych. I to, co jest naszą pasją, a czasami wręcz talentem na długo zostaje zapomniane. Ale jak mówiliśmy, da się odnaleźć z powrotem, jeśli naprawdę się do szukania przyłożymy.

A może warto mówić, że to życie jest pasją? Już nie tylko praca.

To prawda. Nawet życie pomylone można przeżywać jako pasjonujące samo w sobie. Pod warunkiem wszakże, że nie ustajemy w poszukiwaniu jakiegoś, choćby częściowego spełnienia.

A co jest Pana pasją?

Życie.

Wojciech Eichelberger: Twórca idei i programu Instytutu Psychoimmunologii, gdzie pełni funkcję dyrektora programowego. Od lat odgrywa kluczową rolę w polskiej psychologii, m.in.: współtworzył Oddział Terapii i Rozwoju Osobowości – OTIRO oraz Laboratorium Psychoedukacji. Jest autorem wielu bestselerowych książek z pogranicza psychologii, antropologii i duchowości. Od wielu lat obecny w mediach: w radiu, telewizji prasie. Odwołuje się do terapii integralnej, która oprócz psychiki bierze pod uwagę ciało, energię i duchowość. Za działalność konspiracyjną w latach stanu wojennego odznaczony Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta.

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.

  • Pingback: Ciekawy artykół | pracowniaalterego()

  • Marcin Kwieciński

    Wywiad świetny, dziękuję. Wiedza Wojciecha Eichelbergera jest ogromna i miło w takim tekście „uszczknąć” jej kawałek. Praca, a raczej stosunek do pracy, którą znamy – będzie zakurzonym reliktem minionych czasów w zbliżających się dekadach. Budzi się świadomość, a wraz z nią potrzeby, szczególnie młodych ludzi, którzy chcieliby z tego życia również coś dla siebie mieć. Niestety będzie miało to swój koszt. Koszt bardzo duży, bo żeby połączyć pasję z dochodowym zajęciem potrzeba nie tyle talentu, co ciężkiej pracy, rozsądnych i konkretnych decyzji oraz dużej dawki optymizmu. Głównie dlatego, ponieważ do samego końca nie będzie się miało pewności, że romantyczna wizja pt. „robię w życiu to, co kocham” zostanie przedzierzgnięta w rzeczywistość.

    • Joanna Rubin

      świetny komentarz, dziękuję 🙂

  • Miałam kiedyś przyjemność podsłuchać konferencji, podczas której przemawiał Pan Wojciech. Słucha się go jak w transie, bardzo mądry i elokwentny człowiek:)