„Zrozumieliśmy, że część pracodawców może nie mieć świadomości, że korzystają z pracy przymusowej”

przez  |  Brak komentarzy


Zdarzają się sytuacje, w których jedni członkowie rodziny delegują drugich do prostytucji. Nawet jak sprawa takiej rodziny trafia do sądu, który kieruje dziewczynę do ośrodka szkolno-wychowawczego, to matka usiłuje ją stamtąd wyciągnąć na weekend. Chce, aby jej córka zarobiła pieniądze na wódkę – mówi Irena Dawid-Olczyk z Fundacji La Strada. (wywiad zrealizowałam dla weekendowego wydania gazeta.pl).

Joanna Rubin: 18 października obchodziliśmy Europejski Dzień przeciwko Handlowi Ludźmi. Mam wrażenie, że ciągle mało wiemy o tym procederze.

Irena Dawid- Olczyk: Ofiary handlu ludźmi nie dość, że przeżywają straszne rzeczy, to często jeszcze zawodzi je system: policja, konsulat, państwo po prostu.

Zna pani takie historie?

Mnóstwo. Znam przypadek policjanta, który umieścił nieletnią dziewczynę w agencji, po prostu oddał ją w leasing. Albo sędzi, która nie rozumiała, że ofiara była w na tyle złym stanie psychicznym, że naprawdę nie mogła uciec. Mimo że w jej pokoju było okno. Także policjantów, którzy ofierze handlu ludźmi, Ukraince proszącej o pomoc, o mało nie wlepili mandatu. Szła drogą niezgodnie z przepisami. Usiłowała powiedzieć im, co się stało, ale oni nie mówili po rosyjsku. Prosiła też ukraińskich kierowców, aby ją zabrali, pomogli jej. A oni odpowiadali jej, że teraz to jadą do Holandii. A jak będą wracać, to może ją zabiorą.

Myślę, że naszym wielkim problemem jest brak wyobraźni.

Co ma pani na myśli?

Pewien pisarz zadzwonił do nas, ponieważ pani Ukrainka, która sprząta u niego i jego przyjaciół, została zgwałcona. I to kilkukrotnie przez tę samą osobę. Oczekiwał, że doprowadzimy do tego, że sprawca zostanie oskarżony. Problem polegał na tym, że ta kobieta musiałaby złożyć zeznania. A ponieważ bardzo jej zależało na pieniądzach, to zgodziła się pracować na czarno i przedłużała swój pobyt w Polsce, aż w końcu wpadła w nielegalność. Gdyby więc udała się na policję, to zeznanie zostałoby przyjęte, sprawca oskarżony, ale ona musiałaby wracać do swojego kraju. Temu pisarzowi i jego światłym przyjaciołom nie przyszło do głowy, że jeśli naprawdę chcieliby być dla niej dobrzy, to by ją legalnie zatrudnili. A oni czuli się dobroczyńcami tej kobiety, choć w rzeczywistości nie było w tej sytuacji niczego dobrego. Dlatego bardzo ważne jest legalne zatrudnienie. Wtedy nie ma tak wielu pól do nadużyć.

Jakich na przykład?

Do pracy ponad siły, za głodową pensję, w nieludzkich warunkach. Takie rzeczy nie dzieją się tylko w Chinach, ale ulicę obok nas i przy współpracy z dużymi firmami. Można zacząć od zadania sobie pytania: „Kto sprząta nasze biura?”. Dlatego świadomi liderzy, którzy dziś są szczególnie cenieni na rynku pracy, zwracają uwagę, aby w łańcuchu dostaw nie było znamion pracy przymusowej. Żeby wszyscy pracowali legalnie, bezpiecznie, za godną płacę i znali swoje prawa.

Jako Fundacja La Strada mamy w tym temacie duże doświadczenie oraz wiedzę, które oferujemy firmom na przykład w postaci szkoleń. Zrozumieliśmy, że część pracodawców czy inwestorów może nie mieć świadomości, że korzystają z pracy przymusowej. Ostatnio jako partner Fundacji Standardów Raportowania (FSR) analizujemy raporty niefinansowe spółek giełdowych i oceniamy je w zakresie przestrzegania praw człowieka.

Jak przedstawiciele firm reagują na propozycje współpracy?

Jedni się boją, bo uważają, że zostaną posądzeni o to, że mają w swoim łańcuchu dostaw znamiona pracy przymusowej. A są też tacy, którzy czują się odpowiedzialni, chcą wiedzieć, na co trzeba zwrócić uwagę.

Dlaczego w przypadku łamania praw człowieka, handlu ludźmi i pracy przymusowej głównie mówi się o kobietach?

Od wielu lat obserwujemy feminizację migracji. Handel ludźmi jest wprost proporcjonalny do migracji, bo jest z nią bezpośrednio związany. Dodatkowo kobiety też częściej pracują na nisko opłacanych stanowiskach, a tam jest więcej pól do nadużyć. Nie wspominając o tym, że są obiektami wyzysku seksualnego. Blisko 30 proc. wszystkich zgłoszeń, jakie do nas trafiają, to komercyjne wykorzystywanie seksualne. Ofiarami są kobiety.

Czy są takie zdarzenia, które – mimo wielu lat pracy dla La Strady – wciąż panią poruszają?

Porusza mnie, że wciąż zdarzają się sytuacje, w których jedni członkowie rodziny delegują drugich do prostytucji. Zdarza się, że nawet jak sprawa takiej rodziny trafia do sądu, który kieruje dziewczynę do ośrodka szkolno-wychowawczego, to matka usiłuje ją stamtąd wyciągnąć na weekend. Chce, aby jej córka zarobiła pieniądze na wódkę. W tych historiach w ogóle nie chodzi o jakieś wielkie luksusy.

Owszem, można wtedy oskarżyć rodziców o czerpanie korzyści majątkowych z nierządu i wsadzić ich do więzienia za sutenerstwo. Taki jest mój pomysł, ale raczej w Polsce się to nie wydarzy.

Dlaczego?

Bo dzieci nie zeznają przeciwko rodzicom, bo osoba młoda, która zaplątała się w seksbiznes, nie zasługuje, zdaniem społeczeństwa, ani na ochronę, ani na współczucie. Bo w końcu lepiej nie zauważać takich sytuacji. W Fundacji La Strada uważamy, że na pewno nikt nie powinien być zmuszany do prostytucji, nikt nie powinien myśleć, że nie ma innego wyjścia w swoim życiu. Zawsze jest wyjście. Kiedyś ktoś przywiózł do nas dziewczynę, blondynkę średniego wzrostu. Jak się do niej człowiek odwrócił, to ona się szybko uśmiechała. Później się okazało, że oprawcy bili ją sztachetą w głowę i krzyczeli: „Uśmiechaj się”. Więc ona się uśmiechała. Opowiadała, że koleżanka w Bułgarii poznała ją z dwoma chłopakami, mieli jechać na dyskotekę do jakiegoś miasta. A oni porwali ją, sprzedali i tak trafiła do Polski. Miała 14 lat. Nawet z takiej historii można się wyrwać.

Kiedy ofiara ma największą szansę na ucieczkę?

Wtedy, kiedy wierzy, że może podejmować decyzję. Opowiem pani historię dziewczyny, która razem z koleżanką pojechała do pracy za granicę. Okazało się, że trafiły do burdelu. Ta dziewczyna była silna, trochę niegrzeczna, zadziorna. A przy tym pewna, że może zmienić swoją sytuację. Udało jej się uciec. Później mówiła, że jedyny problem polegał na tym, że miała ze sobą trzy pary ukochanych jeansów. Uciekając, włożyła wszystkie, jedne na drugie. Może trochę wolniej przez to biegła, ale udało jej się wyzwolić. Bo czuła, że jest w stanie uciec, że ma do tego prawo. Dzięki temu przeświadczeniu i determinacji pomogła też swojej koleżance.

Jakie są ofiary handlu ludźmi?

Pamiętajmy, że przestępczość zorganizowana jest rodzajem biznesu, w którym ocenia się ryzyko. Dlatego też sprawcy często wybierają specyficzny typ dziewcząt – odrzucone przez rodzinę, nie mające w niej oparcia, samotne, z niskim poczuciem własnej wartości, takie, o których wiedzą, że nikt się za nimi nie wstawi. Gdyby ofiara pochodziła z wpływowej rodziny, od razu wiele służb zostałoby postawionych w stan gotowości. A przestępczość musi działać tak, aby była opłacalna, i żeby biznes nie był za bardzo narażony na straty.

Ale ofiary handlu ludźmi to nie zawsze skrzywdzone anioły. Czasami są to osoby agresywne, bezczelne, niektóre mają zły charakter, kłamią, kombinują. Nauczyły się żyć w sytuacji przemocowej. Jeżeli jedynym sposobem na przetrwanie było dla nich ukrywanie swoich reakcji czy wprowadzanie w błąd, nie liczmy na to, że nagle zaczną mówić całą prawdę. Bo za prawdę były bite. To, przez co przeszły, widać w ich zachowaniu. Byłam świadkiem, że jak dziewczyna miała pobierane odciski palców, to nie mogła rozluźnić ręki. Do tego charakterystyczny jest stupor. Często też taka osoba wchodzi do pomieszczenia i siedzi w kurtce, bo czuje się wtedy bezpieczniej. Może mieć też rękawy swetra naciągnięte na ręce. Nie patrzy na ludzi wokół. Jak się połączy te kilka punktów, to od razu człowiek wie, że coś jest nie tak.

Jak pomóc takiej osobie?

Zawiadomić nas i być uczciwym. Jeden pan zabrał do domu panią Rumunkę, która była zmuszana do prostytucji. Zadzwonił do nas. Powiedziałam mu, żeby ją do nas przywiózł, zapewnimy jej wyżywienie, nocleg, mamy przecież hostel. Usłyszałam, że ona ma łóżko u niego, potrzebuje jedynie pieniędzy na jedzenie. Wytłumaczyłam mu, że oczywiście damy te pieniądze, ale pod warunkiem, że za każdym razem, jak on ją dotknie, to zapłaci jej pełną stawkę.

Wykorzystywał tę kobietę?

Tak, i jeszcze do jakiegoś tabloidu sprzedał swoją bohaterską historię o tym, jak ją uratował. Ale pyta pani, jak można pomóc. Przede wszystkim nie ustąpić.

Na przykład?

Towarzyszyłam dziewczynie, która zeznawała przeciwko człowiekowi, który ją wywiózł z kraju i zmusił do prostytucji. Widzimy się w sądzie. Patrzę na nią, ma na sobie swoją najlepszą sukienkę. Czuć od niej woń alkoholu, bo piła dzień wcześniej ze strachu. I teraz proszę sobie wyobrazić te typowe dla sądów schody. My byłyśmy na dole, a na półpiętrze stał sprawca, facet w trzyczęściowym drogim garniturze. Obok niego opalona żona w dopasowanej sukience, adwokat z ekskluzywną teczką i jeszcze ochroniarz. Doskonale pamiętam taki moment, w którym mocno złapałam tę dziewczynę pod rękę i szłyśmy dynamicznie, prosto na nich. Rozstąpili się. To było bardzo trudne dla niej, ale też niezwykle znaczące, metaforyczne. Tamci byli bogaci, a ona była biedna i to jeszcze ze zszarganą reputacją.

Dlaczego w ogóle ludzie robią krzywdę innym?

Bo mogą.

Czego się pani nauczyła o ludziach podczas wieloletniej pracy dla La Strady?

Że są… plastyczni? Z jednej strony zależni od urodzenia i wychowania, z drugiej strony już rodzą się bardzo różni. I że nie wszyscy są z natury dobrzy.

***

Fundacja La Strada jest członkiem Zespołu do spraw Zrównoważonego Rozwoju i Społecznej Odpowiedzialności Przedsiębiorstw przy Ministrze Inwestycji i Rozwoju. Global Compact Network Poland nagrodził ją tytułem Architekta Rozwoju – jako jedną z instytucji, które „niezłomnie stoją na straży przestrzegania i ochrony praw człowieka w Polsce”.


Irena Dawid-Olczyk. Kulturoznawca, trenerka, edukatorka seksualna i negocjatorka. Współzałożycielka Fundacji przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada (1995), koordynatorka Krajowego Centrum Interwencyjno-Konsultacyjnego dla polskich i cudzoziemskich ofiar handlu ludźmi. Laureatka nagrody RPO im. Pawła Włodkowica. W wolnych chwilach czyta.

Dziennikarka współpracująca z wieloma redakcjami. Blogerka (www.nakawie.pl), zawsze zaciekawiona przedsiębiorczością. Autorka książki "Twarze polskiego biznesu. Rozmowy Na Kawie" z wywiadami z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Współorganizatorka popularnonaukowej konferencji TEDxPoznań. Blisko 10 lat była zawodowo związana z instytucjami finansowymi, m.in mBank i GRENKE.