Żyć tak, aby każdy dzień był świętem- możliwe czy utopijne?

przez  |  2 komentarze

 – To, czym Balijczycy mogą nas zainspirować, to celebrowanie życia i wdzięczność za każdy dzień. Ta wielka mądrość podnosząca jakość życia nie oznacza, że już nie będziemy doświadczać życiowych wyzwań. Chodzi o przekierunkowanie uwagi z tego, czego nie mamy, na to- co już posiadamy. Taką świadomość pełni, a nie braku – tak o wdzięczności opowiada Dagmara Gmitrzak, trenerka rozwoju osobistego, socjolog, ale i współorganizatorka wypraw do dalekich krajów.

W naszej rozmowie dzieli się refleksjami z dwumiesięcznej podróży po Bali- jednej z wysp archipelagu Indonezji. Przypatruje się balijskiej kulturze i znajduje miejsca inspiracji dla kultury zachodniej. – Balijczycy są mistrzami w celebrowaniu każdego dnia. Ich codzienność wypełniona jest obowiązkami, które wykonują z dumą i starannością. Poczucie wspólnoty i wdzięczność za mieszkanie na wyspie Bogów, rekompensuje im nawet najcięższą pracę – tłumaczy.

Joanna Rubin: Jacek Walkiewicz powiedział mi, że bezrefleksyjne życie potrafi był łatwiejsze. Skąd u Ciebie taka chęć nurkowania w głąb siebie, a do tego organizowania przestrzeni do tego działania dla innych?

Dagmara Gmitrzak: To wynika z potrzeby poszukiwania, odkrywania, eksplorowania. Proces, który daje taką możliwość to podróżowanie. Są podróże wewnętrzne, które pomagają poznać siebie i podróże zewnętrzne, dzięki którym poznajemy świat i jego różnorodność. Zawsze marzyłam, aby organizować wyjazdy łączące poznawanie nowych miejsc ze świadomą pracą nad sobą. Będąc w miejscu, w którym stykamy się odmienną kulturą od naszej, mamy okazję do czerpania inspiracji, ale również poznawania siebie. W nowym miejscu mogą się ujawnić uśpione aspekty naszej osobowości, które wzbogacą nasze codzienne życie.

Podaj proszę jakiś przykład.

Na przykład w pracy i w relacjach jakaś osoba jest zwykle bierna, a w podróży budzi się w niej wewnętrzny odkrywca i podróżnik. Ten aspekt warto wnieść do życia. Podróż pozwala poszerzyć horyzonty myślowe, ale też zmienić perspektywę widzenia własnego życia.

To właśnie Bali zaczęło być bardzo popularną destynacją dla podróży z elementami rozwoju osobistego. Na czym polega magia tego miejsca?

Kierunek zaczął być bardziej popularny pod wpływem książki Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”. Autorka przedstawiła Bali jako bardzo inspirujące miejsce. Opisała spotkanie z balijskim szamanem, który przepowiedział jej podczas pierwszego pobytu, że za jakiś czas wróci na Bali i zostanie tam cztery miesiące. Przepowiedział jej też, że najpierw straci wszystkie pieniądze, a później je odzyska. Zadziałał psychologiczny efekt samosprawdzającej się przepowiedni? Tego nie wiadomo, ale autorka rzeczywiście wróciła na Bali, straciła wszystkie pieniądze, a później zarobiła na swojej książce miliony dolarów. A Ketut Liyer stal się najpopularniejszym szamanem w Indonezji.

A co Ciebie przyciągnęło na Bali?

Z kolei mnie Bali zostało polecone przez przyjaciół podróżników. Chodziło głównie o to, aby dotrzeć do miejsca, w którym żywa jest kultura i duchowość, a nie masowa turystyka. Balijczycy nie przygotowują swoich codziennych rytuałów pod turystów. Będąc na Bali, a szczególnie w mieście Ubud, które jest kulturalną stolicą wyspy, można obserwować jak mieszkańcy przygotowują się do swoich ceremonii. Jeśli ubierzemy się odpowiednio do ich zwyczajów, możemy również obserwować ceremonię w świątyni, a nawet uczestniczyć w niej.

Wyspiarze są bardzo zaangażowani w swoja religię, czyli balijską odmianę hinduizmu. Codziennie ofiarowują koszyczki obfitości swoim bogom. Koszyczki te plotą z liści bananowca kobiety, a do środka wkładają ryż, kwiatek, słodkość i palące się kadzidełko. Następnie umieszczają koszyczek na domowym ołtarzu, w świątyni, a nawet na progu swoich sklepów. Wszystko po to, aby przyciągały obfitość. Podczas ważnych ceremonii kobiety niosą na głowie kosz z piramidą precyzyjnie ułożonych owoców. Robią to z wdzięczności do bogów Vishnu, Brahmy i Shivy. Zgodnie z wierzeniami bogowie wybrali i pobłogosławili wyspę Bali, a sami „mieszkają” na szczytach wulkanów. Myślę, że to co przyciąga ludzi, to tęsknota za żywym rytuałem, autentycznym doświadczaniem, które ma dla Balijczyków znaczenie. Turysta, który obserwuje w pewien sposób też uczestniczy, przeżywa, doświadcza.

(na zdjęciu: Dagmara Gmitrzak)

Bycia w stanie wdzięczności ma wpływ na nasz stan umysłu i ducha?

Oczywiście. To wielka mądrość, która wzbogaca jakość życia. Chodzi o przekierunkowanie uwagi z tego, czego nie mamy, na to- co już posiadamy. Świadomość pełni, a nie braku. Wdzięczność za to, że żyję, za bezpieczne miejsce do spania, za jedzenie, za bliskie osoby w naszym życiu, za możliwość rozwoju, etc. W świecie zachodnim jest to rzadka praktyka.

Jak myślisz, dlaczego?

Wpadliśmy w pułapkę konsumpcjonizmu i skupiamy się na tym, żeby mieć to, czego jeszcze nie mamy, bo – jak mówią reklamy- poczujemy się wtedy lepiej. Ale to tylko iluzja. Reklama generuje sztuczne potrzeby, ale idealnie trafia w nasze wewnętrzne miejsce niskiego poczucia własnej wartości, którego nie zapełnią przecież dobra materialne, ale samoakceptacja i miłość do siebie. Celebrowanie stanu, który ja nazywam świadomością pełni. Życie z miejsca wewnętrznej pełni, a nie braku.

Wspominasz również o potrzebie uczestniczenia w rytuałach. Z czego może wynikać nasza tęsknota za nimi?

Myślę, że za rytuałami kryje się potrzeba wspólnego doświadczania czegoś ważnego, życia bardziej wspólnotowego. W dużym mieście relacje międzyludzkie są bardziej powierzchowne, żyjemy odseparowani, w takich swoich klatkach. Stawiamy na indywidualizm i kiedy wracamy do domu, to nie chcemy, żeby ktokolwiek nam przeszkadzał. A potrzebę życia społecznego realizujemy spotkaniami ze znajomymi czy choćby rodzinnym wyjściem do świątyni konsumpcjonizmu, czyli do centrum handlowego. Utrzymujemy więzi społeczne, ale tylko z najbliższymi osobami. Podróżowanie do miejsc takich jak Bali, w których więzi społeczne są silne, pomaga uświadomić sobie jak wiele mamy. Pomaga docenić to.

Właściwie z czego wynikają balijskie silne więzi społeczne?

Oni mają silną tożsamość kulturową i mocne korzenie. To jest niezwykłe, ponieważ ich historia jest bardzo krwawa. Przez 350 lat byli pod okupacją Holendrów, który wybili prawie całą królewską rodzinę i arystokrację. Następnie przeżyli okupację Japończyków podczas II wojny światowej, a później dyktaturę Suharto. Myślę, że siłę swą czerpią z korzeni.

Ale Polacy również  sporo przeszli.

Tak, zabierano nam ziemie, ale wywalczyliśmy niepodległość. Jesteśmy narodem wojowników. Uważam również, że jesteśmy kreatywni, ale nie korzystamy, jako naród, w pełni ze swojego potencjału. Do tego potrzebne jest czerpanie z tożsamości kulturowej i siły przodków, zbudowanie zdrowego ego, którego podstawą jest poczucie własnej wartości. Jako zdrowy naród możemy również inspirować innych. To nazywa się współtworzenie- nie unifikacja globalna, ale cieszenie się z różnorodności kulturowej i wzajemny szacunek. Potrzeba jednak jeszcze wielu lat „społecznej psychoterapii”- przede wszystkim polityków, bo oni prowadzą kraj. Jest więc szansa, ze kiedyś zaczniemy odczuwać dumę z tego, że jesteśmy Polakami. Tak jak Balijczycy, którzy są wdzięczni za to, że mieszkają na wyspie bogów i nie chcą tego miejsca opuścić.

Balijczycy z wdzięcznością podchodzą do pracy, z której czerpią również satysfakcję duchową. Taka harmonia istnieje?

Wierzę, że istnieje coś takiego, jak ścieżka naszego powołania. To ścieżka, na którą się składają wszystkie nasze talenty, dary, umiejętności, predyspozycje. Myślę, że jako społeczeństwo żyłoby nam się lepiej, gdyby więcej osób mogło wykonywać pracę, która jest zgodna z predyspozycjami. Jak je odnaleźć? Dobrze jest zadać sobie kilka prostych pytań, np. co przychodzi mi z łatwością, co lubię robić, co powoduje, że skrzydła mnie niosą i chce mi się wstać i działać? Czyli stwierdzam, że lubię rozmawiać z ludźmi i kocham przyrodę, więc zastanawiam się jaką pracę mogę wykonywać łącząc te dwa elementy. Jeśli coś robimy z łatwością to znaczy, że jest to kompatybilne z wewnętrznymi darami.

Co może nas wspierać w procesie poznawania tych własnych predyspozycji, darów?

Polecam książki, warsztaty, coaching, psychoterapię, inspirujące wykłady, a przede wszystkim wiarę w siebie połączoną z podjęciem działania. Chęć zmiany, to ten pierwszy krok. Ale niewystarczający do tego, aby zmiana się zadziała. Potrzebne jest nasze działanie. To nie zawsze jest łatwe.

Najważniejsze jest poznanie siebie i bycie autentycznym. Czasami zachwycamy się stylem życia kogoś ze znajomych. Zazdrościmy mu czegoś, co niekoniecznie mogłoby być korzystne dla nas. Często powtarzam na warsztatach: – „Jeśli zazdrościsz komuś, to podziękuj mu w duchu, bo pokazuje ci, jak wielki potencjał jest w Tobie”. Rzecz w tym, aby nie kopiować życia innych, ale obudzić swoją moc. Inspirować się, a nie porównywać do innych. To jest konstruktywne.

Jak poznać, że już jesteśmy na tej właściwej ścieżce?

Gdy jesteśmy na ścieżce własnego powołania, czujemy satysfakcję i sens tego, co robimy. Nasza kreatywność może się swobodnie manifestować. To wszystko oczywiście nie oznacza, że nie będziemy odczuwać zmęczenia z wkładanego wysiłku. Ścieżka powołania nie powinna być odbierana jako zawsze kolorowa i bezstresowa. Tu też mamy wiele wyzwań, które są po to, aby uaktywnić naszą wewnętrzną moc i nie poddawać się- jeśli naprawdę w coś wierzymy. Uważam, że korzystanie ze swojego potencjału to jeden z podstawowych celów życia.

Jak Balijczycy postrzegają swoje ścieżki powołania w kontekście pracy?

Na Bali ważne są bardzo proste elementy dnia codziennego. Szczególnie wtedy, kiedy trzeba przygotować się do ceremonii. Praca traktowana jest w szczególny sposób, z wdzięcznością, bo przecież pomaga przeżyć i utrzymać rodzinę. Ale praca to również obowiązki związane z przygotowywaniem ceremonii, a jest ich wiele w ciągu roku. To wymaga dużego zaangażowania społeczności. Ile tu jest uważności, skupienia, koncentracji. Na Bali większość społeczeństwa, to rolnicy, sprzedawcy, taksówkarze albo artyści. Praca nie jest postrzegana pejoratywnie. Myślę, że może również przeciwdziałać lękom, niepokojom czy depresjom.

Jak wygląda ich sytuacja materialna, finansowa?

Większość wyspiarzy żyje w bardzo podstawowych warunkach. Rekompensatę stanowi silny przepływ mocy, który płynie od społeczności i wspierających rodzinnych relacji. Są bardzo zaangażowani w celebrowanie rytuałów. Cały czas dotykają sztuki, bo Bali słynie z batiku, pięknego tańca, spektakli, malarstwa, drewnianych rzeźb i kamiennych posągów. Obcowanie ze sztuką, która wyraża emocje Balijczyków- jest ważne dla podtrzymywania ich tożsamości kulturowej. Oczywiście ich dzieła bardzo podobają się turystom i biznes artystyczny dobrze się rozwija.

Myślę jednak, że pieniądze nie są tutaj na pierwszym miejscu. Moim zdaniem, mimo napływu tak dużej ilości turystów, Bali nie skomercjalizowało się zupełnie. Pozostała część, która jest jak przysłowiowa pestka- niezniszczalna. To dusza Balijczyków, ich żywa kultura i religia. Balijczycy to naród wojowników, ale również artystów. Nie sądzisz, że to ciekawa mieszanka?

Bardzo!

I sami o sobie mówią, że są mniej logiczni, za to bardziej kreatywni. Przejawem tej kreatywności jest niestety również korupcja, ale to dotyczy praktycznie każdego miejsca na świecie. Kultura zachodnia nadal pozostaje pod wpływem kartezjańskiego: „myślę wiec jestem”. Przewagą umysłu nad uczuciami i kreatywnością.

(fot. prywatne archiwum Dagmary Gmitrzak)

Myślenie świata zachodniego skierowane jest też w przyszłość. Dużo planujemy. Jak to wygląda u Balijczyków?

Według Margaret Mead, amerykańskiej badaczki kultur, Balijczycy są przykładem kultury postfiguratywnej, czyli skierowanej w przeszłość. Tu starszyzna jest bardzo szanowana, jest łącznikiem z przeszłością. Balijczycy żyją zazwyczaj razem, w wielopokoleniowych domostwach. To wszystko sprawia, że osoby w podeszłym wieku nie martwią się, kto się nimi zaopiekuje, nie są samotne i nie doświadczają depresji. Silne więzi rodzinne zwiększają poczucie bezpieczeństwa.

Z punktu widzenie socjologicznego i antropologicznego, Bali jest osadzona w przeszłości, ale nie tak mocno jak jeszcze pięćdziesiąt lat temu. Wyspa jest otwarta na przybyszów z zachodu, sprzedają ziemie biznesmenom pod duże ośrodki spa, jogi czy restauracje. Chociaż nadal „biały” nie może sam założyć działalności gospodarczej, bo potrzebuje balijskiego wspólnika. Wyspiarze są zaradni, sprytni, mają smykałkę do interesów. To dla mnie wyraz zrównoważenia sfery duchowości z materią.

Kto najczęściej odwiedza Bali?

Po pierwsze turyści, których interesuje ciekawa kultura. Dlatego odwiedzają wiele starych świątyń oraz kulturalne centrum wyspy- Ubud. Są i tacy, którzy wolą zostać w rozrywkowej Kucie, nazywanej „małym Sydney”. Tu przeważają młodzi Australijczycy. Bardziej ambitne plany mają współcześni wykształceni nomadzi, którzy wybierają pobyt w Ubud i często zostają tu na kilka miesięcy. Pracują zdalnie albo zakładają z kimś mały biznes na wyspie. Niektórzy z nich, jak wynika z moich obserwacji, decydują się żyć zupełnie poza systemem. Napiszę o tym więcej w książce o Bali, nad którą obecnie pracuję.

A kto z Tobą najczęściej wybiera się na Bali? 

W wyprawach organizowanych przeze mnie uczestniczą ludzie, którzy lubią podróżować, są ciekawi świata, różnych kultur, ale stawiają również na swój rozwój, pracę nad sobą podczas wyprawy. Bali jest bardzo daleko, żeby się tam dostać trzeba lecieć dwoma lub trzema samolotami. Dzięki temu osiągamy efekt oddalenia od tego, co już znamy i otwarcia się na nieznane. A to moim zdaniem jest najpiękniejsze w podróżowaniu.

Dziękuję za rozmowę.

Dagmara Gmitrzak. Trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek, dziennikarka i podróżniczka. Od 2001 prowadzi warsztaty rozwoju osobistego i szkolenia dla firm, m.in. dla Polskiej Agencji Przedsiębiorczości, NBP, Hay Group, AVON, Johnson& Johnson, Mary Kay, L’Oreal. Autorka sześciu książek m.in. „Obudź swoją kreatywność”, „Trening Jaguara. Obudź w sobie pewność siebie i osiągaj zamierzone cele”, „Inteligencja serca”, „Pokonaj stres dzięki technikom relaksacji”. Współorganizuje dalekie wyprawy połączone z rozwojem osobistym, min. na Bali i Hawaje. www. rozwojosobisty.waw.pl

Bloguję, wywiaduję i dzielę się tym, co usłyszę od strategów i psychologów biznesu. Jestem autorką książki „Twarze polskiego biznesu. Rozmowy na kawie”, w której zamieściłam 10 humanistycznych wywiadów z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Fascynują mnie świadomi i mądrzy liderzy, relacje uczeń-mistrz i procesy zmian. Podpisuję się pod słowami Brene Brown: „Wrażliwość nie jest oznaką słabości. To matka kreatywności, innowacji i zmian”.

  • Aleksandra

    Ja z wiekiem nauczyłam się doceniać w życiu szczegóły, które dają mi pełnię szczęścia, a które wcześniej były czymś normalnym nie wyjątkowym, a przecież nawet to, że jesteśmy zdrowi, mamy dwie ręce, dwie nogi jest czymś wyjątkowym z czego powinniśmy się radować.

    • Joanna Rubin

      dziękuję za piękny komentarz 🙂 dobrego dnia, j.