Karolina Cwalina: coach to nie tylko ktoś, kto ładnie mówi

przez  |  Brak komentarzy

– Ludzie myślą też, że jeśli pójdą do coacha, to na pewno odniosą wielki sukces. A praca z samym sobą jest bardzo ciężka. To, że masz coacha, dietetyka, trenera nie oznacza, że nagle będziesz pięknym i zdrowym człowiekiem – mówi Karolina Cwalina, coach, współzałożycielka projektu “Sexy zaczyna się w głowie”.

W naszej rozmowie opowiada o coachingu, psychologii zmiany i rewolucji, którą ma za sobą, bo leczyła guza nadnercza, przyjmowała sterydy i tyła. – Włosy mi wypadły, byłam czerwona na twarzy, ważyłam ponad 120 kilo. Byłam załamana – wspomina.

Masz 26 lat i pewnie jesteś jednym z najmłodszych coachów w Polsce. Jak reagują na Ciebie Twoje klientki? Od coacha wymaga się przecież ogromnego doświadczenia…

Karolina Cwalina: Te osoby, które orientują się czym tak naprawdę jest coaching, zwracają uwagę na moje bardzo gruntowne wykształcenie w tej dziedzinie oraz na to,  jak szybko rozwijam swoją firmę, nie poddając się przeciwnościom.

W takich przypadkach najczęściej spotykam się z “efektem WOW“. Klientki doceniają mnie i mówią, że super, że jestem taka młoda i zdobyłam edukacje na tylu poziomach. Widzą w tym wartość i wtedy rozpoczynamy współpracę. Poza tym wiedzą, skąd się wziął pomysł na program “Sexy zaczyna się w głowie”. Na tym polu nie brak mi żadnego doświadczenia, jeżeli chodzi o poczucie własnej wartości oraz przekraczanie osobistych granic w celu udoskonalania siebie. To w końcu wypływa ze mnie oraz moich przejść, które mnie wzmocniły. I dziś jestem na tym miejscu, w którym jestem.

Są również osoby, które po prostu usłyszą mnie np. w radiu i chcą pomocy: tu i natychmiast. I nagle, jak mnie już widzą raptownie w ich oczach pojawia się przerażenie. Pada zdanie:  “Ale, jak mi pani doradzi, skoro jest pani taka młoda?” A tu właśnie chodzi oto, że ja nie doradzam, ani nikomu nie mówię, co ma zrobić ze swoim życiem…

Dzisiaj wiele osób zwie się coachami. Jak więc wybrać tego prawdziwego i najlepszego?

Zanim się do kogoś wybierzemy, powinniśmy sprawdzić jakie dana osoba ma ukończone szkolenia, certyfikaty i czy na przykład należy do jakiejś organizacji. A, co najważniejsze, ile ma już przepracowanych godzin coachingowych z klientami. Coach to nie tylko ktoś, kto ładnie mówi. To osoba, która w tym temacie posiada wiedzę oraz umiejętności, aby móc powiedzieć, że kogoś “coachuje”.

Co to jest coaching?

Coaching, to proces, który pozwala urzeczywistnić często latami skrywane nasze marzenia, pragnienia potrzeby. Dzięki coachingowi możemy w pełni rozwinąć wewnętrzny potencjał, w całej palecie jego barw i odcieni. Obudzić w sobie pozytywne myślenie i dobre nastawienie do świata, kreatywność, odwagę, na nowo odkryć własne “ja”.

Coaching to przewodnik w odkrywaniu siebie i realizowaniu celów. Nie sugeruje, nie podpowiada, nie doradza. Zamiast tego życzliwie słucha, zadaje niezwykłe pytania, których sami sobie zwykle nie stawiamy. Przy użyciu specjalnych technik sprawia, że “chce się chcieć” i podejmować wyzwania. Cel skierowany jest na przyszłość, a zaczynamy „tu i teraz” myśląc pozytywnie. Wszystko zależy od nas samych.

Dla kogo jest coaching?

Coaching wymaga to od nas bardzo ciężkiej pracy. To nie tak, że po jednej sesji, szkoleniu czy też warsztacie nagle zmienimy całe swoje życie. To jest zazwyczaj tylko impuls, aby zacząć, aby się inspirować… Dlatego coaching jest według mnie dla ludzi, którzy są na zmianę gotowi. A i chcą zmierzyć się również z konsekwencjami tych zmian. Należy jednak pamiętać, że w życiu łatwo nic nie przychodzi.

Jest wiele osób, które uważa coaching jako “wytwór dla mas”. Coaching to tylko metoda, przeznaczona dla osób, które są gotowe, chcą z niej skorzystać w celu udoskonalenia swoich działań.

Podaj proszę przykład.

Idąc na siłownie wiemy jakie ćwiczenia wykonywać. Posiadając trenera personalnego wykonujemy często te ćwiczenia dokładniej, a dzięki temu lepiej pracują nam odpowiednie mięśnie, partie ciała… Nie każdy takiego trenera potrzebuje, ale też nie każdy powinien negować – jakie potrzeby mają inni. Mnie coaching bardzo pomógł. Wiem, jak się motywować, jak się organizować, jak odpędzać swoje ograniczające przekonania… Taką też wiedzą wspieram swoich klientów. A nie są to ludzie pełni problemów.

Co ciekawe, najczęściej na indywidualne sesje coachingowe przychodzą do mnie …mężczyźni. Wiedzą, że jestem twarda w swoich działaniach, że umiem wyznaczać swój cel. To ich inspiruje, aby działać podobnie. Po paru sesjach zwiększa się ich świadomość, wiedzą na ile tak naprawdę ich stać. To, co z tym zrobią zależy od nich. A kobiety? Jestem jedną z nich. Wiem jak często potrzebne jest wsparcie, aby po prostu wykonać ten pierwszy krok, zmobilizować się… Po to jest właśnie coaching, aby ruszyć.

Co było inspiracją do powstania projektu: “ Sexy zaczyna się w głowie”?

Inspiracją były moje własne doświadczenia. Dzięki coachingowi pozwoliłam sobie uwierzyć, że stać mnie na więcej w moim życiu, że wszystko zależy ode mnie. Jak będę chciała, będę miała motywację oraz uwierzę w swoją siłę, to mogę wszystko zmienić! I tak zaczęłam nad sobą pracować. Małymi kroczkami, powolutku. Nic nie przyszło od razu.

Skąd pochodzi nazwa “Sexy zaczyna się w głowie“?

To stan, w którym się czułam i się znajdowałam. Po prostu. Na samym początku usłyszałam parokrotnie, że nazwa jest niepoważna, ale teraz coraz więcej osób, a przede wszystkim kobiet mi mówi, że to świetne słowa, które dodają powera. Mało tego, często słyszę, że to hasło dokładnie odzwierciedla to, jak się ze sobą czują w jakiejkolwiek sytuacji na co dzień. W pracy, w domu, z mężczyzną, z przyjaciółmi…

Co jeszcze zaczyna się w głowie?

W głowie zaczyna się wszystko: siła, cele, marzenia, motywacja, wiara, odwaga, racjonalizm, walka. Wszystko po prostu.

Zobacz, jak z tej filozofii czerpie też sport. Wyobraź sobie sytuację, np. na siłowni, kiedy masz trudne ćwiczenie przed sobą do wykonana i trenerka mówi ci, że jeśli chcesz, to to zrobisz. Jeśli myślisz, że dasz radę, to dasz radę! Sami wtedy się napędzamy i często jesteśmy w szoku, do czego są zdolne nasze ciała.

Nie zawsze czułaś się sexy, ani w głowie, ani poza nią. Widziałam Twoje zdjęcia sprzed paru lat, przed zrzuceniem wagi. Trudno poznać, że to Ty. Wiem, że byłaś bardzo schorowana. Jak wyglądał proces dochodzenia do siebie?

Leczyłam guza nadnercza i przyjmowałam sterydy, a w związku z tym tyłam. Włosy mi wypadły, byłam czerwona na twarzy, ważyłam ponad 120 kilo. Byłam załamana. Jak wyszłam z choroby, to nic ze sobą nie robiłam, bo pozostały rozstępy, wysiała na mnie skóra. Poddałam się. Stwierdziłam, że i tak jestem brzydka, nieatrakcyjna, zniszczona przez chorobę i jest bez sensu.  Nic dobrego ze mnie nie będzie.

To, że ja siebie nigdy nie lubiłam, to nie oznaczało, że nie miałam genialnego kontaktu z ludźmi. Wszyscy zawsze mnie uważali za uśmiechniętą, towarzyską osobą, która jest lekiem na całe zło. Osobę, która zawsze wesprze, pomoże. Mało tego, byłam postrzegana jako ta, która nie wie, co to troski i żale. Udawałam bardzo dobrze przed światem i tworzyłam dla ludzi inny obraz siebie.

Będąc za granicą dowiedziałam się o coachingu i spodobała mi się ta metoda. Zawsze było wiadomo, że pójdę w stronę  pracy z ludźmi. Jak nie jakiś HR, to może szkolenia? A zakochałam się w coachingu i tego właśnie spróbowałam. Poszłam do wybranego przez siebie coacha i zaczęłam pracę nad nowymi celami. Jednym z nim była akceptacja siebie.

Większość ludzi chce szybkich efektów. Ile czasu zajęła Twoja zmiana?

Moja własna zmiana zaczęła się od operacji i zrzucenia 15 kg. Pozbyłam się kilogramów w krótkim czasie i przez 3 lata nic ze sobą nie robiłam. Wisiała na mnie skóra… Zawzięłam się i zrzuciłam kolejne 30 kg. To trwało 2 lata.

Następnie przeszłam 5 operacji plastycznych wycięcia skóry. To nie było takie łatwe, bo aby przejść operacje trzeba zadbać o redukcje wagi. Nie da się za to tylko zapłacić. To wymaga naszej głębokiej pracy. Mój chirurg plastyczny, który mnie pierwszy raz zobaczył od razu powiedział: “Najpierw schudnij, a potem do mnie przyjdź”.

Teraz w dalszym ciągu moje ciało jest w bliznach i wciąż walczę o moje “sexy” na co dzień. Przemiana zewnętrzna to jednak tylko mały dodatek. Główna przemiana zaszła w moim myśleniu, sposobie patrzenia na samą siebie. Doszło do mnie, że ja też mogę chcieć i mieć marzenia, które powinnam realizować, bo nikt inny za mnie tego nie zrobi. Chcieć to móc.

Potrzebny mi był mocny kopniak, a kiedy go dostałam ruszyłam do przodu z innym nastawieniem. Przestałam obwiniać innych o moje niepowodzenia, albo że coś mi się nie udało. Zaczęłam być panią własnego losu. Motywacja i wiara, że to, co robię ma sens – mnie w tym wzmacniały.

Ważny w tej zmianie był coaching?

Lubię mieć kogoś, np. kto nade mną czuwa. Ustaliłam z coachem swój plan, opracowałam ścieżkę, która doprowadzi mnie do osiągnięcia swoich celów. Zrobiłam plan awaryjny. Wypracowałam strategię, odnalazłam swojego wewnętrznego motywatora. Z sesji na sesję stawałam się silniejsza i bardziej pewna siebie. Uwierzyła, że dam radę oraz, że potrafię zrealizować swoje cele.

Nie było przebacz, bo powiedziałam “A”, a  nie lubię się jednak łatwo poddawać! Porażki zaczęłam traktować jako nauczkę, odpierałam ataki i wypędziłam ze swojej głowy ograniczające przekonania. Pozbyłam się ciągłych blokad i wrażenia, że coś jest nie dla mnie. Coaching to fajna metoda, bo to my sami decydujemy o tym, co jest dla nas najlepsze. Nikt nam niczego nie narzuca.

Czego najbardziej ludziom brakuje w procesie zmian?

Motywacji, czasu… Nie mogą się skupić na swojej pasji, bo jej nie znają. Nie mogą nauczyć się języka, bo… i tu jest litania powodów. Nie są szczęśliwi sami ze sobą, bo nie przebywają blisko siebie, tylko biegną utartymi ścieżkami. A najfajniejsze rzeczy zaczynają się po wyjściu ze strefy komfortu…

Tylko, że na ścieżce poza strefą komfortu są czułe punkty…

Bariery, przeszkody, zmierzanie się ze swoimi słabościami. Myślenie, że się nie uda, mimo, że próbujemy. Zdecydowanie boimy się porażki.

Ludzie myślą też, że jeśli pójdą do coacha, to na pewno odniosą wielki sukces. A praca z samym sobą jest bardzo ciężka. To, że masz coacha, dietetyka, trenera nie oznacza, że nagle będziesz pięknym i zdrowym człowiekiem. A tak nie jest, bo to od siebie musisz zaczynać wymagać podjęcia bardzo zdecydowanych kroków. Ale i nagroda w 100% należy do ciebie.

Dlatego też oprócz sesji coachingowych, na których się spotykam z klientkami, jest też coaching – w tak zwanym międzyczasie. Czyli w tym okresie, w którym dokonuje się w zmiana, kiedy klienci zaczynają patrzeć dookoła i zdawać sobie sprawę z wielu istotnych dla nich czynników. Niektórzy przyjdą na sesję coachingową i mówią, że genialnie się czują i jest super, extra, ale wyjdą ode mnie i nic nie zrobią ze sobą przez kolejne 2 tygodnie. Tylko dalej wpadają w wir narzekania i szukania powodów, dlaczego nie mogą czegoś zrobić. To jest tak, jak z nauczycielem języka obcego. Jak na lekcji powtórzysz słówka, a nie zrobisz tego później we własnym zakresie, to masz mniejsze szansę władać nowym językiem, prawda?

Dlaczego więc jedni dbają o to, w jaki sposób myślą, a drudzy nie przywiązują do tego wagi?

Wydaje mi się, że pierwszy powód to taki, że są osoby, które nie miały okazji nawet spróbować zająć się swoim myśleniem. I nie wiedzą, że tak można. Mają taki sposób myślenia, jaki mają i tyle. Nie zastanawiają się, czy  ich wspiera, pomaga im w życiu, czy dzięki niemu odnoszą sukcesy.

Drugą kwestią jest też to, że może kiedyś został im proces coachingowy jakoś niekorzystnie, źle przekazany. Pojawiło się na rynku wielu coachów, milion mówców motywacyjnych, którzy mówią ci, jak masz żyć. No to, co ktoś może sobie pomyśleć? Nawiedzeni! Przecież nikt mi nie będzie mówić, co mam robić!

Ludzie boją się, bo taki proces jest też konfrontacją ze własnymi barierami, przeszkodami. Mało tego, jak ktoś do mnie przychodzi to zadaję podstawowe pytanie: “Czy jesteś gotowa na coaching, który wiąże się ze zmianą?” Ten proces usłany jest wieloma momentami, które są skomplikowane, ciężkie. I zwycięstwo jest wynikiem walki ze swoimi słabościami. Taka walka wymaga odwagi i determinacji. Trudno przed samym sobą przyznać się do swoich słabości, a potem jeszcze zacząć je zwalczać.

Tak samo było przecież u Ciebie.

Tak, jak podjęłam się walki o samą siebie i o zmianę sytuacji, to nie było przebacz! Chciałam wytrwać w swoich postanowieniach. Dlatego też tłumaczę swoim klientkom, z czym będziemy się mierzyć. Ale czasami jest tak, że dostaję zwrotny telefon z informacją, że ktoś nie jest jeszcze gotowy, bo jest np. z facetem, jest źle, nie jest szanowna, ale jednak to nie jest czas na zmianę. Boi się. Wie, że powinna się z nim rozstać, ale to jeszcze nie ten moment.

Jak reagujesz na takie słowa?

Nie mogę wszystkich uszczęśliwiać na siłę. Po prostu temat na chwilę jest zamknięty. Na chwilę, bo z reguły te osoby po pewnym czasie wracają. Jednak jakaś struna w nich zostaje poruszona.

Jaki masz styl pracy z klientkami?

Wszystko rozpisuję. Nasze spotkania nazywam sesjami coachingowymi, a to, co jest pomiędzy jest coachingiem. Klient ma być bardziej świadomy, uczyć się swoich zachowań i pozyskiwać wiedzę na temat narzędzi. Dzięki temu, jeśli pozostanie sam ze sobą, będzie mógł z nich skorzystać i wesprzeć siebie. Zajrzeć w rozpiski, coś sobie przypomnieć i zastosować. Będzie samodzielnie odpędzać ograniczające przekonania, motywować się, używać afirmacji i wizualizacji.

Oczywiście pomiędzy sesjami klientki mogą się ze mną kontaktować, aby nie tracić nadziei, kiedy dopadnie je chwila zwątpienia. Tak naprawdę z każdym wypracowuję indywidualny system. Jedna osoba potrzebuje tych sesji więcej, inna mniej. Są tacy, którzy potrzebują więcej czasu na przemyślenia, inni za to są niecierpliwi. Jak to ludźmi, każdy z nas jest wyjątkowy. Nie można ze wszystkimi działać według jednego schematu. Każdy potrzebuje innego rodzaju wsparcia, to dla mnie oczywiste.

Czym siężni przyjacielska grupa wsparcia od coacha?

Coach nie ocenia, nie narzuca swoich opinii i nie doradza. Pozwala za to kreować własną wizję danej ścieżki życiowej. Jest otwarty na to, na co dana osoba ma teraz ochotę i co stanowi dla niej wartość. To, co lubi i to, co jest dla niej najlepsze. To ona podejmuje taką decyzje.

Przyjaciel z kolei może nawet zrobić minę, która nakieruje nas na konkretną drogą, ale ta droga wcale nie musi być zgodna z naszymi przekonaniami. Można się w przyjacielskim gronie poczuć trochę oceniony. Z dobrym coachem nie jest to możliwe.

Co zyskamy zatem przy pracy z coachem?

W przypadku rozmowy z coachem masz pewność, że to ty kreujesz daną wizję działania na bazie swoich zasobów, czyli będziesz też w stanie swoje cele zrealizować. Mamy do czynienie z sytuacją, w której ty najlepiej wiesz, co dla ciebie jest korzystne.

Druga strona medalu jest taka, że jak jesteś pod ścianą, to potrzebujesz dobrych, skutecznych narzędzi i inspiracji. Często ludzie po prostu nie wiedzą wiele o nich i samodzielnie będzie im trudno rozwiązać problem. Mimo dobrych chęci…

Jakie jeszcze efekty można osiągnąć w procesie coachingowym?

Miałam nawet takie doświadczenia, że zmiana sposobu myślenia umożliwiła rozpoczęcie długo oczekiwanego macierzyństwa.

Pamiętam też klientki, które pozakładały własne biznesy, bo poczuły się bardzo silne. Odnalazły w sobie pasje. Lepiej zorganizowały swój czas, dzięki temu podjęły się nowych wyzwań, które były dla nich ważne. A latami ciągle je przekładały na sam dół priorytetów.

Mimo tych mądrości i tak są wymówki, bo ziemianie to specjaliści od wyjaśnień.

Ależ oczywiście. Słyszę później, że nie można czegoś zrobić, bo mąż nie taki, nie ten czas, nie ta przyjaciółka. A to, a  tamto…

Co wtedy mówisz?

Że można obwiniać cały świat, ale w pierwszej kolejności powinniśmy spojrzeć na siebie. Zobaczyć, co robimy, jak działamy. Jeśli my zmienimy sposób działania i myślenia, to ludzie wokół nas również zaczynają być inni. Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w innych.

Kolejny przykład. Jeśli jesteś w gronie kobiet, które mówią, ze faceci to świnie, to dupki, że są beznadziejni, to nastawiasz się na to, że każdy poznany mężczyzna nie jest dobry. A jak sama zaczniesz inaczej myśleć, to masz szansę spotkać dla siebie właściwą, dobrą osobę – kto wie, może będzie to książę z bajki?

W jaki sposób można się wyłamać z takich narzekających grup?

Teraz jest już jest prosto. Mamy dostęp do wszystkiego, do książek, artykułów z nutą psychologii i narzędzi motywacyjnych. Ludzie zaczynają się tym interesować, oglądają specjalnie dedykowane rozwojowi programy, uczestniczą w seminariach, konferencjach, warsztatach. Cały Internet huczy. Teraz pytanie, co i kiedy ktoś sobie wybierze.

Karolina, bardzo dziękuję za rozmowę!

Karolina Cwalina: Erickson Certified Professional Coach – ECPC. Prowadzi głównie sesje life coachingu, które wpływają na podniesienie jakości stylu życia. Absolwentka Wydziału Prawa oraz Studiów Podyplomowych “Coaching Profesjonalny” na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Ukończyła akredytowaną przez ICF Szkołę Coachów “The Art and Science of Coaching”(V modułów) prowadzoną przez Erickson College International z Vancouver we współpracy z Wszechnicą UJ oraz certyfikowane warsztaty “Family Coaching” oraz Team Coaching.  Interesują ją także aspekty prawne w coachingu. Współautorka artykułu “Prawne uwarunkowania Coachingu” ukazanego w Coaching Review nr 1/2013. Współtwórczyni kanału “Sexy zaczyna się w głowie” na YouTube.

Dziennikarka współpracująca z wieloma redakcjami. Blogerka (www.nakawie.pl), zawsze zaciekawiona przedsiębiorczością. Autorka książki "Twarze polskiego biznesu. Rozmowy Na Kawie" z wywiadami z czołowymi twórcami polskiego biznesu. Współorganizatorka popularnonaukowej konferencji TEDxPoznań. Blisko 10 lat była zawodowo związana z instytucjami finansowymi, m.in mBank i GRENKE.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.